niedziela, 14 lipca, 2024

Euforia po porażce u siebie, zwiastun piłkarskiej smuty. Eliminacje Euro’84

Polska widownia na stadionie w szale radości po wygranej rywali? Tak, miało to miejsce w 1983 roku, w meczu z Portugalią. Wygrana zespołu z Półwyspu Iberyjskiego zmniejszała bowiem szanse na awans do Mistrzostw Europy znienawidzonych sowietów. A Biało-Czerwoni swe szanse pogrzebali już wcześniej. Kwalifikacje Euro 1984 były zwiastunem nadchodzącej piłkarskiej smuty.

Po aferze na Okęciu, w 1980 roku z reprezentacją Polski pożegnał się Ryszard Kulesza. Jego następcą, ku zaskoczeniu wielu kibiców i komentatorów, został młody szkoleniowiec Odry Opole, Antoni Piechniczek. Dokończył kwalifikacje do MŚ w Hiszpanii, w których Biało-Czerwoni „zemścili się” na NRD za kwalifikacje Euro’80. Wygrali 1:0 i 3:2 awansując na mundial. Z uwagi na stan wojenny podopieczni Piechniczka nie rozgrywali meczów towarzyskich. Na turnieju jednak zaskoczyli – wyszli z grupy z Włochami, Kamerunem i Peru. W grupie ćwierćfinałowej pokonali 3:0 wicemistrzów Europy – Belgów, po hat tricku Zbigniewa Bońka. Awans do półfinału wywalczyli remisując bezbramkowo z drużyną ZSRR. To starcie miało – co zrozumiałe – dodatkowy podtekst polityczny. W półfinale Biało-Czerwoni ulegli Włochom, w meczu o trzecie miejsce pokonali 3:2 Francuzów. Powtórzyli wynik Orłów Górskiego sprzed ośmiu lat. I dawali nadzieję na dobry start w kwalifikacjach Mistrzostw Europy. Nadzieje te okazały się płonne.

Z Portugalią i sowietami

Rywalami w kwalifikacjach były zespoły ZSRR, który Biało-Czerwoni wyeliminowali w walce o półfinał Mistrzostw Świata. Portugalii – zawsze mocnej i nieobliczalnej, która jednak choć miała dobrych piłkarzy na turnieje się nie kwalifikowała. Jedynym startem Portugalczyków był jak dotąd udział w MŚ 1966 roku, na których Eusebio i spółka wywalczyli trzecie miejsce. Stawkę uzupełniała Finlandia, wówczas jedna z najsłabszych drużyn w Europie. Zdawało się, że o awans bić się będą Polacy z Sowietami, Finowie będą dostarczycielami punktów, a Portugalia może napsuć krwi faworytom i wpłynąć na los awansu. Tak, czy inaczej – Polacy byli faworytem grupy eliminacyjnej. Tuż przed kwalifikacjami w rewanżu za spotkanie o 3 miejsce mundialu Biało-Czerwoni pokonali w Paryżu Francję i to aż 4:0. Eliminacje rozpoczęli od wygranej 3:2 w Helsinkach z Finlandią, 8 września 1982 roku. Do przerwy prowadzili 2:0 po golach Włodzimierza Smolarka z rzutu karnego i Dariusza Dziekanowskiego. W drugiej połowie na 3:0 podwyższył Janusz Kupcewicz.

Co zrobił Janas

Cieniem na wygranej kładą się dwie stracone w końcówce bramki, przez co z 3:0 zrobiło się 3:2. Jednak plan w postaci zdobycia kompletu punktów podopieczni Piechniczka zrealizowali. Humory zepsuła dopiero porażka 1:2 z Portugalią w Lizbonie, 10 października 1982 roku. Jednak cały rok był dla polskich piłkarzy udany. Trzecie miejsce na mundialu, w kwalifikacjach do Euro nic nie było stracone. Humory kibiców siadły na dobre po meczu z Finlandią na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie. Po golu Smolarka piłkarze Piechniczka „planowo” prowadzili od drugiej minuty 1:0. Jednak w 5 minucie doszło do jednej z bardziej kuriozalnych sytuacji w dziejach polskiej piłki. Paweł Janas pięknym lobem pokonał… Józefa Młynarczyka i zrobiło się 1:1. „Janosik” był świetnym obrońcą, podporą drużyny Piechniczka z MŚ 1982. Selekcjoner Brazylii Tele Santana, pytany o to, czemu jego zespół nie zdobył mistrzostwa stwierdził, że Canarinhos wywalczyliby puchar, gdyby na środku obrony mieli Janasa i Władysława Żmudę.

Mecz z Finlandią polskiemu obrońcy jednak nie wyszedł. I kto wie, czy nie wpłynął na losy reprezentacji w ogóle. W sezonie 1985/86 Paweł Janas był najlepszym obcokrajowcem i najlepszym obrońcą ligi francuskiej. Selekcjoner Antoni Piechniczek piłkarza Auxerre pominął jednak przy powołaniach na MŚ 1986 w Meksyku. W powszechnej opinii (dziś także samego Piechniczka) było to ogromnym błędem. Pytanie, czy „samobój” z Finami miał na to wpływ. Być może, natomiast na pewno krzywdzącym nadużyciem byłoby twierdzenie, że to przez Janasa Polacy stracili punkty z Finami, a tym bardziej że przez „samobój” obrońcy przegrali eliminacje. Kuriozalna bramka padła bowiem raptem w 5 minucie meczu. Biało-Czerwoni mieli więc aż 85 minut regulaminowego czasu, by nastrzelać bramek słabiutkim Finom. A jednak wynik do końca się nie zmienił i outsiderzy urwali punkty trzeciej drużynie świata! Szansa na rehabilitacje była już w kolejnym spotkaniu. Biało-Czerwoni podejmowali sowietów, uważanych za głównego rywala do awansu.

Stracone szanse

W przekonaniu o tym, że to sowieci będą głównym rywalem w walce o awans utwierdzały dotychczasowe wyniki Sbornej. Drużyna ZSRR rozgromiła u siebie Portugalię aż 5:0. 22 maja na Stadionie Śląskim Biało-Czerwoni podjęli sowietów. Po bramce Zbigniewa Bońka od 19 minuty prowadzili 1:0. Taki wynik utrzymywał się do przerwy. Dzięki ewentualnej wygranej podopieczni Antoniego Piechniczka zwiększaliby szansę na awans. Jednak w 64 minucie wyrównał… Roman Wójcicki, obrońca reprezentacji Polski. Sytuacja była frustrująca. Biało-Czerwoni dwa razy prowadzili z Finlandią i ZSRR, za każdym razem tracili punkty sami sobie strzelając bramki… Szanse, nawet iluzoryczne przekreśliła porażka 0:2 z ZSRR w Moskwie. Na koniec kwalifikacji w grupie prowadził ZSRR z 9 punktami (za wygraną przyznawano wtedy 2 „oczka”). Druga była Portugalia z 6 punktami, Polska miała „oczek” 4. W ostatnich dwóch meczach Biało-Czerwoni podejmowali Portugalią, a potem Portugalczycy grali u siebie z ZSRR.

Euforia po porażce

Podopieczni Antoniego Piechniczka nie mieli żadnych szans na awans. Wygrywając lub remisując z Portugalią przekreślali jej szanse na grę w Mistrzostwach Europy. Dawaliby za to pierwsze miejsce sowietom. W przypadku porażki Polaków o wszystkim decydować miał mecz Portugalia – ZSRR. W Polsce dopiero skończył się stan wojenny. Trwał jeszcze (choć był w okresie schyłkowym) system komunistyczny. Kraj był pod wpływem sowietów. Uczucia wobec wschodniego sąsiada były owszem gorące, ale była to gorąca i szczera, jak najbardziej uzasadniona, nienawiść. Wyeliminowanie drużyny ZSRR w MŚ w Hiszpanii, flagi Solidarności na trybunach, wzbudziły w narodzie euforię. 29 października 1983 roku Biało-Czerwoni na Stadionie Olimpijskim we Wrocławiu podejmowali Portugalczyków. I doszło do sytuacji kuriozalnej. Eksperci w telewizji, komentatorzy zagrzewali do walki Polaków, a kibice na trybunach kibicowali Portugalczykom. Gdy Carlos Manuel w 31 minucie dał prowadzenie gościom, komentator w TV ubolewał nad stratą bramki przez Polaków. Stadion za to oszalał z radości.

A w prawdziwą euforię kibice wpadli po spotkaniu, zakończonym porażką Biało-Czerwonych 0:1. W decydującym o awansie meczu Portugalia wygrała z ZSRR 1:0. Zajęła pierwsze miejsce w grupie i po 18 latach awansowała na wielki turniej. Drużyna Antoniego Piechniczka po wielkim sukcesie, jakim było trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii w 1982 roku w eliminacjach Mistrzostw Europy zaliczyła bardzo twarde i bolesne lądowanie. Kwalifikacje Euro’84 były znacznie słabsze niż te drużyny Kazimierza Górskiego przed Euro’76 i Ryszarda Kuleszy przed Euro’80. Były zwiastunem nadchodzącej piłkarskiej smuty. Piechniczkowi udało się jeszcze wprowadzić drużynę na Mistrzostwa Świata w Meksyku w roku 1986, nawet wyjść na samym turnieju z grupy. Jednak potem nastało aż 16 lat bez udziału polskiej reprezentacji w wielkich turniejach. Fatalne kwalifikacje Euro’86 były preludium tego, co czekało kibiców w końcówce lat 80. i przez całą dekadę lat 90. XX wieku.

REKLAMA

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

WIĘCEJ

WIĘCEJ W TELEGRAFIE

- Advertisement -spot_img