niedziela, 14 lipca, 2024

Skrótowe przypomnienie 20 lat procesu Ciełuszeckiego. WYMIAR BEZPRAWIA

W Wielki Czwartek, 14 kwietnia 2022 roku zapadl wyrok w sprawie oskarżonego w kuriozalnym procesie przedsiębiorcy Mirosława Ciełuszeckiego. Z kolei w niedzielę, 25 kwietnia, minie dwadzieścia lat od pierwszego zatrzymania przedsiębiorcy. W najnowszym wydaniu gazety „Nowy Telegraf Warszawski szeroko przypominamy oskarżenie, proces, okoliczności zniszczenia firmy Ciełuszeckiego. 

Aby opisać historię warto cofnąć się do lat 90-ych XX wieku. Mirosław Ciełuszecki wrócił do Polski z USA, gdzie prowadził dobrze prosperujący biznes.  Posłuchał apelu Lecha Wałęsy, który nakłaniał rodaków do powrotu do ojczyzny, która właśnie wyzwoliła się z jarzma komunizmu i sowieckiej dominacji. Ciełuszecki zarobione za oceanem  pieniądze zainwestował na Podlasiu. W ciągu kilku lat jego spółka – Farm Agro Planta – stała się nie tylko jednym z najważniejszych pracodawców na południowym Podlasiu, ale też wiodącą firmą w polskiej branży chemicznej. Doradcą firmy był Marek Karp – twórca i wieloletni dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich.

Najazd służb kuriozalne oskarżenia

25 kwietnia 2002 roku do domu Ciełuszeckiego wpadli funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwa (służba specjalna, poprzednik Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego). Przedsiębiorca został zatrzymany, potem aresztowany (w celi spędził łącznie osiem miesięcy). W procesie został oskarżony o rzekome działanie na niekorzyść firmy, choć działaniem tym miała być transakcja, w wyniku której firma… zarobiła. Oskarżony został też Marek Karp, o rzekome fikcyjne doradztwo. Wg prokuratury dyrektor i twórca Ośrodka Studiów Wschodnich, ekspert, z którego usług korzystały polski rząd, Komisja Europejska i administracja prezydenta USA, nie miał wystarczającej wiedzy, by doradzać prywatnej firmie handlującej ze Wschodem. Proces pierwszej instancji toczył się w Bielsku-Podlaskim. Orzekał w nim nie sędzia, ale asesor, czyli można powiedzieć praktykant, przygotowujący się do zawodu (od kilku lat asesorzy nie orzekają już w polskich sądach, w tamtym czasie, mimo krytyki ze strony organizacji broniących praw człowieka, było to częstą praktyką).

Zbigniew Brzeziński nieznany dla sądu

Przebieg procesu był kuriozalny. Oskarżenie Marka Karpia wywołało powszechny szok, a świadczyć na temat fachowości Marka Karpia chciał sam prof. Zbigniew Brzeziński, były doradca prezydenta USA, ojciec obecnego ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce. Sąd odrzucił wniosek o powołanie świadka, uznając go za mało istotnego dla sprawy. Zeznawali za to m. in. były premier Jerzy Buzek, były wicepremier Janusz Steinhof, były ambasador Polski w Rosji Stanisław Ciosek. Ludzie o odmiennych poglądach, wszyscy jednak potwierdzali zarówno fachowość Marka Karpia, jak i strategiczne znaczenie firmy Ciełuszeckiego dla państwa. Sąd nie dał wiary zeznaniom świadków. Uwierzył za to biegłemu, który pytany o przelew typu ELIXIR oznajmił:  „ELIXIR kojarzy mi się z płynem”. Marek Karp nie dożył końca procesu, zmarł 12 września 2004 roku, kilka tygodni po wypadku samochodowym, w którym odniósł ciężkie obrażenia.

Skuteczna apelacja, lata procesu, skazanie

W 2007 roku Sąd w Bielsku skazał Ciełuszeckiego, Sąd Apelacyjny w Białymstoku wyrok skierował do pierwszej instancji, do ponownego rozpatrzenia. Tym razem sprawą zajął się Sąd Okręgowy w Białymstoku. Podczas procesu okazało się, że jeden z biegłych, Janusz M., oszukał sąd, bo uprawnień biegłych był pozbawiony z przyczyn dyscyplinarnych, a mimo to sporządził opinię w procesie pierwszej instancji. Konsekwencji nie poniósł poza jedną – sąd wyznaczył innych biegłych. W toku procesu okazało się, że w sądzie bądź prokuraturze zginęły dowody obrony – komputer stacjonarny (!) z dokumentacją księgową firmy Ciełuszeckiego.

Proces trwał wiele lat, w lipcu 2018 roku zapadł wyrok skazujący. Rok później, Sąd Apelacyjny go podtrzymał. Obrona złożyła kasację do Sądu Najwyższego. SN w grudniu 2020 roku uchylił wyrok, wskazując na „rażące błędy” sądu poprzedniej instancji. Sąd Najwyższy stwierdził na przykład, że jeśli przedsiębiorca skorzystał z opinii rzeczoznawcy, z której wynika, że jego działanie jest zgodne z prawem, to nawet jeśli tak nie jest, nie popełnia przestępstwa. Sprawę skierował do ponownego rozpatrzenia w Sądzie Apelacyjnym, tym razem już „w rzetelnym procesie”.

I znów w Sądzie Apelacyjnym

Sprawa wróciła do Sądu Apelacyjnego. Do kuriozalnej sytuacji doszło 9 grudnia ubiegłego roku.  Sąd chciał przesłuchać biegłych, którzy w sprawie się wypowiadali. Jeden z nich, Kazimierz Ch. Złożył zeznania. Biegła Janina B. nie dotarła. Sąd stwierdził, że nie udało się ustalić miejsca pobytu i odroczył rozprawę. Po rozprawie dziennikarzom ustalenie miejsca pobytu biegłej – dyrektor w Najwyższej Izbie Kontroli – zajęło kilka minut. Podczas ostatniej rozprawy, 4 kwietnia, sąd wysłuchał ostatnich świadków, a także mów końcowych prokuratury oraz oskarżonego Mirosława Ciełuszeckiego.

REKLAMA

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

WIĘCEJ

WIĘCEJ W TELEGRAFIE

- Advertisement -spot_img