czwartek, 25 lipca, 2024

Jak padnie Ukraina, Rosja ruszy na nas

Polityka wobec Ukrainy tam, gdzie wymaga tego interes, musi być asertywna. Jednak nie może stać w sprzeczności z rzeczą najważniejszą – wsparciem dla Kijowa w wojnie z Rosją. Bo jeśli Putin wygra, Polska poniesie klęskę na wielu polach. Realny będzie atak zbrojny, hybrydowy już trwa, a nawet jak wojny nie będzie liczba uchodźców z setek tysięcy zmieni się w miliony. Można jednocześnie upominać się twardo o swoje racje w kwestii Wołynia, zboża, przewoźników, nie może to jednak przekreślać zdecydowanego wsparcia w batalii z Rosją. Wymaga to jednak myślenia w kategoriach racji stanu, nie plemiennego instynktu.

Entuzjazm dla wsparcia dla Ukrainy z różnych przyczyn znacząco się obniżył. Tematy sporne i wzajemne różnice są ważne. Nie wolno jednak zapominać, ze jeśli Ukraina przegra wojnę z Rosją, kraje bałtyckie, Mołdawia i Polska będą następne. Może nie jest tak, jak straszą niektórzy, że atak nastąpi od razu. Przygotowanie do niego potrwa latami. Może uda się Moskwę powstrzymać. Jednak w razie klęski Ukrainy poziom naszego bezpieczeństwa rażąco się obniży. W dodatku liczba uchodźców wojennych jeszcze wzrośnie. Dlatego wsparcie obrony przed Rosją jest wciąż naszą racją stanu. Bez wątpienia sytuacja Ukrainy jest dziś znacznie gorsza niż rok temu. Kontrofensywa nie przyniosła wygranej. Rosjanie liżą rany, ale można powiedzieć, że się pozbierali. W dodatku na Zachodzie wola wsparcia jest mniejsza. A i w Polsce mamy do czynienia ze zmęczeniem pomocą. W grupach uchodźczych – co zrozumiałe – są ludzie różni, także przestępcy, których działania zmęczeni Polacy dostrzegają. A media ukrycie bądź jawnie prorosyjskie – wykorzystują.

Wyciszanie zbrodni wołyńskiej, służy Putinowi

W dodatku toczą się spory na linii Warszawa-Kijów o zboże, trwa protest przewoźników. A błędy ekipy Żełeńskiego też są oczywiste. Kwestie Wołynia, do dziś nie załatwione, są naprawdę ciężkim obciążeniem. Nie chodzi tu o żadną małostkowość – dziś Ukraina toczy wojnę, ale gdy nie toczyła też nie robiła nic, by w sprawie się dogadać. A i pomimo wojny akurat na ekshumacje ofiar i ich pochówki mogła pozwolić. Nie zrobiono tego. I to się będzie na wzajemnych relacjach mścić. Nierozwiązanie tej sprawy powoduje duże poczucie krzywdy wśród Polaków, szczególnie wśród rodzin ofiar ludobójstwa. Politycznie posłuży Putinowi i jego ekipie. Mimo to, przy wszelkich zastrzeżeniach do polityki (złej) Żełeńskiego, w jednej sprawie Kijów należy wspierać bezwzględnie. Chodzi o wojnę z Rosją. Nie tylko z przyczyn humanitarnych i ludzkich, chociaż to oczywiste. Także dlatego, że klęska Ukrainy sprawiłaby, że zagrożenie dla Polski byłoby realne. I to na kilku polach.

Ruskie czołgi mogły już być nad Wisłą

Wydaje się dziś jasne, że gdyby w 2022 roku Rosja zrealizowała swój cel – czyli w kilka dni opanowała Kijów i Ukrainę, to potem poszłaby dalej – atakując Mołdawię, kraje bałtyckie, Polskę. Stało się na szczęście inaczej – Ukraina na pierwszym etapie się obroniła. Teraz jednak sytuacja jest gorsza. Może docelowo przegrać. Jeśli tak by się stało, skutki też będą tragiczne. Atak na Zachód stałby się bardziej realny, choć wykrwawiona długą wojną Rosja nie byłaby w stanie przeprowadzić go od razu (w 2022 roku byłaby w stanie). Raczej możemy się spodziewać, że byłyby (już są!) prowadzone działania hybrydowe, a ewentualny pełny atak poprzedziłyby kilkuletnie oczekiwania. Jednak nawet jeśli udałoby się go uniknąć, jest inne zagrożenie. Już teraz widać po Polakach duże zmęczenie pomocą Ukraińcom. I to jest normalne – jesteśmy tylko ludźmi. W każdej społeczności mogą być czarne owce a wśród migrantów zawsze są jednostki najbardziej energiczne.

Podejście musi być mądre

A więc są to najlepsi, najbardziej przedsiębiorczy i twórczy, ale oprócz nich też awanturnicy, maruderzy, którzy na przykład uciekają też przed służbą w obronie kraju. Siłą rzeczy znajdują się też wśród nich przestępcy. Zmęczeni sytuacją Polacy są na złe zachowania Ukraińców bardziej wyczuleni. A media inspirowane (bądź opłacane) przez Kreml sytuacje na przykład burd, czy łamania prawa, nagłaśniają. Tak jest teraz. W sytuacji upadku Ukrainy, tych uchodźców byłyby na naszym terenie nie setki tysięcy, ale miliony. Z taką falą wędrówki ludów w krótkim czasie nie poradzi sobie żadne państwo. Wzajemne niesnaski i konflikty Rosja tym bardziej będzie podsycać. Dlatego trzeba dążyć do tego, by do upadku Ukrainy nie doszło. Wsparcie dla obrony Ukrainy nie musi wcale oznaczać wyrzeczenia się dbania o interes Polski w tych sprawach, które są sporne, jak wspomniany Wołyń, czy kwestie rolne. Wymaga to jednak mądrego podejścia, a nie plemiennego zacietrzewienia.

(Tekst archiwalny, z cyklu najlepszych w Nowym Telegrafie Warszawskim)

REKLAMA

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

WIĘCEJ

WIĘCEJ W TELEGRAFIE

- Advertisement -spot_img