Nie płaczę po potworkach. Krótko w kwestii estetycznej

Jeżeli jest nad czym w Warszawie płakać, to nad dobijanymi resztkami wspaniałego miasta, Paryża Północy. Komunistyczna zabudowa, tandetna i podlana ideologicznym sosem interesuje mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Salon Meblowy Emilia widziany z Pałacu Kultury fot. Adrian Grycuk/Wikipedia By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons

W ostatnim czasie co i rusz słyszymy płacze, zawodzenia i jęki ze strony lewicowego salonu w stolicy. Oto dowiadujemy się, że w Warszawie wyburzane są „perły” architektury. Stołeczni publicyści szczególnie często łzy leją po potworkach socjalistycznej zabudowy. I tak, płakali po SEZAMIE, czy SMYKU, UNIVERSAMIE, ostatnio przez media przetoczyła się cała batalia w obronie EMILII. Degustibus est disputandum, jednak w stolicy mamy do czynienia z czymś zadziwiającym. Obrońcy socjalistycznej zabudowy często nad wyraz lekceważąco podchodzą do niszczenia prawdziwej, jeszcze przedwojennej tkanki Warszawy. Tymczasem  mieście stołecznym, zniszczonym najpierw przez Niemców, a potem przez komunistyczną odbudowę (a raczej przebudowę w stalinowskim duchu) każda kamienica powinna być na wagę złota. A wciąż nie wiemy co stanie się z kultowym dla społeczności żydowskiej budynku przy Waliców 14, budynkiem przy Chodakowskiej 22 na Grochowie, czy zabudowaniami na Łuckiej, gdzie co rusz wybuchają zapewne „przypadkowo” pożary. Jeżeli jest nad czym w Warszawie płakać, to nad dobijanymi resztkami wspaniałego miasta, Paryża Północy. Komunistyczna zabudowa, tandetna i podlana ideologicznym sosem interesuje mnie tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*