Płużański: Strzał w potylicę i zepsuty telewizor

Tadeusz Płużański, autor jest historykiem, prezesem fundacji Łączka, kierownikiem działu Opinie „Super Expressu”
fot.https://commons. wikimediaorg /wiki/File%3AJRKRUK

Awaria domowego, tudzież biurowego sprzętu jest rzeczą przykrą, uporczywą, często burzącą chwilowo nasz porządek dnia. Popsuty telefon może spowodować utratę kontaktów do znajomych, ludzi z pracy, biznesowych kontrahentów. Popsuty telewizor pozbawia nas przyjemności oglądania meczu piłkarskiego lub serialu, awaria komputera będącego narzędziem pracy zmusza do korzystania z będących już passe kafejek internetowych. Nikt normalny nie lubi tego typu sytuacji. Podobnie, jak przeprowadzek, zmian adresu wynikających na przykład z decyzji administracyjnych o przemianowaniu nazwy ulicy. Są jednak sytuacje, gdy decyzje takie są bezwzględnie konieczne. Dzieje się tak m.in. w Warszawie, gdzie szereg ulic do dziś nosi nazwę komunistycznych bandytów i nie mniej bandyckich organizacji, bądź wydarzeń symbolizujących upodlenie naszego narodu (np. ulica 17 Stycznia). Trzeba przypominać, że bolszewicki reżim niósł ze sobą zniszczenie, morderstwa, serie gwałtów, rozlew krwi, grabieże. W stolicy, w więzieniu mokotowskim przy Rakowieckiej polscy patrioci byli torturowani, katowani, mordowani. Naszych narodowych bohaterów wieszano bądź zabijano strzałem w tył głowy. Tym bardziej niedopuszczalnym jest, by w mieście, będącym stolicą naszego państwa, istniały pomniki okupantów, którzy terror tu zaprowadzili (np. pomnik wdzięczności żołnierzom armii radzieckiej w Parku Skaryszewskim), zdrajców, którzy dla okupantów wprowadzali tu zbrodniczy system (pomnik generała Zygmunta Berlinga), ulice organizacji podległych Stalinowi (Dąbrowszczaków na Pradze) czy ulice utrwalających system i infiltrujących młode pokolenie młodzieżowych bojówek komunistycznych (Związku Walki Młodych na Ursynowie). Tym bardziej oburza prowadzona w Warszawie propaganda w obronie pozostawienia nazw komunistycznych patronów. Media informują a to o protestach w obronie ulicy Dąbrowszczaków, a to o proteście przeciwko przemianowaniu ulicy Związku Walki Młodych. Gdy nie ma – bo nie może być – argumentów za obroną kompromitujących patronów – postkomunistyczne media podnoszą argument na pozór logiczny. Jest nim wygoda, strach przed wymianą dokumentów itd. Ciekawe, czy podobne argumenty padałyby, gdyby chodziło o ulice NSDAP, czy Adolfa Hitlera. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że na symbole i nawiązania do zbrodniczych, do tego zniewalających kraj reżimów w demokratycznym, praworządnym i wolnym kraju nie ma miejsca. Jasno wynika to z konstytucji. A wymiana dowodów, map, adresów czy pieczątek firm? Fakt – nie jest niczym przyjemnym. Podobnie jak niczym przyjemnym nie jest naprawa telewizora. Ale naprawdę – nie zrównujmy tego ze strzałem w tył głowy!

Bolesław Bierut, dyktator polski ludowej, z nadania Stalina i NKWD rządzący Polską, na zlocie Związku Walki Młodych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*