Wybory w Warszawie za ponad rok – o co idzie tu gra, jakie są cele konkurentów?

Wybory samorządowe w stolicy to nie tylko walka o prezydenturę, ale też miejsca w Radzie Warszawy i władzę nad dzielnicami. Stawka jest wysoka, a wszyscy gracze mają coś do ugrania. PO – utrzymanie stanu posiadania. PiS – przynajmniej przejęcie kolejnych dzielnicu i większość w Radzie Warszawy. Antysystemowcy, ruchy miejskie – wprowadzenie przedstawicieli do Rady Warszawy i rad dzielnicy, zyskanie realnego wpływu jako „języczek u wagi” w miejskiej polityce. Będzie się działo.

Sala Warszawska Pałacu Kultury i Nauki, miejsce obrad Rady Warszawy. WIększość w radzie będzie stawką nadhodzących wyborów. fot. Adrian Grycuk/Wikipedia By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons

Warszawa jest miastem dość liberalnym, w którym jednak sporą grupę stanowią konserwatyści. Stąd w normalnej sytuacji niemal pewnym scenariuszem byłaby zdecydowana wygrana kandydata PO drugiej turze z przedstawicielem zjednoczonej prawicy, większość PO w Radzie Warszawy. Teraz sytuacja jest jednak inna. PO mocno straciła wizerunkowo na aferze warszawskiej, a Hanna Gronkiewicz-Waltz już zapowiedziała, że w wyborach nie wystartuje. To po pierwsze. Po drugie – sam obóz liberalny pójdzie najpewniej do wyborów mocno podzielony. Na wznowieniu śledztwa w sprawie zabójstwa Jolanty Brzeskiej i komisji ws reprywatyzacji zyskuje PiS. Nie wiadomo, jaką rolę odegrają lewicujące ruchy miejskie, wreszcie – gdy jesteśmy świadkami mocnego skrętu w lewo, wciąż nie widać mobilizacji środowisk konserwatywnych, także prawicy okołopisowskiej. Nie wiemy, kogo wystawi ruch Kukiz’15. Jak powiedział w wywiadzie dla Telegrafu24 profesor Rafał Chwedoruk, przy obecnym podziale w obozie liberalnym, gdyby głosowanie było jednoturowe, prezydentem Warszawy zostałby ktoś z Prawa i Sprawiedliwości. Ponieważ jednak do wyłonienia prezydenta konieczna będzie druga tura, zapewne po pierwszej liderem będzie kandydat PiS, jednak ostatecznie przy mobilizacji antypisu przed drugą turą raczej wygra ktoś z obozu liberalnego. Nawet jeśli ta analiza jest trafna, gra będzie szła o bardzo wysoką stawkę. Na przykład – PiS wystawiając mocnego kandydata, przy dobrej kampanii może przejąć władzę w kilku dzielnicach, szczególnie tych, gdzie podział mandatów jest „na styk” z niewielką przewagą PO (na przykład na Pradze Południe). Do tego, przy wygranej w pierwszej turze wyborów prezydenckich bardzo prawdopodobne, że Prawo i Sprawiedliwość uzyska też większość w Radzie Warszawy. Pozycja prezydenta z PO byłaby wówczas o wiele słabsza, niż w sytuacji, gdy jak dziś partia ta ma w Radzie Warszawy samodzielną większość. Kierownictwo PiS będzie więc chciało wystawić jak najmocniejszego kandydata, który przynajmniej częściowo będzie w stanie poszerzyć eletorat partii. PO z kolei grać będzie o to, by jak najbardziej zminimalizować straty wynikające z podziału w obozie liberalnym (m. in. start konkurencyjnego wobec PO kandydata Nowoczesnej). Kluczowe oprócz tego, jak zachowają się największe partie jest to, co zrobią pozostali gracze – Kukiz’15, którego kandydat może być czarnym koniem wyborów, kogo wystawią lewica i ruchy miejskie. Najbliższe polityczne miesiące zapowiadają się interesująco.

(Telegraf24)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*