Antysystemowe są media, nie partie, lub politycy (KOMENTARZ)

fot. freeimages.com

Media niezależne, choćby na niewielką, lokalną skalę, budować trzeba. NOWY TELEGRAF WARSZAWSKI, będący kontynuacją gazety Telegraf24,  a którego pilotażowy numer ukazał się w sierpniu bieżącego roku,  jest pismem niezależnym od polityków i partii politycznych. Nie ukrywając swoich poglądów (w przypadku większości redakcji konserwatywnych, choć współpracują z nami też narodowcy, liberałowie i lewicowcy) przedstawicielom wszystkich opcji patrzyliśmy i patrzymy na ręce. Publikujemy też wypowiedzi i teksty osób, z którymi się nie zgadzamy.  Bo prawdziwie antysystemowe mogą być media. Nie żadne ugrupowania.

W roku 2015 wynik wyborczy Pawła Kukiza w wyborach prezydenckich był polityczną sensacją roku, większą chyba nawet od wygranej Andrzeja Dudy z Bronisławem Komorowskim. 20 proc. poparcia sprawiało, iż wydawało się, że wokół muzyka powstanie antysystemowy, masowy ruch polityczny, który zmiecie, a przynajmniej odmieni, polską klasę polityczną. Zobaczyć strach w oczach systemowych polityków wszystkich opcji, było doświadczeniem bezcennym. Minęły cztery lata i marzenia o antysystemowym ruchu legły w gruzach na dobre. Oto Paweł Kukiz, największy przeciwnik partiokracji i krytyk okrągłego stołu idzie (wraz ze swymi ludźmi) do Sejmu z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego, czyli najstarszej polskiej partii. Formacji odnoszącej się do ponad studwudziestoletniej tradycji PSL, ale będącej też bezpośrednią spadkobierczynią postkomunistycznego ZSL. Jednak, w przeciwieństwie do większości komentatorów nie zamierzam nad Pawłem Kukizem się pastwić. Uważam, że z punktu widzenia racjonalności stricte politycznej, nie miał innego wyjścia. PSL, podobnie jak Kukiz’15 jest najbardziej zdystansowane do wojny polsko-polskiej. Obie formacje są ugrupowaniami środka, do tego o pewnym umiarkowanie konserwatywnym charakterze. Dlatego z punktu widzenia Kukiza jako polityka, ten mariaż ma sens. Ale właśnie – z punktu widzenia polityka, chcącego może reformować system, ale nie walczyć z nim. I tu dochodzimy do sedna problemu – Kukiz i jego ruch znaleźli się bez mediów, bez struktur, bez kasy z subwencji pomiędzy dwoma (a może nawet czterema) młyńskimi kamieniami polskiej polityki. Sami młyńskim kamieniem stać się nie mogli. Medialna machina antypisu przez cztery lata robiła wszystko, by Kukiz’15 przedstawić jako przystawkę Prawa i Sprawiedliwości. Medialna machina PiS-u robiła odwrotnie – przedstawiała Kukiz’15 jako ugrupowanie powiązane z totalną opozycją. Własnych mediów „antysystemowcy” nie mieli. I chyba największym błędem (choć po latach łatwo jest oceniać) było w ogóle powołanie przez Pawła Kukiza ruchu politycznego. Należało, wykorzystując wynik z wyborów prezydenckich, budować stowarzyszenie i fundację POZA BIEŻĄCĄ POLITYKĄ. Zbierać fundusze od ludzi dobrej woli i budować własne ośrodki edukacyjne, think tanki i przede wszystkim media, punktujące polityków wszystkich opcji. Kukiz zrobił inaczej. To koniec jego ruchu jako organizacji antysystemowej, ale nie koniec formacji, z konkretnym programem, umiejscowionej w centrum polskiej sceny politycznej. I jako taka będzie podlegać medialnym ocenom.

Media niezależne, choćby na niewielką, lokalną skalę, budować trzeba. NOWY TELEGRAF WARSZAWSKI, będący kontynuacją gazety Telegraf24,  a którego pilotażowy numer ukazał się w sierpniu bieżącego roku,  jest pismem niezależnym od polityków i partii politycznych. Nie ukrywając swoich poglądów (w przypadku większości redakcji konserwatywnych, choć współpracują z nami też narodowcy, liberałowie i lewicowcy) przedstawicielom wszystkich opcji patrzyliśmy i patrzymy na ręce. Publikujemy też wypowiedzi i teksty osób, z którymi się nie zgadzamy.  Bo prawdziwie antysystemowe mogą być media. Nie żadne ugrupowania.

Przemysław Harczuk

Dodaj komentarz