„Trzaskowski prezydentem RP? Pogrzebał swoje szanse”

 Sposób, w jaki Rafał Trzaskowski rozegrał sprawę karty LGBT kosztował Koalicję Europejską wiele głosów. I przyczynił się do wyborczej klęski opozycji, wygranej Prawa i Sprawiedliwości oraz upadku idei jednej opozycyjnej listy w wyborach do Sejmu i Senatu – z Andrzejem Stankiewiczem, dziennikarzem i publicystą portalu Onet.pl rozmawia Przemysław Harczuk.

Rafał Trzaskowksi podczas konwencji PO fot. screen facebook.com

Czy scenariusz, w którym prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski jest kandydatem opozycji na prezydenta Polski jest realny, czy to jedynie spekulacje?

Andrzej Stankiewicz: Taki scenariusz był brany pod uwagę, jako realny w sytuacji, gdyby Donald Tusk nie startował w wyborach prezydenckich. I faktycznie – były premier wysyłał sprzeczne sygnały na temat własnego startu. Przed wyborami europejskimi wydawało się też, że Koalicja Europejska nie jest na chwilę, ale że cała opozycja pójdzie szeroką ławą także w wyborach parlamentarnych. W tym układzie było naturalne, że Grzegorz Schetyna sonduje możliwość wystawienia innego niż Tusk kandydata. Chciał mieć swoje rozwiązanie prezydenckie, liczył na Trzaskowskiego. Tak było kilka miesięcy temu, ale sytuacja się zmieniła.

To znaczy?

Po pierwsze, Koalicja Europejska przegrała wybory i się rozpadła. Po drugie, odpowiedzialność za klęskę i rozpad w dużym mierze spada właśnie na Rafała Trzaskowskiego. Bo przez jego nieprzemyślany ruch, poparcie dla karty LGBT w Warszawie, wypowiedzi wiceprezydenta Pawła Rabieja o adopcji dzieci przez związki homoseksualne przyczyniły się do mobilizacji elektoratu PiS. To działanie Trzaskowskiego, wsparcie dla rewolucji światopoglądowej nie podobało się też konserwatywnie nastawionym politykom Koalicji Europejskiej. Dlatego dziś PSL idzie oddzielnie.

A jak teraz wyglądają szanse prezydenta stolicy w wyborach prezydenckich?

Wygląda na to, że prezydent stolicy swoje szanse pogrzebał. Jego bardzo liberalny obyczajowo i gospodarczo wizerunek może się podobać w Warszawie i kilku największych miastach. Ale nie w Końskich, Kozienicach, Grójcu, czy tym bardziej na wsiach. Rafał Trzaskowski nie tylko wsparł LGBT, ale też pokazał się jako polityk bardzo sceptyczny wobec Kościoła, na przykład nie chciał księży na oficjalnych uroczystościach. A więc postawił się w roli lidera środowiska, mogącego liczyć na poparcie około 15 proc. Polacy są w większości dość konserwatywni. I nawet jak mają krytyczny stosunek do wielu księży, to wojny z Kościołem nie chcą. Jest w przypadku prezydenta Warszawy jeszcze jeden problem.

Jaki?

Rafał Trzaskowski nie ma wytyczonej własnej ścieżki kariery. Nie przeprowadza kalkulacji tego, co może, a czego nie może powiedzieć. Sposób, w jaki rozegrał sprawę karty LGBT kosztował Koalicję Europejską wiele głosów. I jak wspomniałem, przyczynił się pośrednio do wyborczej klęski i upadku idei jednej opozycyjnej listy w wyborach do Sejmu i Senatu.

Zdaniem niektórych komentatorów jasne deklaracje Trzaskowskiego to zaleta, bo jest bardziej szczery i naturalny?

Był wspierając LGBT szczery, bo pewnie ma takie poglądy. Ale nie pomyślał, jakie będą tego konsekwencje. I zaszkodził drużynie, w której grał. W przypadku karty LGBT popełnił też akademickie błędy – podpisał dokument, którego nie przeczytał. Prawica odrobiła lekcję. Dokument przeczytała, uwypukliła kontrowersyjne fragmenty, zaczęła straszyć seksualizacją dzieci. A dla sporej części ludzi to jednak sprawa nie do przyjęcia. Proszę zwrócić uwagę, że Trzaskowski był krytykowany także przez konserwatywnych polityków własnego obozu, choćby Hannę Gronkiewicz-Waltz.

Czy jeśli do warszawiaków dotrze, że ich prezydent swoim zachowaniem doprowadził do wygranej Prawa i Sprawiedliwości, to zagłosują przeciwko niemu, czy też Trzaskowski ma tu kolejną kadencję  w kieszeni?

Przede wszystkim wszystko wskazuje na to, że Rafał Trzaskowski wygrał w Warszawie dlatego, że mieszkańcy głosowali głównie przeciwko PiS. Nawet nie chodziło personalnie o Patryka Jakiego ale właśnie o ugrupowanie, które reprezentował. Mieszkańcy dużych miast nie chcą PiS-u. A Warszawa jest obok Gdańska najtrudniejszym miastem dla partii rządzącej. Trudno sobie wyobrazić, co by musiał zrobić Trzaskowski, by tu przegrać. Wybory samorządowe w 2023 roku będą się jednak odbywały razem z parlamentarnymi, więc pozycja prezydenta będzie zależała w dużej mierze od konfiguracji ogólnopolskiej. U Trzaskowskiego uderza jednak, że nie myśli w kategoriach zarządzania miastem jako projektu politycznego, na którym zyskałby on sam i jego środowisko polityczne.

Dodaj komentarz