Skowron: Gówniarze precz od rocznic

fot. arch.

Mamy w tym roku dwie okrągłe rocznice wydarzeń, których ostatni uczestnicy jeszcze żyją: 75 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego i 80 rocznicę wybuchu II Wojny Światowej oraz polskiej wojny obronnej 1939 roku. Obydwie, mam wrażenie, wiele osób stara się usilnie spieprzyć lub pozostawić po nich niesmak.
Przy okazji Powstania Warszawskiego już widzieliśmy, że część obchodów skupiła się na dyskusji, czy powstańcy walczyli w obronie gejów. Były też podobno hajlujące typy z kotwiczką. Choć doceniam, że ostatni żyjący Powstańcy nie musieli tym razem słuchać tyle co poprzednio od prawicy i lewicy, że w Powstaniu zajmowali się niszczeniem Warszawy, mordowaniem żydów i zbrodniami przeciwko ludności cywilnej. Dobre i to, lepiej być „obrońcą gejów” niż „zbrodniarzem”.
Przy okazji rocznicy wybuchu wojny zapowiedziano już „wesołe”, w towarzystwie gości z Niemiec świętowanie z „tańcami i kiełbaskami” proponowane przez władze Gdańska. Po pewnym czasie nieco to złagodzono (będzie tylko niewesołe oglądanie tańców przy kiełbaskach), ale mam pewność, że to jeszcze nie ostatnie słowo.
Nie ma już niestety w mojej rodzinie żyjących obrońców Polski z września 1939 roku. I nie chcę sobie uzurpować prawa do tego, żeby wypowiadać się w ich imieniu. Mam jednak wrażenie, że dopóki żyli, to żadnego „pojednania” z Niemcami wcale sobie nie życzyli. Doskonale pamiętali kto w tamtym czasie był zbrodniarzem i skur…em, a kto miał rację i był ofiarą.
Część obrońców Polski z września 1939 jeszcze żyje. I wiem, że wcale na te tanie pojednania nie patrzą z zachwytem. Nie ma takiej możliwości, by zrobić wśród nich coś w rodzaju plebiscytu, czy zgadzają się na demonstracyjne rzucanie się sobie z Niemcami w ramiona akurat w tej sprawie
Mam nawet wrażenie, że jest coś mocno nie na miejscu, żeby w ich imieniu robiła to gówniarzeria (a dla nich gówniarzerią są ci, którzy tego nie przeżyli, czyli nawet mający dziś po 40-50 czy 60 lat). Tym bardziej przy tańcach i kiełbaskach. Wstrzymajcie się jeszcze chwilę. Za moment nikogo to nie będzie już raziło. Ostatni obrońcy Polski z września 1939 umrą i wtedy rzucicie się w ramiona komu chcecie.
Mam też nadzieję, że przynajmniej z okazji okrągłej rocznicy faceci od mokrych snów porozumieniu się i wspólnym pójściu na wojnę u boku Hitlera wyczują moment i choć chwilę posiedzą cicho.
Nie wyczuła tego momentu pani Aleksandra Dulkiewicz ze swoimi tańcami i kiełbaskami. Wygląda zresztą na to, że choć dostała od losu olbrzymią szansę, to ile razy gdzieś się nie wypowie lub czegoś nie wymyśli to okazuje się nawet nie Komorowskim w spódnicy. Okazuje się córką związku partnerskiego Nikodema Dyzmy i Stanisława Piszczyka. Którego to dziecka bronił w Polsce Wehrmacht przed polskimi faszystami i Sanacją.
Wcale się nie zdziwię, jeżeli podobny kretynizm usłyszę do września z ust kogoś z naszej pożal się Boże debaty publicznej.

Mirosław Skowron

Dodaj komentarz