Jaśnie państwo z ratusza, przestańcie się mazgaić!

Zaskakujące lamenty urzędników: Radni są nierobami, bo… za dużo robią?!!!

„Nieroby, weźcie się do roboty” zaapelowała do warszawskich radnych jedna z gazet. Artykuł powstał na podstawie żali urzędników stołecznego ratusza, którzy skarżą się, że dostają za dużo interpelacji od miejskich radnych. Jednym słowem – nieróbstwo radnych (różnych zresztą opcji) polega na tym, że za dużo robią… To nie żart – miejscy urzędnicy naprawdę tak argumentują. Co gorsza – oni naprawdę rządzą NASZYM MIASTEM!

 

Rada Warszawy, fot. UM Warszawa

Miejscy urzędnicy skarżą się, że radni Rady Warszawy piszą coraz więcej interpelacji. I oni – biedni urzędnicy – nie są w stanie nadążyć z ich czytaniem. W sukurs idą media. Jedna z gazet tekst o zbyt wielkiej liczbie interpelacji miejskich rajców opatrzyła tytułem „Nieroby, weźcie się do roboty”. O jakie interpelacje chodzi? Wg autorów artykułu i skarżących się im urzędników radni piszą interpelacje jedynie dla efektu – jest nim ich liczba. W większości pisma samorządowców dotyczyć mają spraw błahych (tak twierdzą urzędnicy). Przyjrzyjmy się temu. Na tapecie rzeczonej gazety znalazł się między innymi warszawski radny (w poprzednich kadencjach radny dzielnicy Praga Południe) Dariusz Lasocki. Krytycy za nieważne uznali interpelacje w sprawach takich jak czystość miejskich fontann, czystość w komunikacji miejskiej, ochrona przed słońcem pasażerów na przystankach komunikacji miejskiej. Zarzuty wobec radnego są o tyle zaskakujące, że temat czystości (a czasem czystości tej braku) w miejskich autobusach jest jednym z bardziej zajmujących tematów, poruszanych przez mieszkańców. Dyskusje na temat czystości fontann także w mieście się toczyły, zaś sprawa nasłonecznienia przystanków jest w upalne dni, szczególnie dla starszych ludzi problemem palącym. Inną kwestią jest problem określenia radnych. Jak wskazuje Olga Cieszyńska, językoznawca, zbyt wielka liczba choćby nieważnych i bzdurnych interpelacji nie może być określona jako „nieróbstwo”. – Nieróbstwo, to pogardliwe określenia marnotrawienia czasu, który powinno przeznaczyć się pracę; niechęć do pracy, próżniactwo – mówi pani ekspert. – „Nierób” to z kolei człowiek leniwy; leniuch; leń; próżniak. Osoba, która pisze za dużo dokumentów nie jest nierobem. Raczej można posądzić ją o zbędną nadgorliwość – podsumowuje. Mieszkańcy Warszawy nie kryją oburzenia żalami urzędników. – Totalny absurd! Jeżeli urzędnikom Miasta Stołecznego Warszawy przeszkadza, że radni piszą interpelację, to niech zmienią zawód! Wiele interpelacji świadczy o pracowitości, nie nieróbstwie! – mówi Anna, mieszkanka Grochowa. Z kolei Kinga, właścicielka firmy z Gocławia oburza się na nieróbstwo, ale urzędników. – Bidulkom pracować się nie chce, więc przeszkadzają im interpelacje. Przecież brudne autobusy są poważnym problemem, podobnie jak czystość fontann, w których kąpią się dzieci. Kto ma o to pytać, jak nie miejscy radni? – nie kryje oburzenia.

KOMENTARZ:
Miejscy urzędnicy się pożalili, że radni piszą zbyt wiele, czasem bezsensownych interpelacji. Może i byłaby w tym jakaś racja, jednak czepianie się radnego za to, że pyta się o czystość w tramwaju jest grubym nieporozumieniem. Podobnie jak określanie wyrabiania zbyt wielkiej liczby dokumentów mianem nieróbstwa. To jakby stwierdzić, że nieróbstwo polega na robieniu zbyt wielu rzeczy. Idąc tym tokiem rozumowania należałoby uznać, że przejawem pracowitości jest słodkie nic nie robienie. W sumie, patrząc na miejskich urzędników taka interpretacja jest zasadna.

Dodaj komentarz