Małe ugrupowania przestaną istnieć?

Małe ugrupowania przestaną istnieć? W kierunku systemu dwupartyjnego

Sejm, fot. Kpalion [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html), CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/) or FAL], via Wikimedia Commons

Rekordowo krótki czas kampanii wyborczej. Raptem trzy miesiące, wcześniej zaledwie 18 dni na zebranie podpisów. To sprawia, że małe ugrupowania mogą mieć problem z utrzymaniem siie na scenie politycznej, która zmierza w kierunku systemu dwupartyjnego. Obecne wybory to nie tylko walka o rząd w przyszłej kadencji. To także batalia o kształt polskiej sceny politycznej na całe dekady.

Wybory parlamentarne odbędą się 13 października, komitety wyborcze aby móc w nich startować muszą zebrać 130 tysięcy podpisów. Mają na to zaledwie 18 dni. Jak wskazał w swoim wpisie na Facebooku Paweł Kukiz, cztery lata temu było to dni 60 – a więc ponad trzy razy więcej. Właśnie tym lider Kukiz’15 tłumaczył decyzję o starcie swojego ugrupowania z listy Polskiego Stronnictwa Ludowego. – Z całą pewnością zrobiłem dobrze. Zresztą – innej drogi nie było. W życiu – bez pieniędzy i struktur- (a nie byłem w stanie ich założyć bo … nie brałem pieniędzy subwencyjnych) nie zebrałbym nawet potrzebnych do rejestracji listy podpisów. A co dopiero kampania, na którą partie posiadają dziesiątki milionów a stan naszego konta jest zerowy. PiS robi wszystko, by wykluczyć z wyborów wszystkie małe ugrupowania. By na „scenie politycznej” zostały tylko dwie partie – PO-PiS – napisał Kukiz na Facebooku. I przypomniał, że dziś na zebranie podpisów jest znacznie mniej czasu niż w roku 2015, w którym dominował w dodatku nastrój rewolucyjny. Decyzja Kukiza może szokować, jednak zdaniem ekspertów faktycznie system dwupartyjny może powstać w Polsce już po nadchodzących wyborach. Kluczem będzie po pierwsze – zebranie podpisów. To, czy mniejszym ugrupowaniom uda się to zrobić. Po drugie – frekwencja wyborcza. Im wyższa – tym lepiej dla największych graczy. Im niższa, tym większe szanse na wejście kogoś spoza duopolu, a może nawet spoza głównej czwórki: PiS, Koalicja Obywatelska, Lewica, PSL z Kukizem. Frekwencja rekordowa – to najprawdopodobniej Sejm dwóch ugrupowań – PiS i Koalicji Obywatelskiej (PO, Nowoczesna, Inicjatywa Polska). Co więcej, zwycięzca (wg sondaży PiS) na pewno ma samodzielną większość i ma szanse na większość konstytucyjną. Frekwencja duża i średnia – zwiększa szanse średnich ugrupowań – Lewicy i Polskiego Stronnictwa Ludowego z Kukizem. Obie formacje zachowały się dość racjonalnie – są de facto koalicjami, idą jako listy partyjne, dzięki czemu muszą pokonać próg 5 proc. dla partii, a nie 8 proc. dla koalicji. Wejście do Sejmu także PSL i Lewicy może umożliwić partiom opozycyjnym, nawet w razie wygranej Prawa i Sprawiedliwości, utworzenie koalicji blokujące partie obecnie rządzącą. Wreszcie trzeci scenariusz to frekwencja niska. Da ona szanse także mniejszym ugrupowaniom, takim jak Prawica Marka Jurka, czy Konfederacja. Oczywiście pod warunkiem, że zbiorą podpisy. Obecne wybory to nie tylko walka o rząd w przyszłej kadencji. To także batalia o kształt polskiej sceny politycznej na całe dekady.

Dodaj komentarz