Promocja zdrowia, hobby, czy…. NOWA i GROŹNA PSEUDORELIGIA?!!!

Na chodnikach porzucone hulajnogi, o które w każdej chwili można się potknąć. Rowerzyści Masy Krytycznej, znów od jakiegoś czasu blokujący nasze ulice. Wieczory dla blokujących ulice rolkarzy. Wreszcie – biegi uliczne pod oknami w niedzielne poranki. Ma być nowocześnie, zdrowo i cool. Szkoda, że bez liczenia się z dobrem mieszkańców.

 

fot. pixabay.com; skeeze, zdj. ilustr.

Sport to zdrowie. Ta oczywista prawda po latach zaniedbań dotarła do Polaków. Moda na jazdę na rowerze, siłownię, fitness i pływanie jest zjawiskiem ze wszech miar pozytywnym. Pod jednym warunkiem – że pozostanie modą, jeszcze lepiej – stylem życia. Ale nie nową, świecką religią. A, niestety z tym mamy w naszym mieście ostatnimi czasy do czynienia.

Bieganie w smogu dla zdrowych płuc?
Biegi przełajowe, marszobiegi, są i przyjemne i zdrowe. Z biegami ulicznymi jest już pewien problem –bo czy pokonanie kilkudziesięciu kilometrów oddychając powietrzem pełnym spalin, w smogu, jest zbawienne dla zdrowia tego, kto dystans ów pokonał? Śmiem wątpić. Ale ok. Ktoś to lubi, może biegać w maseczce, jego sprawa. Problem w tym, by biegi uliczne nie przeszkadzały mieszkańcom. A tak się niestety dzieję. Kilka lat temu Przemysław Harczuk opisywał bieg na Gocławiu, podczas którego (o ósmej rano!) z megafonów do mieszkań dobiegały słowa piosenki zachęcającej do biegania. Działo się to w niedzielę, nie w centrum, ale w dzielnicy będącej sypialnią miasta. Wkurzenie mieszkańców odsypiających po imprezach (w tym naszego redaktora) było znaczne. W stolicy mamy biegi ogólnowarszawskie, ogólnopolskie, dzielnicowe. Podczas każdego z nich część miasta zamykana jest dla ruchu ulicznego. Żeby było jasne – nie namawiamy do rezygnacji z organizacji biegów. Ale bieg uliczny powinien być w stolicy jeden, w czasie wolnym (np. Bieg Niepodległości), inne powinny być organizowane na obiektach sportowych, przy szkołach, parkach miejskich. Ładnie, zdrowo, nieuciążliwie…

Nie tylko cykliści
Tak zwana polityka rowerowa miasta od lat jest zmorą kierowców. I znów – jazda na rowerze jest zdrowa. Polityka dla rowerzystów powinna być przyjazna. Ale po pierwsze – zwężanie ulic, zamykanie centrum, ograniczanie ruchu samochodowego powinno nastąpić, ale w pierwszej kolejności musi rozwinąć się komunikacja. Chodzi o dokończenie drugiej i trzeciej linii metra, wydłużenie tras tramwajowych. I proporcjonalnie wtedy można ograniczać ruch samochodowy. Wcześniej prowadzi to do zwiększenia korków i generuje konflikty rowerzystów, kierowców i pieszych. Ale tym, co irytuje najbardziej są wieczorne rajdy ulicami miast organizowane a to przez tzw. masę krytyczną, a to przez rolkarzy. Skutecznie utrudniają one powrót zmęczonym ludziom do domów po ciężkim dniu pracy. I znów, by było cool i nowocześnie. A, że uprzykrzając życie innym? Dla organizatorów tego typu wydarzeń nie ma to znaczenia.

Hulajnogi niezgody
Powyższe problemy są obecne w Warszawie od lat. Jednak tym, co skłoniło mnie do napisania tego tekstu, a redakcję do uczynienia go czołówką, jest zjawisko stosunkowo nowe – wysyp elektrycznych hulajnóg. Szybkie jak rowery, gorzej oznakowane i mniej widoczne, stanowią spore niebezpieczeństwo dla pieszych. Do tego mają nieuregulowany statut – nie wiadomo, czy traktować je jak pojazdy, czy ich użytkowników jak pieszych? Wreszcie – porzucane są na ulicach, co parę metrów można się o nie potknąć. Istna plaga. Ciekawe, czy aby ostatnia?
Antoni Zankowicz

Dodaj komentarz