Miał cztery miesiące, był katowany. Szokująca sprawa, kontrowersyjny wyrok

Szymek miał niespełna cztery miesiące, gdy trafił do szpitala, a lekarze odkryli złamania kości nóg, rąk, żeber. Dziecko bez wątpienia padło ofiarą przemocy. Prokuratura oskarżyła rodziców Ewelinę N. i Eryka C. o znęcanie się nad synem. Sąd jednak nie zdołał ustalić, które z nich biło chłopca. Dlatego zostali skazani „tylko” za niewłaściwą opiekę nad Szymonem.

fot. freeimages.com

Koszmarna historia wyszła na jaw, gdy w lipcu 2017 roku do szpitala przy ulicy Niekłańskiej w Warszawie trafił czteromiesięczny Szymon. Przywieźli go rodzice – wówczas 19-letnia Ewelina N. i cztery lata starszy Eryk C., których skierował fizjoterapeuta, bo chłopczyk miał mocno spuchniętą nogę. Podczas badania lekarze odkryli przerażające fakty. Niemowlak miał liczne siniaki (także na głowie), ale przede wszystkim złamania żeber, a także kości nóg i rąk. Diagnoza była jednoznaczna: mały Szymonek był maltretowanym dzieckiem.
Lekarze natychmiast powiadomili policję, a matka i ojciec skatowanego chłopca zostali zatrzymani. Wtedy jednak szybko wyszli na wolność i nie postawiono im zarzutów. Oboje pomawiali babcię dziecka Urszulę S., która najczęściej się nim opiekowała – przez córkę oraz niedoszłego zięcia była oskarżana o bicie wnuka.
Oczywiście, prokuratura wszczęła śledztwo i dokładnie sprawdzono rodzinę mieszkającą w Międzylesiu. Postępowanie trwało długo, bo konieczne było przesłuchanie wielu świadków, skorzystano także z pomocy różnych biegłych (wykluczyli, aby chłopiec cierpiał na łamliwość kości), a zebrany materiał dowodowy spowodował, że w grudniu 2018 r. Ewelina N. i Eryk C. zostali ponownie zatrzymani.
Tym razem już usłyszeli zarzuty znęcania się ze szczególnym okrucieństwem nad malutkim dzieckiem. Z aktu oskarżenia wynikało, iż sprawcy bili chłopca pięściami po całym ciele, uderzali różnymi przedmiotami, a nawet celowo upuszczali na podłogę.
„Konieczność sprawowania opieki nad dzieckiem powodowała w nich zachowaniu nerwowość i fizyczne krzywdzenie dziecka” – stwierdził prokurator w akcie oskarżenia.
Proces toczył się przed Sądem Rejonowym Warszawa Praga Południe. W trakcie rozpraw ani matka Szymona, ani ojciec (Eryk C. był wcześniej karany za rozbój) nie przyznali się do winy. Ewelina N. zapewniała, że nigdy nie zrobiłaby synowi krzywdy. Wycofała się jednak z zarzutów wobec swojej matki, bo – jak tłumaczyła – Urszula S. nie byłaby do tego zdolna, a wcześniej pomówiła ją z powodu kłótni jakie między nimi wybuchały. Z kolei Eryk C. nadal zrzucał odpowiedzialność za dramat na niedoszłą teściową. Urszula S. bez ogródek oceniała partnera córki, nazywała go darmozjadem, psychopatą.
„Nawet nasz pies się go bał” – stwierdziła.
Sąd miał trudne zadanie. Szymon bez wątpienia był bity, wręcz katowany, ale nie zdołano jednoznacznie ustalić kto zadawał ciosy malutkiemu chłopczykowi. Dlatego wydany został (w czerwcu tego roku) „salomonowy” wyrok. Sąd nie skazał oskarżonych za znęcanie się nad synem, bo brakowało dowodów przeciwko konkretnym osobom, ale nie miał wątpliwości, że żadne z nich nie potrafiło właściwie opiekować się niemowlakiem. Ewelina N. otrzymała karę 4 lat pozbawienia wolności, a Eryk C. spędzi sześć lat w więziennej celi
„Los dziecka był oskarżonym całkowicie obojętny” – stwierdziła sędzia w uzasadnieniu nieprawomocnego orzeczenia. Można być pewnym, że złożone zostaną apelacje.
Szymon trafił do nowej rodziny.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz