Wierzchołowski: Pamiętajmy o Włochach!

Grzegorz Wierzchołowski, fot. Facebook.com

Nie, nie chodzi o dzielnicę, której nazwę niektórzy wywodzą od właściciela dawnej wsi Jana Włocha, a inni od stacjonujących tam ponoć niegdyś wojsk włoskich. Chodzi o prawdziwych Włochów – architektów, malarzy, rzeźbiarzy – bez których polska stolica miałaby w ciągu kilku ostatnich stuleci zupełnie inny kształt.

Zmarły w 1644 r. Giovanni Trevano był nadwornym architektem Zygmunta III Wazy. Wcześniej odebrał doskonałe wykształcenie: był uczniem głównego projektanta fasady bazyliki św. Piotra w Rzymie. Brał udział w przebudowie Zamku Królewskiego w Warszawie, jego głównym dziełem w stolicy był jednak Pałac Kazimierzowski, który dziś – po powojennej odbudowie – możemy podziwiać na Krakowskim Przedmieściu. Urodzony w Szwajcarii Włoch był też polskim patriotą – brał udział w wojnie polsko-rosyjskiej 1632-1634 i został ranny podczas oblężenia Smoleńska.

Inny włoski Szwajcar Matteo Castelli (1555-1632) – zresztą kolega i bliski współpracownik Trevano – także pełnił funkcję nadwornego architekta króla Zygmunta. Stworzył koncepcję gruntownej przebudowy Zamku Królewskiego i kierował niemal wszystkimi pracami, w wyniku których rezydencja zyskała prawdziwie monarszy, majestatyczny charakter. Zaprojektował również Zamek Ujazdowski – także odbudowany po II wojnie światowej.

Następca Trevano i Castellego – Constantino Tencalla (1610-1647) – był architektem królów Zygmunta III i Władysława IV. To temu wykształconemu w Rzymie Włochowi Warszawa zawdzięcza Pałac Kazanowski na Krakowskim Przedmieściu, najstarszą praską świątynię, czyli Kościół Matki Bożej Loretańskiej, a przede wszystkim Pałac Prezydencki i kolumnę Zygmunta III Wazy.

Inny artysta z Italii – toskańczyk Michelangelo Palloni (1637-1712) – był z kolei nadwornym malarzem Jana III Sobieskiego. Jego dzieła ozdobiły Pałac Krasińskich, zespół klasztorny kamedułów na Bielanach oraz Pałac Wilanowski.

Co – poza dokonaniami artystycznymi i pochodzeniem – łączy tę czwórkę? Żaden z nich nie został jak dotąd upamiętniony w stolicy, którą współtworzył. Zatem gdy kiedyś nadejdzie dzień (oby jak najszybciej), w którym nazwiska sowieckich agentów, przodowników pracy i partyjnych aparatczyków znikną z warszawskich tablic, dobrze byłoby, gdyby ktoś pomyślał, że może warto – chociaż małą uliczką – upamiętnić przybyszów z dalekiej Italii.

Grzegorz Wierzchołowski

Pałac Kazimierzowski fot. DocentX [Public domain]

Dodaj komentarz