Lisiecki: Martwa Ząbkowska? Nie można do tego dopuścić!

Pomysł imprez na Ząbkowskiej jest bardzo dobry, ale jeżeli ktoś wali od rana do wieczora przez wiele godzin w ogromny bęben, pod oknami ludzi, to jest to już oburzające. Mieszkańcy ślą szereg petycji z protestami w sprawie hałasu. Jeżeli ich się nie wysłucha, to dojść może do sytuacji, w której ulica Ząbkowska będzie organizować wiele imprez, ale będzie martwa – bo mieszkać na niej nie będzie chciał nikt – mówi Paweł Lisiecki, poseł, były burmistrz Pragi Północ.

 

Ulica Ząbkowska, Praga fot, Krscior/Wikipedia By Kescior (Own work) [GFDL (http://www.gnu.org/copyleft/fdl.html) or CC BY-SA 3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

W Warszawie odbywa się szereg imprez sportowych promujących masowe uprawianie sportu i zdrowy tryb życia. Coraz częściej wkrada się tam jednak ideologia. Na przykład śpiewy promujące bieganie o ósmej rano w niedzielę, budzące ludzi, czy zakłócające msze. Masa Krytyczna w piątkowy wieczór niejednemu wydłużyła powrót do domu. Czy to nie jest jednak lekka przesada i nie należałoby wypracować innej formuły dla tego typu imprez?
Paweł Lisiecki: Biegi są rzeczą bardzo pozytywną, podobnie jak inne sporty. Problem w tym, że Miasto Stołeczne Warszawa od dłuższego czasu próbuje napuszczać na siebie różne grupy społeczne. Kierowców na rowerzystów itd. Nie ma znaczenia, czy w danym miejscu jakaś ścieżka rowerowa ma sens, czy nie – polityka miasta jest taka, by budować ją za wszelką cenę. Podobnie jest z imprezami różnego rodzaju.
Argument drugiej strony jest taki, że stolica musi organizować imprezy.
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nasze miasto jest stolicą. A jako stolica musi organizować także rozmaite wydarzenia. Ratusz nie może jednak zapominać o tym, że miasto to także ludzie. Ludzie, którzy tu mieszkają, chcą dojechać o domu i do pracy, chcą odpocząć, być z rodziną – normalnie żyć. Nieliczeniem się z ludźmi władze stolicy mogą sprawić, że ludzie ci wyjadą z miasta, zamieszkają w podwarszawskich miejscowościach. Będzie to ze stratą dla wszystkich.
Dlaczego?
Bo miasto przestanie być miastem dla ludzi, a stanie się miastem wielkich imprez. Ale nikt nie będzie chciał w mieście mieszkać. Władze stolicy powinny przemyśleć kwestie rozmaitych eventów, tak, by przestały być uciążliwe dla mieszkańców. Jak nie uprzykrzać tym ludziom życia. To zadanie dla samorządu.
Czy Pana zdaniem jest szansa, że ratusz zmieni politykę w tej kwestii?
Nie wiem, czy Rafał Trzaskowski będzie do tego zdolny. Prezydent Warszawy w pierwszych miesiącach skupiał się raczej na kwestiach ideologicznych. Chyba bardziej interesuje go polityka ogólnopolska.
Popularność, ale też pewne kontrowersje wzbudzają imprezy w poszczególnych dzielnicach. Na Pradze Północ na Ząbkowskiej. Na Pradze Płd. na Francuskiej.
Temat Ząbkowskiej jest mi szczególnie bliski. Imprezy pod nazwą „Otwarta Ząbkowska” początkowo popierałem.
Co się zmieniło?
Sam pomysł jest bardzo dobry. To, że regionalni kupcy mogą handlować tam od rana do wieczora jest w porządku, podobnie jak fakt, że ludzie mogą się spotkać. Ale jeżeli ktoś wali od rana do wieczora przez wiele godzin w ogromny bęben, pod oknami ludzi, to jest to już oburzające. Mieszkańcy ślą szereg petycji z protestami w sprawie hałasu. Jeżeli ich się nie wysłucha, to dojść może do sytuacji, w której ulica Ząbkowska będzie organizować wiele imprez, ale będzie martwa – bo mieszkać na niej nie będzie chciał nikt.

Dodaj komentarz