Sujecki dla Telegrafu 24: Muzealna ucieczka od historii

Wojciech Stanisławski (tygodnik „w Sieci”) recenzuje wystawę stałą w Muzeum Warszawy i odkrywa… materialność w służbie Adolfa Hitlera! – pisze Janusz Sujecki, varsavianista, publicysta „Gazety Polskiej Codziennie”. 

Muzeum Warszawy przy Rynku Starego Miasta. Najnowsza stała ekspozycja budzi wiele kontrowersji. Fot. By MM (Own work (Original text: Self made photo)) [Public domain], via Wikimedia Commons

Muzealna ucieczka od historii

Publicysta tygodnika „w Sieci”, Wojciech Stanisławski, nie ma coś szczęścia do warszawskich tematów. Gdy ostatnio zabrał się za recenzowanie zbioru szkiców pt. „Spór o odbudowę Warszawy. Od gruzów do reprywatyzacji” pod redakcją Tomasza Fudali („w Sieci” nr 21 z 22 – 28 maja 2017 r.) okazało się, że nie wie, kto był kierownikiem Biura Odbudowy Stolicy, a za podstawę oceny stopnia powojennego zniszczenia Warszawy posłużyły mu nie historyczne źródła, tylko… artystyczna wizja z okładki recenzowanej książki!

Teraz Stanisławski postanowił zająć się instytucjonalnym tworem zwanym Muzeum Warszawy. W recenzji pt. „Minihistoria” („w Sieci” nr 24 z 12-18 czerwca 2017 r.) komentuje zrealizowany w tym muzeum pomysł zastąpienia ekspozycji stałej kuriozalnym przeglądem muzealnych magazynów. „Twórcy wystawy stałej „Rzeczy warszawskie”, na którą zaprasza otwarte po kilku latach remontu i modernizacji Muzeum Warszawy musieli podjąć niełatwą decyzję” – pisze Stanisławski.

Po pierwsze – modernizacja ekspozycji muzeum rozpoczęła się nie za rządów obecnej ekipy (dyrektora Ewy Nekandy-Trepki i jej zastępcy do spraw merytorycznych Jarosława Trybusia) tylko w okresie, gdy placówką tą kierowała Joanna Bojarska. Proces modernizacji jednak przerwano, a ekspozycję stałą po prostu zniszczono, by zlikwidować historyczną narrację mówiącą o dziejach Warszawy, mocno niebezpiecznych dla globalistycznych projektów – „nieheroicznych” jak nowa wystawa i wymazujących lokalne tożsamości. Po drugie – twórcy owej wystawy nie musieli podejmować „niełatwych decyzji”, gdyż wcześniejsze badania opinii publicznej wykazały, że warszawiacy chcą w tym muzeum tradycyjnej ekspozycji. Miałem okazję zapoznać się z wynikami tych badań w styczniu 2013 r. Obecna wystawa powstała zatem wbrew społecznej woli, o czym Stanisławski nie raczył wspomnieć. „Rewolucyjność” tego rozwiązania sprowadza się do zignorowania oczekiwań przyszłych zwiedzających. Lecz nie tylko.

W Warszawie, gdzie materialność płatała wyjątkowe figle, gdzie czasem para butów lub brzytwa okazywały się jedyną pamiątką po mieszkańcach kamienicy, kiedy indziej zaś po księgozbiorach zostawał plusz popiołu, taka narracja daje do myślenia” – komentuje wystawę Stanisławski. Oto i prawdziwa rewolucja! Okazuje się, że to nie naziści niemieccy, tylko „materialność” paliła i burzyła Warszawę, mordując jej mieszkańców. Co więcej – niszczenie miasta i ludobójstwo było „płataniem wyjątkowych figli” (!). Czy są to pierwsze efekty muzealnej ucieczki od historii?

Janusz Sujecki 

*Autor jest varsavianistą, wieloletnim pracownikiem warszawskich muzeów, publikuje w „Gazecie Polskiej Codziennie”

Przeczytaj też:

BIERUT, VETURILO, ZAPOMNIJMY O GETCIE I POWSTANIU. (ANTY)MUZEUM (ANTY)WARSZAWY

PŁUŻAŃSKI DLA TELEGRAFU24: STALINIZM PROMOWANY NAD WISŁĄ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*