Dziwne pomysły. Ostrożnie z „wiecznymi sojuszami”

Flaga Unii Europejskiej (zdj. ilustr.) fot. Krzysztof (Kriss) Szkurlatowski

Niezależnie od tego, jak oceniamy Unię Europejską i NATO, pomysł wpisania ich do Konstytucji RP jest niebezpieczny. Ma sens, ale tylko z punktu widzenia doraźnego interesu partii rządzącej. Prezydent proponując UE w Konstytucji, zrzuca z siebie (i w dużej mierze ze środowiska, którego jest reprezentantem) odium polityka antyeuropejskiego. Przy mocnym proeuropejskim nastawieniu większości społeczeństwa to sensowny ruch. Szczególnie, że po stronie eurosceptycznej są inne formacje polityczne, poszerzyć grono wyborców PiS może jedynie w centrum.

Problem polega na czym innym. Wpisanie sojuszu z Unią i NATO do konstytucji jest ryzykowne z punktu widzenia Polski. Z kilku powodów.

Po pierwsze – fatalnie kojarzy się historycznie, z wpisaniem do ustawy zasadniczej PRL sojuszu ze Związkiem Radzieckim. Po drugie – Unia Europejska coraz bardziej staje się projektem radykalnej lewicy. Zmierza w kierunku super państwa. To niebezpieczna tendencja. Unię, jeśli ma istnieć i dawać jakiekolwiek korzyści należałoby zmienić – przekształcić we Wspólnotę taką, jak w czasie gdy powstawała, powrócić do koncepcji ojców założycieli. Na to na razie się nie zanosi. W takiej sytuacji wpisywanie do konstytucji przynależności do UE jest po prostu niebezpieczne. Po trzecie – NATO. Dziś sojusz uznawany jest za najpotężniejszy sojusz obronny w historii. Słusznie. Jednak nie mamy pojęcia co będzie za 20, 50, 100 lat. Czy na przykład komuś nie przyjdzie do głowy włączyć do NATO Rosji, uznać, że to na Kremlu mają dbać o bezpieczeństwo Europy Środkowej. Pożytecznych idiotów na Zachodzie nie brakuje.

Dlatego też lepiej sojuszy międzynarodowych do najważniejszej ustawy nie zapisywać.

Andrzej Maksymowicz

Dodaj komentarz