Egzekucja gangsterów w „Gamie”. To już minęło 20 lat!

„Klepak” i „Lutek” – znani gangsterzy z grupy wołomińskiej, a oprócz nich „Oskar”, „Kurczak” oraz „Łysy”. Pięciu bandytów zostało zastrzelonych w zamachu, do którego doszło w restauracji „Gama”. Nie ma wątpliwości, że egzekucja wykonana przez trzech kilerów została popełniona w ramach bandyckich porachunków, ale do dziś nie skazano: ani wykonawców, ani tych co wydali zlecenie. Są bezkarni od 20 lat – tyle właśnie mija od krwawej strzelaniny!

zdj. ilustr. fot. freeimages.com

31 marca 1999 roku – to ważna data na kryminalnej mapie stolicy. Podobnie jak miejsce, czyli restauracja „Gama” przy ulicy Wolskiej. Lokal, który nie tylko warszawiakom często kojarzy się z porachunkami gangsterskimi. To tam bowiem doszło do jednej z największych zbrodni. Co się stało? – wiadomo już dokładnie, bo przez dwie dekady zdołano zrekonstruować tragiczne wydarzenia. Ale nadal wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi.
Około godziny 13.00 do niemal pustej restauracji weszło trzech mężczyzn. Zamaskowanych (niektórzy świadkowie zapewniali, że mieli na sobie policyjne mundury, ale to zostało raczej wykluczone), uzbrojeni po zęby, nie tylko w pistolety, ale nawet broń maszynową. Zaczęli strzelać do grupy osób siedzących przy jednym stoliku. Ofiary nie miały żadnych szans. Zaskoczeni nie zdążyli zareagować. A napastnicy nie zamierzali pozwolić im uciec.
„To była masakra” – podkreślali wielokrotnie policjanci i prokuratorzy, którzy pracowali przy śledztwie.
Od początku nikt nie miał wątpliwości, że do strzelaniny doszło w wyniku bandyckich porachunków, które w tamtym czasie bardzo często wstrząsały mieszkańcami Warszawy. Nie tylko walczyły ze sobą „słynne” gangi pruszkowski i wołomiński, ale ginęli również członkowie pomniejszych band. Zazwyczaj jednak ofiarami egzekucji padali szeregowi „żołnierze”. Tym razem było inaczej.
W „Gamie” dosłownie rozstrzelanych zostało dwóch „liderów” przestępczego półświatka, uważanych za hersztów gangu wołomińskiego: 52-letni Marian K., pseudonim „Klepak” oraz jego wspólnik i przyjaciel 48-letni Ludwik A., pseudonim „Lutek”. Razem z nimi zginęli Mariusz Ł., „Oskar”, Piotr S. „Kurczak”, Olgierd W. „Łysy”. Oczywistym jednak było, że to dwóch pierwszych stało się celem ataku.
Po dokonaniu zamachu mordercy wybiegli z restauracji i wsiedli do jasnego poloneza. Zabójców widziało wielu świadków, ale ich relacje nierzadko pozostawały ze sobą sprzeczne. Nikt nie potrafił powiedzieć jak wyglądali. Pojawiły się różne wersje o broni jakiej użyli, ale to akurat ustalono bez problemu dzięki ekspertom od balistyki – mieli bowiem do dyspozycji kule i łuski zabezpieczone na miejscu zbrodni. Wprawdzie sporo osób zapamiętało numery rejestracyjne samochodu, którym uciekli mordercy, ale to okazał się trop prowadzący donikąd. Polonez bowiem skradziono (auto znaleziono tego samego dnia – stało spalone w lesie koło Falenicy).
Morderców nigdy nie złapano. A kto wynajął kilerów niewahających się zastrzelić czołowych gangsterów w Warszawie? Tego również nie ustalono, choć przez 20 lat pojawiło się wiele teorii. Wszystkie związane z porachunkami wśród bandytów.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz