Przedsiębiorczy optymizm, czy optymizm dyżurny?

Los stołecznych kupców, tego, w jaki sposób władze stolicy przez wiele lat traktowały rodzimy handel jest najlepszą odpowiedzią, czemu choć optymizm wśród małych przedsiębiorców jest spory, to akurat w handlu jest największe niezadowolenie.

Rozbiórka Kupieckich Domów Towarowych w 2009 roku. fot. Mateusz Opasiński, By Mateusz Opasiński (Own work) [CC BY-SA 3.0 (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons

Raport „Przedsiębiorcy pod lupą” wskazuje na wzrost optymizmu wśród polskich mikroprzedsiębiorców, których większość jest zadowolona ze swojej sytuacji. Jak z każdym badaniem statystycznym nigdy nie ukazuje ono pełnego obrazu. Są w owym badaniu elementy każące nieco dyżurny optymizm ostudzić. Po pierwsze – grupa niezadowolonych (przez autorów raportu nazwana malowniczo „malkontentami”) to przedsiębiorcy działający na rynku od 5-10 lat. A więc pesymizm dotyczy ludzi nie rozpoczynających działalność (u nich optymizm jest rzeczą naturalną) ale ludzi już doświadczonych. I w grupie tej zadowolenie jest dużo mniejsze. Po drugie – z badania wynika, że aż 1/3 firm nie planuje żadnych inwestycji. A to oznacza, że nastawia się na trwanie, a nie na rozwój. Trudno nazwać taki wniosek optymistycznym. I trzecia rzecz – najwięcej niezadowolonych jest w branży handlowej. A więc w tej grupie, która dała impuls dla rozwoju polskiego kapitalizmu na przełomie lat 80. i 90. I trudno się dziwić. Na przykładzie samej Warszawy widzimy dziesiątki sklepów i placówek handlowych, zmuszonych do zamknięcia działalności. Pamiętamy akcje takie jak spektakularne zniszczenie kupców z Kupieckich Domów Towarowych. Awantura wokół kupców z przejść podziemnych pod Dworcem Centralnym. Polityka utrudniania działalności rodzinnym podmiotom handlowym przez władze niektórych dzielnic, przy jednoczesnej korzystnej polityce wobec zagranicznych sieci. To działania, które przez lata opisywaliśmy w warszawskim samorządzie. Do tego dochodzi polityka państwa. I nie chodzi o zwykłe podatki (te należą do najniższych w Europie) ale niestabilność prawa, absurdalność przepisów, haracz na ZUS, będący de facto dodatkowym podatkiem. W takiej sytuacji o optymizm dość trudno. Choć oczywiście zadowolenie osób zaczynających działalność, z sektora usług, jest zjawiskiem pozytywnym.

(Telegraf24)

 

Dodaj komentarz