Glapiński, V kolumna światowej finansjery?

Martyna Wojciechowska, najsłynniejsza dyrektor departamentu w bankach narodowych nowoczesnej Europy, wystąpiła „sama” o obniżenie swojej pensji. Ostatni raz z takim zakresem „samodzielności” w przestrzeni publicznej mieliśmy do czynienia, kiedy posłowie ochoczo zareagowali na prośbę prezesa PiS i „sami” obniżyli sobie pensje.

fot. Marcin Rolicki Freimages.com/ zdj. ilustr.

Dramatu nie ma, chodzi o obniżenie pensji zasadniczej z 26.5 tys zł do 23.1 tys zł. Mam jednak z tą informacją kilka problemów.
Po pierwsze wciąż mnie interesują zarobki drugiej z pań, pani Kamili. Tej o jeszcze bardziej tajemniczych kompetencjach, która zarabiać miała 43 tys zł miesięcznie. Rozumiem jednak, że to panią Martynę NBP zdaje się wypychać do roli kozła ofiarnego, więc skupmy się na tym modelu.
Po drugie pani Martyna ma w obowiązkach komunikację i reagowanie na kryzysowe sytuacje wizerunkowe w NBP. Tymczasem nie reaguje nawet na sytuację kryzysową, której jest bohaterką, a skomunikować się z nią nie może żaden dziennikarz. Uważam zatem, że nie wypełnia swoich obowiązków i nie powinna zarabiać nie tylko 46 tys, 23 tys, ale nawet 5 zł. Bo i niby za co?
Po trzecie prezes Adam Glapiński zaskakująco nerwowo reagujący na pytania o zarobki obu pań sugerował, że ujawnienie tych zarobków jak i płacenie im niższych pensji to działanie na szkodę NBP.
Po czym te zarobki ujawnił, a także zgodził się na ich obniżenie.
Jeżeli brać słowa prezesa NBP poważnie (a chyba inaczej słów prezesa banku centralnego brać się nie powinno), to za pierwszym razem na szkodę NBP i polskiego państwa działała większość sejmowa, czyli PiS. Ujawniając zarobki w banku. Mam nadzieję, że prezes Glapiński sam traktuje to co mówi poważnie i złoży jakiś wniosek o ściganie ludzi, którzy Polsce i NBP szkodzą.
I tu robi się poważnie, bo zgadzając się na obniżenie pensji pani Martyny, pan Glapińskiego sam zaszkodził Polsce i NBP, a bankowi, którym kieruje, szkodzić nie powinien. W takim razie powinien chyba złożyć doniesienie sam na siebie?
Po czwarte, jeżeli brać słowa prezesa NBP serio, to teraz, po obniżeniu pensji, na panią Martynę powinny się rzucić wszystkie banki świata i Polski. I zgarnąć ją jako łakomy kąsek z rynku. W końcu ile osób o kompetencjach wartych 46 tys zł miesięcznie pracuje w państwowych instytucjach? Ktoś musi skorzystać z okazji.
Czekam z niecierpliwością na te oferty.

Mirosław Skowron

Autor jest publicystą, kierownikiem działu Opinie „Super Expressu”

Dodaj komentarz