Afera reprywatyzacyjna. Proces niby ruszył, ale… W tym tempie na wyrok będziemy czekać latami

Po trwającej rok zwłoce wreszcie odczytany został akt oskarżenia przeciwko grupie osób zamieszanych w aferę dzikiej reprywatyzacji. Głównym oskarżonym jest znany handlarz roszczeniami Maciej M., obok niego zasiedli adwokaci i rzeczoznawcy majątkowi. Proces ruszył – to dobra wiadomość. Zła – już wiadomo, że na wyrok trzeba będzie bardzo długo czekać. Trudno zrozumieć dlaczego rozprawy wyznaczono… raz na miesiąc!

fot. arch. prokuratura zdj. ilustr.

Prokuratura Regionalna we Wrocławiu od wielu miesięcy rozpracowuje kulisy afery reprywatyzacyjnej w Warszawie, a zarzuty usłyszały już dziesiątki osób odpowiedzialnych za gigantyczne przekręty. Niektóre śledztwa doczekały się finału.
W marcu zeszłego roku podpisany został pierwszy duży akt oskarżenia obejmujący przedsiębiorcę skupującego roszczenia i prawa do nieruchomości Macieja M., jego syna Maksymiliana M., adwokatów Andrzeja M., Grażynę K.-B., Tomasza Ż. oraz rzeczoznawców majątkowych Michała Sz. i Jacka R. Zarzuty dotyczyły przejmowania nieruchomości m.in. przy Placu Defilad, ale także pod innymi adresami.
„Przestępcze działania podejmowane przez oskarżonych miały na celu przejęcie praw do wartych prawie 275 milionów złotych nieruchomości przez tzw. handlarzy roszczeniami Macieja M. i jego syna Maksymiliana M. Wszyscy zostali oskarżeni o popełnienie łącznie 24 przestępstw” – podała Prokuratura Krajowa.
Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie i bardzo szybko pojawiły się problemy. Ponieważ na liście świadków do przesłuchania znalazło się sześciu stołecznych sędziowie (czterech nadal orzekających), to do Sądu Najwyższego trafił wniosek, aby sprawę przekazać gdzieś indziej. Ostatecznie został odrzucony, ale to m.in. spowodowało, że na start procesu trzeba było czekać rok. Ruszył dopiero w zeszłym tygodniu.
Już na inauguracyjnej rozprawie doszło do niespodzianki – wbrew utartym zwyczajom wyjaśnień jako pierwszy nie składał główny oskarżony, bo sąd zażądał, aby zacząć od rzeczoznawcy Jacka R. Rzeczywiście, to ciekawa postać w tej historii. Mężczyzna nie przyznał się do winy, zaprzeczył, aby znał innych oskarżonych i w kuriozalny sposób tłumaczył dlaczego sporządzał – jako biegły sądowy – wycenę roszczeń do nieruchomości, choć z wykształcenia jest inżynierem i nie miał fachowej wiedzy. Potwierdził również, że swoje wyliczenia opierał na innej ekspertyzie, a ta – jak odkryła prokuratura – zawierała zmyślone dane.
Składanie wyjaśnień przez Jacka R. zajęło całą pierwszą rozprawę i będzie kontynuowane na kolejnej. Ponieważ oskarżonych jest siedmioro, poza tym niezbędne będzie przesłuchanie 80 świadków, akta z załącznikami to 150 tomów dokumentów, nie ma wątpliwości – ten proces będzie trwał bardzo długo. Dlatego szokujące jest, iż sąd wyznaczył już terminy do grudnia – ale po jednej rozprawie w miesiącu!!! W takim tempie rozliczanie aferzystów będzie trwało latami.
To bardzo zły sygnał przed innym procesem, który także będzie się toczył przed Sądem Okręgowym w Warszawie. Akt oskarżenia sporządzony w październiku zeszłego roku również dotyczy afery reprywatyzacyjnej, ale obejmuje inne osoby kluczowe w tym skandalu: chociażby byłego wiceszefa Biura Gospodarki Nieruchomościami Jakuba R., Marzenę K., byłą urzędniczkę Ministerstwa Sprawiedliwości, znanego adwokata Grzegorza M. oraz handlarza nieruchomościami Janusza P.
„Przestępcze działania podejmowane przez oskarżonych miały na celu przejęcie przez tzw. handlarzy roszczeniami praw do wartych setki milionów złotych warszawskich nieruchomości położonych pod bardzo prestiżowymi adresami, w tym w ścisłym centrum miasta” – podkreśliła prokuratura.
Ten proces jeszcze nie ruszył, ale jeśli i tutaj rozprawy będą wyznaczane tak rzadko… Sprawiedliwości wtedy nie stanie się zadość.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz