To jeszcze sztuka, czy już…? „Mein Kampf” w Teatrze Powszechnym

Premiera w Teatrze Powszechnym dopiero za tydzień, ale już wywołała ogromne emocje. Tytuł „Mein Kampf”, autor słów (jak podano na plakacie) Adolf Hitler. Autorzy sztuki tłumaczą, że sięgnęli po książkę zbrodniarza, aby pokazać jak łatwo można przejść od słów pełnych nienawiści do koszmaru wojny. Dla krytyków granice artystycznej prowokacji zostały przekroczone.

Teatr Powszechny w Warszawie reklamuje się słowami Zygmunta Hubnera: „Teatr, który się wtrąca”. Niestety, coraz częściej wtrąca akcenty, które wywołują dyskusję jedynie o prowokowaniu emocji politycznych, a mniej o artystycznym przekazie. Wcześniej była awantura o „Klątwę”, jest kolejna.
O dziwo, media dopiero teraz „odkryły”, że na 23 marca zaplanowano premierę „Mein Kampf”, a przecież dyrektor Powszechnego Paweł Łysak już we wrześniu zeszłego roku, w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej, mówił o planach repertuarowych i zapowiadał sztukę, która obecnie rozgrzewa internet. Łysak spektakl „Mein Kampf” określał jako „swoiste laboratorium nad faszyzmem.

fot. powsechny.com

Sztuki jeszcze nikt nie widział, nie ma więc większego sensu rozprawiać o jej treści, ale na stronie powszechny.com zamieszczono opis spektaklu. I jego treść jest jednoznacznie skandaliczna. Autorzy dość płynnie bowiem przeszli od faszyzmu, narracji Hitlera, narodowego socjalizmu do świętowania na ulicach polskich miast Dnia Niepodległości.
Wstęp jeszcze był dość neutralny, a autorzy tłumaczyli cel sięgnięcia po książkę Hitlera.
„Przyglądając się „Mein Kampf“, staramy się zbadać, do jakiego stopnia aktualne są dziś postulaty i idee zapisane przed ponad dziewięćdziesięciu laty. Analizując język i narrację Hitlera, zadajemy sobie pytanie o język współczesności i mowę nienawiści” – czytamy na powszechny.com. – „Pytamy, ile musiało paść słów, zanim doszło do Holokaustu oraz ile jeszcze musi ich paść, żeby historia się powtórzyła”.
To ostatnie zdanie jest bardzo mocne. I warte zarówno postawienia, jak i poszukiwania odpowiedzi. Gdyby na tym poprzestano… Ale dwa akapity dalej maski opadły.
„W setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości przez ulice w całym kraju (często pod patronatem polityków) przemaszerowały pochody propagujące ideologie faszystowskie, w polskich kościołach organizowane są msze, w których nacjonaliści wywieszają swoje symbole, a wiele organizacji pod pretekstem „promowania wartości patriotycznych” organizuje koncerty, w których propagowane są treści łamiące § 1. art. 256 KK” – twierdzą autorzy.
Rzecznik prasowy Powszechnego Mateusz Węgrzyn zapewnia, że teatr nie ingeruje w treść opisu spektaklu, a autorom chodziło o pokazanie niebezpiecznych tendencji występującej w debacie publicznej.
Nie wszystkich taka argumentacja przekonuje. Znany dziennikarz telewizyjny Oskar Maria Bramski napisał na twitterze: „Mein Kampf” jako sztuka w teatrze! Co to się dzieje? Może ktoś mi wytłumaczy!”. Oczywiście, są i tacy, którzy z krytyką wystawienia „Mein Kampf” się nie zgadzają. Adam Ozga z TOK FM (rozgłośnia należąca do Agora S.A., a Gazeta Wyborcza jest patronem medialnym Powszechnego) ironizuje: „Ojoj. Zastępy krytyków teatralnych znów przystępują do pracy” i dorzuca „dyskusje o faszyzmie nazywają „promocją Mein Kampf”.
Premiera odbędzie się w sobotni wieczór 23 marca i zapewne przed siedzibą Powszechnego dojdzie do protestów. Tak jak dwa lata temu, gdy wystawiano „Klątwę”.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz