Nie dajmy się wkręcić. To nie zakaz handlu jest problemem kupców! (KOMENTARZ)

Wokół zakazu handlu w niedzielę narosło wiele mitów. Na przykład część mediów podnosi krzyk, że ograniczenie możliwości robienia zakupów powoduje upadek małych sklepów. Sklepy owszem, upadają. Ale po pierwsze – mniej niż upadało ich rok wcześniej, a więc gdy zakaz nie obowiązywał.

Takie miejsca przy antykupieckiej polityce prowadzonej od lat mogą niebawem zniknąć fot. freeimages.com

Po drugie – mówi się o problemie kupców, tymczasem nie ma badań na temat zysków (bądź strat) małej, osiedlowej gastronomii. A kolejki przed wejściem do kebabów, czy lodziarni widoczne są gołym okiem. Ale nie ma badań, więc ciężko ocenić. Po trzecie jednak – i to do sprawdzenia jest – problemem handlujących nie jest wcale zakaz handlu (bądź brak owego handlu) ale trwająca od lat nierówna konkurencja ze strony wielkich sieci. Przykład pierwszy z brzegu. Od lat piszemy o utrudnieniach w parkowaniu przy polskich sklepach. Samorządowcy chętnie stawiają pachołki, mające być pomocne dla pieszych, zwiększać bezpieczeństwo. I może zwiększają, ale niemal uniemożliwiają parkowanie. I na to jeszcze można się zgodzić. Uznać, że w otoczeniu sklepów ruchu ulicznego nie ma, na zakupy idziemy na piechotę. Ale aby przyjąć takie rozumowanie, należałoby uznać, że wszyscy są traktowani po równo. Niestety, tak nie jest. Sieci dyskontowe, które są głównym zabójcą polskiego drobnego handlu, parkingi mają i to okazałe. A jedna z owych sieci reklamowała się nawet niedawno zachwalając doskonały parking właśnie. Trudno tu mówić o równości szans.
Antoni Zankowicz

Dodaj komentarz