Przetarg, który wywołał emocje. Spór o tramwaje z Korei

Komunikacja publiczna – ważna sprawa w każdym mieście. Podobnie, jak nowoczesny i bezpieczny tabor przewożący pasażerów. Chyba jednak mało kto się spodziewał, że przetarg na 213 tramwajów, które będą jeździć po Warszawie, wywoła aż takie poruszenie. Głos zabrali już premier, prezydent stolicy, wojewoda, posłowie i radni, a do akcji wkroczyło nawet CBA. I pewnie na tym nie koniec! Ale tam gdzie są tak ogromne pieniądze…

fot. freeimages.com

Polityczna awantura, która wybuchła w ostatnich tygodniach, swój początek miała we wrześniu zeszłego roku, gdy miejska spółka Tramwaje Warszawskie ogłosiła przetarg dotyczący dostawy ponad dwustu pojazdów. Ich wykaz został precyzyjnie określony:
* 85 dwukierunkowych długości 33 m;
* 18 jednokierunkowych długości 33 m
* 20 jednokierunkowych długości 24 m
Do tego opcja dodatkowej dostawy 90 tramwajów (45 jednokierunkowych i tyle samo dwukierunkowych o długości 33 m). Warunkiem, który należało spełnić, aby oferta była rozpatrywana, to termin dostarczenia pojazdów. Dla zamówienia podstawowego – koniec października 2022 r., na pozostałe dano producentom rok więcej. Inne zapisy w specyfikacji dotyczyły chociażby rozwiązań technicznych, gwarancji, czy emisji hałasu. Oczywiście, jednym z kluczowym kryteriów była cena za „komplet” tramwajów – jak się teraz okazuje główna kość niezgody, choć najpierw (nieco przedwcześnie) ogłoszono sukces…
Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski w twitterowym wpisie z 8 lutego nie ukrywał radości ze sfinalizowania przetargu, ale szybko dowiedział się, jak łatwo rozpętać burzę.
„Mamy to! Przetarg na zakup 213 nowych tramwajów rozstrzygnięty!” – ogłosił. – „Kupujemy je przede wszystkim z myślą o nowych trasach (na Wilanów, Gocław, Białołękę), ale część będzie kursować po już istniejących” – dodał.
I pozornie trudno znaleźć powód do narzekania, ale w tym krótkim komentarzu znalazło się jeszcze jedno zdanie.
„Nowoczesne, dostępne, niskopodłogowe pojazdy dostarczy Hyundai Rotem Company” – obwieścił Trzaskowski.
Znamienne, że pierwszy internauta, który odniósł się do wpisu na profilu Trzaskowskiego, zapytał: „A nie było polskiego producenta?”. To sedno problemu, jaki się pojawił.
W odpowiedzi na przetarg ogłoszony przez Tramwaje Warszawskie wpłynęły trzy oferty. Konsorcjum Stadler Polska i Solaris Tram, bydgoskiej Pesy oraz koreańskiego Hyundai Rotem Company. Pierwsza firma odpadła już na początku procedury, bo nie zapewniała realizacji zamówienia w wyznaczonym terminie. Ostatecznie wybrana została oferta azjatyckiej spółki, a główny powód to cena – Hyundai zażądał miliard 825 milionów zł netto, z kolei Pesa wyceniła swoją pracę ma niemal pół miliarda złotych więcej.
„Do Wilanowa, na Gocław i na Białołękę. Wszędzie tam pojadą nowe tramwaje firmy Hyundai Rotem Company. Wagony wybrane w rekordowym przetargu będzie można spotkać także na istniejących trasach” – podkreślono w komunikacie na stronie um.warszawa.pl (zamieszczonym 8 lutego).
„Będziemy konsekwentnie rozwijać sieć linii tramwajowych”- zapewniał Rafał Trzaskowski.
Radość prezydenta Warszawy i podległych mu urzędników może być jednak przedwczesna, bo szybko pojawiły się protesty. Dochodzące z różnych stron, a ich liczba rośnie. Jako jeden z pierwszych interweniował wojewoda kujawsko-pomorski Mikołaj Bogdanowicz, który zwrócił uwagę, że Pesa w ostatnich latach wyprodukowała blisko 700 tramwajów dla wielu miast w Polsce i Europie, a także posiada profesjonalną kadrę wyspecjalizowaną w tym zakresie i mogłaby zapewnić serwis pojazdów jeżdżących po ulicach Warszawy.
„Z dużym zaskoczeniem przyjąłem podaną przez pana publicznie informację o tym, że przetarg na dostawę 213 tramwajów dla Warszawy wygrała koreańska firma Hyundai Rotem Company. Uważam, że wobec udziału w przetargu bydgoskich zakładów Pesa takie rozstrzygnięcie należy uznać za co najmniej wątpliwe” – napisał wojewoda Bogdanowicz w liście otwartym do prezydenta Trzaskowskiego.
Padły też poważne zarzuty, choć w dość zawoalowanej formie.
„Koreański producent budzi poważne zastrzeżenia ekspertów, nie dysponuje bowiem w Polsce żadnym zapleczem, a jego Tramwaje nie jeżdżą nigdzie w naszym kraju ani w Unii Europejskiej. Ponadto, w przestrzeni publicznej pojawiają się pytania, czy za proponowaną cenę koreański producent będzie w stanie zrealizować zamówienie” – podkreślił Bodganowicz.
I rzeczywiście, jak podają eksperci tramwaje Hyundai jeżdżą – poza Koreą – jedynie w tureckim mieście Antalya.
Przede wszystkim jednak wyniki przetargu oprotestowała Pesa i zwróciła się do Krajowej Izby Odwoławczej. Jak tłumaczył dziennikarzom przedstawiciel firmy Maciej Grześkowiak, chodzi o wątpliwości, czy zagraniczny kontrahent jest w stanie terminowo wykonać zamówienie. Takie wnioski wyciągnęli w Bydgoszczy po analizie dokumentów. Kwestionują także cenę przedstawioną przez Koreańczyków. Krajowa Izba Odwoławcza ma 15 dni (od otrzymania odwołania) na wydanie werdyktu.
Powstałym zamieszaniem zaskoczony jest Rafał Trzaskowski. Pytany o reakcję Pesy komentarz był dość krótki:
„Na tym polegają przetargi, że wygrywa lepsza oferta” – skwitował prezydent Warszawy.
To jednak nie koniec niespodzianek. Przetargiem na tramwaje w Warszawie zainteresowało się także Centralne Biuro Antykorupcyjne. Informację potwierdził w rozmowie z „Pulsem Biznesu” Maciej Dutkiewicz, rzecznik spółki Tramwaje Warszawskie.
„15 lutego 2019 r. CBA poprosiło Tramwaje Warszawskie o wgląd w dokumentację przetargową i kopie dokumentów. Dokumentacja zostanie przekazana zgodnie z treścią pisma informującego o bezterminowej kontroli” – napisała gazeta.
I na koniec ciekawostka – temat tramwajów stał się tak „nośny”, że zwrócił na niego uwagę premier Mateusz Morawiecki, który w przemówieniu na konwencji programowej PiS, stwierdził:
„Przyszłości Polski nie buduje się poprzez zamianę złotówek na euro czy sprowadzanie zagranicznych tramwajów. Buduje się ją poprzez zapewnianie pracy tutaj”.
Jednego można być pewnym – bez względu na werdykt Krajowej Izby Odwoławczej, ta awantura będzie trwać jeszcze długo.
Łucja Czechowska

 

Dodaj komentarz