Dali miliony łowcom kamienic, staruszka żyje w strasznych warunkach

Afera Warszawska to nie tylko ofiary wśród lokatorów, jak Jolanta Brzeska. To także dramaty dziesiątków i setek właścicieli, którym miasto wg prawa powinno zwrócić zagrabione w okresie stalinowskim majątki. Jeśli ktoś nie był „zblatowany” z szemranym układem biznesowo-prawniczo-urzędniczym, na zwrot należnych mu nieruchomości nie ma co liczyć. Historie tego typu można mnożyć. Przykładem jest opowieść o Jolancie Fenoszyn, która – choć sąd przyznał jej działki w Warszawie – przez ponad dziesięć lat nie mogła odzyskać od Miasta Stołecznego Warszawa swojej własności. Przypominamy materiał, który ukazał się w papierowym wydaniu naszej gazety. Do sprawy będziemy wracać.

Błagam, nie pozwólcie mi umrzeć!

Jolanta Fenoszyn od lat ma przyznane odszkodowanie za zrabowane jej w okresie PRL działki. Miasto stołeczne Warszawa mimo decyzji sądu od dziesięciu lat odkłada decyzję o wypłaceniu ponad osiemdziesięcioletniej kobiecie należnych jej środków. Ciężko chora staruszka żyje kilkaset kilometrów od Warszawy, w mieszkaniu na piątym piętrze bez windy. Marzy, by za odszkodowanie kupić mieszkanie na parterze w stolicy. „Przecież biznesmenom miasto zapłaciło!” – opowiada.

W Warszawie kamienice i stare budynki przejmowane są przez czyścicieli kamienic. Prawdziwi spadkobiercy żyją nieraz w nędzy. Na zdj. ulica Brzeska na Pradze. fot. Adrian Grycuk/Wikipedia By Adrian Grycuk (Own work) [CC BY-SA 3.0 pl (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/pl/deed.en)], via Wikimedia Commons

Sprawa wydaje się prosta. W 2005 roku sąd uznał, że kobiecie należy się odszkodowanie za odebrane jej rodzinie działki w okresie PRL. Niestety – pani Jolanta jest „zwyczajną” emerytką. Nie ma związków ze środowiskiem prawniczym, ani tzw. łowcami kamienic. Efekt? Choć urzędnicy oficjalnie przyznają, że odszkodowanie starszej pani się należy, decyzję o zwrocie odkładają z roku na rok. – To trwa już od dziesięciu lat. Jestem zrozpaczona. Za odszkodowanie chciałabym kupić małe mieszkanie na parterze w Warszawie. Ale urzędnicy Hanny Gronkiewicz-Waltz nie liczą się z człowiekiem! – żali się. Potrzeba kupna mieszkania na parterze jest dla pani Jolanty o tyle istotna, że dziś mieszka w oddalonej od Warszawy od kilkuset metrów Legnicy, w mieszkaniu na piątym piętrze bez windy. Pokonywanie tej odległości dla osiemdziesięciokilkuletniej kobiety, ciężko chorej na serce, jest ogromnym wysiłkiem. – Czy aby otrzymać należną kwotę trzeba być aferzystą albo skupicielem  roszczeń? Błagam, pomóżcie, nie dajcie mi umrzeć! – rozpacza pani Jolanta. Jej rozgoryczenie jest uzasadnione. Miasto Warszawa oddało miliony w ramach tzw. dzikiej reprywatyzacji. Oddawano kamienice i grunty, nieraz warte dziesiątki milionów złotych. Po latach okazało się, że roszczenia do majątków bywały mocno wątpliwe, a na całym procederze zarabiał układ – prawników, biznesmenów i urzędników. Wybuch afery osłabił pozycję Hanny Gronkiewicz-Waltz. Prezydent Warszawy i jej otoczenie zapowiedzieli audyty i zmiany w postępowaniach reprywatyzacyjnych. Chwalą się też tym, że wstrzymane zostały wypłaty odszkodowań. Niestety – jak widać na przykładzie pani Jolanty cierpią na tym nie aferzyści, a skrzywdzeni przez poprzedni system ludzie.

(artykuł ukazał się w papierowym wydaniu gazety Telegraf24)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*