Akcje na lotnisku. Agenci „witają” ściganych – albo nie pozwalają im odlecieć

Cudzoziemiec chcący wwieźć 25 kilogramów biżuterii, albo bandzior wracający z wakacji na Karaibach. Inny sądził, że już o nim zapomniano, więc opuścił schronienie w USA. I wpadka! W przeszłości niejeden ścigany został wyprowadzony w kajdankach tuż przed startem samolotu. To wszystko dzieje się na warszawskim lotnisku. W ostatnich tygodniach też było ciekawie…

cbsp.policja.pl

Na Lotnisku Chopina codziennie jest ogromny ruch, jedni turyści wracają do domu, inni dopiero ruszają w podróż. Oczywiście, nie brakuje cudzoziemców odwiedzających nasz kraj, albo będących w Warszawie „tranzytem”, bo mają przesiadkę na inny samolot.
„W zeszłym roku, w ruchu międzynarodowym, uczestniczyło prawie 16 mln, a w ruchu krajowym blisko 1,8 mln osób” – podano w komunikacie na stronie lotnisko-chopina.pl
Nic więc dziwnego, że w takim tłumie dochodzi do niecodziennych sytuacji. Mało tego, bywają interwencje agentów służb specjalnych, a nawet antyterroryści potrafią demonstrować pokaz siły. Albo próbując zapobiec ucieczce przestępcy, albo uniemożliwiający przemyt, albo „witają” delikwenta, który właśnie przyleciał na podkładzie samolotu.
Taka niespodzianka niedawno czekała mężczyznę wracającego z wycieczki na Dominikanie. Wypoczywał na Karaibach, a nie miał pojęcia, że funkcjonariusze z Komendy Stołecznej Policji odkryli, iż jest zamieszany w ohydną zbrodnię – według prokuratury kilka lata temu zlecił atak na staruszkę, która miał zeznać w procesie przeciwko niemu. 75-letnia kobieta została oblana kwasem, nie przeżyła. Na powrót Macieja M. czekali policyjni komandosi.
Równie niespodziewanie zakończył się przylot do ojczyzny dla 64-letniego mężczyzny, który wracał ze Stanów Zjednoczonych. Jeszcze nie zdążył opuścić pokładu samolot, a już miał kajdanki na rękach. Bo musi odpowiedzieć przed sądem za znęcanie się nad rodziną.
Inną „przygodę” w tym tygodniu zaliczył pewien cudzoziemiec. Obywatel Turcji, który chciał wwieźć do Polski… 25 kilogramów biżuterii!
„Podróżny aktywnie dopytywał funkcjonariuszy celno-skarbowych o przepisy dotyczące obrotu dewizowego, ale na pytanie o towar do oclenia, stanowczo zadeklarował jego brak” – podała Izba Administracji Skarbowej w Warszawie.
Gdy sprawdzono jego walizki znaleziono wyroby ze złota i srebra.
Chwilę słabości miewają nawet dyplomaci, a jeden ze skandali epilog miał kilka dni temu na sali stołecznego sądu. Elena P. (była ambasador Bułgarii w USA) ukradł… krem. Luksusowej marki, warty ponad półtora tysiąca złotych! Nie zapłaciła, wsiadła do samolotu, poleciała do domu. Gdy ponownie odwiedziła Warszawę, został zatrzymana. Przyznała się do winy, sprawę warunkowo umorzono.
Oczywiście, na żadnych lotniku nie brakuje przemytników. Nie inaczej jest w Warszawie. Często o nich pisaliśmy na łamach Telegraf24.pl To przykładów z końcówki zeszłego roku.
„Trzech obywateli Armenii podróżowało tranzytem z Barcelony przez Warszawę do Erewania. Po przylocie mężczyźni nie opuścili strefy tranzytowej lotniska oczekując na dalszy lot do Armenii. Ich nerwowe zachowanie zwróciło uwagę mundurowych, dlatego podchodząc do odprawy paszportowej zostali poproszeni o przejście do kontroli szczegółowej” – relacjonowało Centralne Biuro Śledcze Policji. U każdego z nich znaleziono od 200 do 300 gramów substancji – łącznie cztery foliowe pakunki ukryte były w bieliźnie. Mieli kokainę. I na tym zakończyła się ich podróż.
Z Lotniska Chopina nie zdążył odlecieć także Andrzej Ż., raper znany jako „Żurom”. On wybierał się w podróż do Stanów Zjednoczonych, ale ponieważ był zamieszany – według prokuratury – w handel narkotykami, to zamiast zwiedzać USA, musiał zostać w domu. Na wylot nie pozwolili policjanci, którzy pofatygowali się na lotniko.
Łucja Czechowska

Dodaj komentarz