„Salaput” z „Komandosem” czekają na wyrok

Andrzej P. (kompani używali ksywki „Salaput”) jest doskonale znany policjantom i prokuratorom walczącym z zorganizowaną przestępczością i gangsterami grasującymi przed laty na ulicach Warszawy. Mężczyzna uważany za szefa „grupy markowskiej” ma wiele wyroków na koncie, ale czeka na kolejny. Andrzej P. twierdzi, że jest niewinny. Podobnie jak jego wspólnik Wojciech Sz., „Komandos” oskarżony o udział w krwawej strzelaninie.

fot. freeimages.com

Niedawno Telegraf24.pl opisywał najważniejsze akcje funkcjonariuszy z elitarnego (istniejącego już 20 lat!) Wydziału do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji. Do sukcesów należało chociażby rozbicie gangu mokotowskiego lub grupy żoliborskiej, czyli bardzo brutalnych band.
„Na koncie policjantów z „terroru” jest też rozpracowanie tzw. „grupy markowskiej”, kierowanej przez Andrzeja P. ps. „Salaput”. Odpowiedzialni za wymuszenia rozbójnicze, podpalenia i uprowadzenia członkowie grupy „Salaputa” oraz ich herszt trafili do aresztu” – przypomina Komenda Stołeczna Policji. I podkreśla: „Początki grupy sięgały 1992 roku, jej szef Andrzej Cz. ps. „Kikir” został zastrzelony w 2001 r. w szpitalu w wyniku przestępczych porachunków. Grupa jednak nadal działała bardzo aktywnie. Członkowie grupy odpowiedzialni byli za uprowadzenia dla okupu, napady rabunkowe przy użyciu broni palnej, wymuszenia rozbójnicze oraz handel środkami odurzającymi. Ich odłamem była tzw. „grupa mutantów” zamieszana w zabójstwo policjanta z Piaseczna dokonane wiosną 2002 roku oraz śmierć dwóch antyterrorystów w Magdalence rok później”.
Po odsiadce „Salaput” wyszedł na wolność i… stworzył kolejną bandę. Znowu została rozbita, w 2009 roku gangster na dobre trafił za kratki. I od tamtej pory czeka na prawomocny wyrok, czyli całą dekadę!
Wprawdzie już raz 55-letni dzisiaj Andrzej P. został skazany na długą odsiadkę, ale wyrok po apelacji uchylono. Dlatego przed Sądem Okręgowym Warszawa Praga ponownie trzeba było przesłuchać świadków i przeanalizować materiał dowodowy.
Prokuratura oskarżyła „Salaputa” o to, że w 2004 r. (po wyjściu z więzienia) założył grupę o charakterze zbrojnym i kierował nią przez pięć lat. Gangsterzy zajmowali się m.in. handlem narkotykami, wymuszaniem haraczy, czerpaniem korzyści z cudzego nierządu, pobieraniem haraczy od „tirówek”.
Po zakończeniu drugiego procesu Andrzej P. został skazany na 15 lat pozbawienia wolności. Surowszą karę (ćwierć wieku w więzieniu) usłyszał Wojciech Sz., pseudonim „Komandos”, który nie tylko należał do „grupy markowskiej”, ale brał udział w marcu 2009 roku w strzelaninie na cmentarzu w Markach. Wtedy spotkali się członkowie dwóch konkurencyjnych band, aby pogadać o „interesach”. Coś jednak poszło nie tak i wyciągnęli broń. Podczas strzelaniny zginął jeden z „markowskich”, którego przez przypadek śmiertelnie postrzelił… kolega.
Oprócz „Salaputa” i „Komandosa” na ławie oskarżonych zasiedli inni członkowie gangu, także uznano ich za winnych.
Andrzej P. nadal przekonuje, że jest niewinny i dlatego zaskarżył wyrok (pozostali oskarżeni zrobili to samo). Akta powędrowały do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. W mowie końcowej prokurator domagał się utrzymania wyroku jaki zapadł w pierwszej instancji, a gangsterzy uniewinnienia lub uchylenia orzeczenia i skierowania sprawy do ponownego rozpatrzenia. Wyrok zostanie ogłoszony 11 lutego tego roku.
O tym kim był „Salaput” w ciekawy sposób przed kilkunastoma miesiącami wspominał dziennikarz śledczy Rafał Pasztelański na portalu tvpinfo.pl:
„Andrzej P. to barwna postać stołecznego półświatka. Pierwsze notowania zaliczył, gdy miał 13 lat. Potem błyskawicznie robił karierę w przestępczym fachu. W połowie lat 90. nie wrócił do więzienia z przepustki i przez ponad rok ukrywał się, co nie przeszkadzało mu walczyć z gangiem Henryka Niewiadomskiego ps. Dziad. Poszło o kompana P. – Andrzeja Cz. ps. Kikir, na którego ludzie „Dziada” dokonali nieudanego zamachu. Wcześniej „Salaput” został uprowadzony przez gang pruszkowski. „Pruszkowiacy” chcieli rzekomo, aby wskazał miejsce ukrycia „Dziada”. Aby zmusić „Salaputa” do mówienia, przypalali mu stopy w ognisku. Nie wiedzieli, że obaj gangsterzy pałają do siebie serdeczną nienawiścią”.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz