Od 20 lat ścigają najgroźniejszych bandytów. Jubileusz elitarnego wydziału

Rozbili bandę „obcinaczy palców”, doprowadzili do skazania gangsterów grasujących na ulicach Warszawy, schwytali „Rurabombera”, wyjaśnili dziesiątki makabrycznych morderstw… Elitarny Wydział do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw Komendy Stołecznej Policji istnieje już od 20 lat. Ich akcje stały się nawet kanwą scenariuszy filmów i seriali. Niestety, losy niektórych policjantów z „terroru” miały tragiczny finał.

fot. policja

Zapewne wielu naszych Czytelników oglądało popularny serial kryminalny „Pitbull”, ale być może nie wszyscy wiedzą, że w dużej części jego scenariusz oparty był na prawdziwych wydarzeniach. Pokazuje zbrodnie, do których rzeczywiście doszło na Mazowszu. Mało tego, gliniarze zagrani przez aktorów istnieli naprawdę i stali się pierwowzorem „Metyla”, „Despero”, „Benka”…
„Spędziłem z tymi policjantami na komendzie trzy lata” – powtarzał w licznych wywiadach reżyser „Pitbulla” Patryk Vega. Poznał prawdziwe życie gliniarzy z „terroru”. Także prywatne problemy, ich słabości, mroczniejszą stronę.
Były również seriale „Glina” czy „Kryminalni”. Ich główni bohaterowie (grani przez Marka Włodarczyka i Jerzego Radziwiłowicza) także „służyli” w tym samym wydziale.
Podobnie jak w filmie, tak w realnym świecie, to elitarna ekipa. Przeciętny Kowalski o nich słyszał, ale szczegółów zna niewiele. Zresztą tożsamość tych policjantów jest skrzętnie skrywana. Na stronie Komendy Stołecznej Policji jest jedynie krótka informacja:
„Wydział do walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw realizuje zadania w zakresie inicjowania, koordynowania i organizowania działań operacyjno-rozpoznawczych i dochodzeniowo-śledczych, mających na celu sprawne i skuteczne rozpoznawanie, zapobieganie i zwalczanie przestępczości mającej znamiona terroru kryminalnego i zabójstw”.
Opis bardzo lakoniczny, ale można też stwierdzić wprost: policjanci z „terroru” wyłapują najgorsze szumowiny! Cynicznych gangsterów, brutalnych porywaczy, bezwzględnych morderców, wszelkiej maści psychopatów czerpiących przyjemność z krzywdy innych ludzi.
Obecnie naczelnikiem jest nadkomisarz Hubert Pełka, który pracę w wydziale zna od podszewki, bo pracuje w nim od pierwszego dnia, czyli początku 1999 roku. Wcześniej zresztą były dwa wydziały: do walki z terrorem kryminalnym i do spraw zabójstw. Dopiero później połączono w jeden.
„Zabójstwa, uprowadzenia, okupy i haracze – podobnie, jak w telewizyjnych serialach to właśnie ta problematyka jest przedmiotem rozpracowań ekspertów z „terroru”. Z jedną zasadniczą różnicą – tutaj wszystko dzieje się naprawdę” – to fragment archiwalnego komunikatu sprzed 10 lat! Minęło drugie tyle i… niewiele się zmieniło.
To właśnie „terror” rozbijał bandy grasujące w Warszawie i okolicznych miejscowościach. Chociażby „grupę mokotowską”, która zmonopolizowała handel narkotykami, a jej członkowie byli bardzo brutalnymi zwyrodnialcami nie znającymi litości. To spośród nich wywodzili się „obcinacze palców”, czyli porywacze wysyłający rodzinom ofiar fragmenty dłoni – na dowód, że nie żartują. Gdy bandę udało się rozpracować i wreszcie złamać zmowę milczenia, nastąpiło zatrzymanie kilkudziesięciu bandytów.
„Przedstawiono ok. 200 zarzutów dotyczących m.in.: zabójstw, usiłowania zabójstw, uprowadzenia i przetrzymywania osób dla okupu ze szczególnym ich udręczeniem, posiadania broni palnej, a także handlu narkotykami” – przypomina serwis policja.waw.pl
WTKiZ ma na koncie także rozbicie innych zorganizowanych grup przestępczych. Nierzadko o charakterze zbrojnym. „Żoliborska”, „markowska”, „nowodworska”, „mutantów”… O tych ostatnich stało się głośno z powodu dwóch tragicznych zdarzeń. Zabójstwa policjanta z Piaseczna oraz śmierci dwóch antyterrorystów w Magdalence podczas próby złamania bandziorów, którzy z kryjówki zrobili prawdziwą fortecę i nie chcieli się poddać.
Akcje funkcjonariuszy z tego wydziału to jednak nie tylko walka z gangsterami. Zajmują się także wyjaśnianiem zbrodni – nierzadko popełnianych przez „zwykłych” mieszkańców Warszawy. Okoliczności wielu zabójstwa są makabryczne (o niektórych już pisaliśmy na łamach Telegraf24.pl).
„Była to jedna z najtrudniejszych spraw, z którą musieli zmierzyć się śledczy. Ciał czterech ofiar nigdy nie znaleziono. Ich nazwiska nadal widnieją na liście osób zaginionych. Policjanci ustalili mimo to osobę, która mogła dokonać tych czynów. W październiku ub.r. warszawski sąd apelacyjny nie miał wątpliwości: to Mariusz B. zabił męża i córkę swojej znajomej, tancerza oraz księdza. 38-letni mężczyzna został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności” – podkreśla policja.waw.pl
Albo…
„Już następnego dnia po utworzeniu wydziału w ręce funkcjonariuszy wpadł 19-latek, nazwany przez media „Rurabomberem”, bo podkładał domowej roboty bomby na Szmulkach” – wspomina serwis Komendy Stołecznej Policji. – „Inne głośne śledztwa ostatnich lat, prowadzone przez „terror” pod nadzorem prokuratury, to m.in.: zabójstwo policjanta w Parolach oraz zabójstwo czworga pracowników Kredyt Banku. W obu przypadkach sędziowie skazali na wieloletnie więzienia oskarżonych o dokonanie tych zbrodni”.
Wrażenie robi nawet statystyka związane z pracą wydziału. Przez dwie dekady istnienia wydziału jego funkcjonariusze zatrzymali prawie… 4 tysiące osób!
Niestety, 20-letnia historia „terroru” to także ogromne dramaty policjantów, którzy całkowicie poświęcali się służbie, pracowali w ogromnym stresie, widzieli najgorsze rzeczy jakie człowiek potrafi zrobić człowiekowi. Nie wszyscy wytrzymywali. Wielu sięgało po alkohol, nie radziło sobie w życiu prywatnym, tracili rodziny, wpadali w kłopoty…
Sławomir O. był policjantem operacyjnym, swoją robotę wykonywał doskonale. To on właśnie był pierwowzorem dla postaci „Despero” w serialu „Pitbull”. Szokiem dla wszystkich stało się zatrzymanie policjanta, który został pomówiony przez skruszonych bandytów. Gdy wyszedł na wolność już nie był sobą. Nie potrafił sobie poradzić, choć wiele osób zaoferował pomoc. W lipcu 2014 r. Sławomir O. popełnił samobójstwo.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz