Problem od lat! Prezydenci Warszawy (byli i obecny) ofiarami gróźb

Prokuratura ujawniła, że we wtorek 33-letni Mariusz G. usłyszał zarzuty gróźb i uporczywego nękania Hanny Gronkiewicz-Waltz. Z kolei obecny prezydent Rafał Trzaskowski nie ukrywa, że otrzymuje niepokojące wiadomości, a kilka dni temu w internecie pojawił się skandaliczny wpis z „wyrokiem śmierci” dla niego. Niestety, problem istnieje od dawna. Nawet Paweł Piskorski, który miastem rządził dwie dekady temu, przed laty dostał anonim, w którym grożono, że zostanie zabity.

Groźby wobec urzędnikow na Mazowszu są częste. Niedawno zatrzymano mężczyznę, który grozil prezydentowi Radomia fot. policja

Politycy – bez różnicy do jakiej partii należą – alarmowali od lat, że otrzymują ogromne ilości listów lub maili, w których pełno jest wyzwisk, obelg i pogróżek. Także gróźb karanych (art. 190 Kodeksu karnego). Takie przestępstwo jest jednak ścigane jedynie na wniosek pokrzywdzonego, a politycy rzadko dotychczas korzystali z tej możliwości, bo pokutował pogląd, iż muszą mieć „grubą skórę”.
Sytuacja uległa zmianie po tragedii, do której doszło wieczorem 13 stycznia w Gdańsku, gdy zamordowany został Paweł Adamowicz. Przez kolejne dni po zbrodni działo się coś przerażającego: prezydenci, burmistrzowie, parlamentarzyści padli ofiarą hejtu o nieznanej dotychczas skali. Policjanci tym razem reagowali błyskawicznie i namierzali autorów niedopuszczalnych komentarzy, a prokuratura stawiała im zarzuty.
Także w Warszawie dochodziło do groźnych incydentów. Obecnie i w przeszłości. Już w 1999 roku policja przez kilka dni ochraniała ówczesnego prezydenta Pawła Piskorskiego, który otrzymał – jak przypomina serwis tvnwarszawa.pl – anonim, że „zostanie zabity, ponieważ organizuje imprezę sylwestrową na „ziemi świętej”. Z perspektywy czasu Piskorski twierdzi, że nie wyobraża sobie stałej ochrony dla samorządowca, ale praca na eksponowanym stanowisku wiąże się z podwyższonym ryzykiem. I trzeba korzystać ze środków nadzwyczajnych (chociażby ochrony), gdy zachodzi taka konieczność.
O tym, jak może być niebezpiecznie na własnej skórze przekonała się Hanna Gronkiewicz-Waltz. Już dwa tygodnie temu alarmowała (w rozmowie z Wirtualną Polską), że dochodzi do nieprzyjemnych incydentów, także na uczelni, w której wykłada, a w związku z tym zwróci się do szefa MSWiA o przydzielenie ochrony.
„Przynajmniej na jakiś czas”- mówiła wp.pl Gronkiewicz-Waltz.
Szczegółów wtedy nie ujawniła, ale dzisiaj wiadomo, że pewien mężczyzna pojawiał się zarówno w urzędzie, jak i Uniwersytecie Warszawskim, a jego zachowanie było niepokojące.
W minioną niedzielę zatrzymano 33-letniego Mariusza G., mieszkańca Warszawy. A we wtorek usłyszał zarzuty uporczywego nękania byłej prezydent Warszawy oraz kierowania gróźb karalnych. Jak podał Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie doszedł do tego zarzut pomawiania Gronkiewicz-Waltz o „postępowanie i właściwości, które mogły poniżyć ją w opinii publicznej i narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu”.
Z kolei obecny prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przyznał, że od dawna otrzymuje pogróżki, ale dotychczas najczęściej je lekceważył.
„Byłem tak uodporniony, że przestałem czytać te komentarze” – stwierdził tydzień temu na antenie TVN24. Zadeklarował jednak, że teraz stosuje zasadę: „zero tolerancji”. I będzie informował policję o wszystkich takich zdarzeniach.
Tymczasem w sieci pojawił się (dzień po ataku na Adamowicza) ohydny wpis mężczyzny, który kandyduje na prezydenta Gdańska. Zamieścił on sfabrykowany dokument z szokującym nagłówkiem: „wyrok śmierci”. Dla Rafała Trzaskowskiego. I takie zdarzenia powinny być bezwzględnie ścigane!

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz