„Rympałek” – ta ksywka kiedyś budziła strach. Historia skazanego właśnie gangstera

Sąd Apelacyjny w Warszawie nie miał wątpliwości – utrzymał w mocy wyrok skazujący na 25 lat więzienia Marka Cz., gangstera bardziej znanego pod pseudonimem „Rympałek”. Wyjątkowo groźnego i brutalnego bandytę (zaczynającego „karierę” w gangu pruszkowskim), mającego na koncie wiele spektakularnych przestępstw. Do dziś rabunek pieniędzy na Ursynowie nazywany jest „napadem stulecia”, choć minęło już…. ponad 20 lat!

zdj. ilustr. fot. freeimages.com

Marek Cz., rocznik ’63, pochodzi z Pragi. Edukację zakończył błyskawicznie, poprzestał na wykształceniu podstawowym. Jako nastolatek uprawiał sport, trenował głównie boks i sporty walki. Dość szybko zaczął obracać się w przestępczym półświatku – początkowo był zwykłym pomagierem, stał na „bramce” w knajpach, używał mięśni do ściągania haraczy, ale w upływem czasu jego pozycja rosła. Zwłaszcza, że potrafił zgromadzić wokół siebie innych zwyrodnialców gotowych do najgorszego i w ten sposób stworzył bardzo groźną grupę. Mówiono o nich nawet „zbrojne ramię Pruszkowa”.
„Rympałek” szybko jednak zdobył niezależność i działał na własną rękę. Planował kolejne przestępstwa, dokonywał spektakularnych rabunków, jego banda bez wahania używała broni. Bali się go dosłownie wszyscy.
„Nawet starzy (tzw. zarząd gangu pruszkowskiego – dop. red.) czuli przed nim respekt – kiedyś wezwali go na spotkanie, a on przyjechał ze swoją grupą i ich otoczył. Mało nie narobili w portki…” – czytamy w tekście na stronie focus.pl
Głośno o gangu „Rympałka” zrobiło się, gdy w marcu ’95 r. napadli na autobus wiozący turystów do Turcji i ukradli im pieniądze. Albo kilka miesięcy później przed bankiem przy ulicy Puławskiej zaatakowali Wiesława Ś. i zrabowali niemal ćwierć miliona. Inny jednak rabunek zapewnił im prawdziwy rozgłos. Chodzi o wydarzenia sprzed 23 lat na Ursynowie.
„Podczas napadu, określanego mianem „napadu stulecia”, sprawcy posługując się bronią palną skradli ok. 1,2 mln zł przeznaczonych na wynagrodzenia dla pracowników Publicznych Zakładów Lecznictwa Otwartego w Warszawie” – przypomniała niedawno Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
A jak wyglądał napad, do którego doszło przed południem 28 listopada 1995 roku?
„Gangsterzy długo obserwowali jak konwojowane są pieniądze z banku do ursynowskiej przychodni. Rozpracowali schemat działania ochroniarzy, przede wszystkim jednak zauważyli, że zabezpieczenia są znikome. Dzisiaj to nie do pomyślenia, ale w tamtym czasie nie było niczym nadzwyczajnym, że nawet ogromne sumy pieniędzy przewożono zwykłym samochodem osobowym, nierzadko gotówkę trzymano w… reklamówkach. Bandyci postanowili wykorzystać okazję” – pisał swego czasu Telegraf24.pl.
Swoją akcję przeprowadzili niemalże perfekcyjnie – przebieg rabunku opisywał m.in. na łamach „Dziennika” znany reporter śledczy Jerzy Jachowicz.
„Użyto czterech kradzionych samochodów. 28 listopada 1995 r. krótko po 7 rano na parkingu na ulicy Zamiany gangsterzy zaparkowali dwa z nich – audi i furgonetkę ford transit. Kiedy około godziny 11 konwój z banku zbliżał się pod przychodnię, z parkingu ruszyły na niego od przodu oba auta z czterema gangsterami w środku, blokując drogę wiozącemu pieniądze renault. Kolbami rozbili szyby renault, wyciągnęli z samochodu konwojentów i kazali im położyć się twarzami do ziemi. Potem otworzyli bagażnik i przerzucili walizkę oraz torbę z pieniędzmi do transita. Podjechali nim na odległy o kilkaset metrów inny parking na Ursynowie. Tam przesiedli się do dwóch aut zaparkowanych poprzedniego wieczoru – forda sierry i nissana primery aut zaparkowanych poprzedniego wieczoru – forda sierry i nissana primery” – relacjonował Jachowicz.
W tym „fachu” kariery bywają błyskotliwe, ale zazwyczaj bardzo krótkie. Nie inaczej było w przypadku „Rympałka”. W 1996 roku rozbito gang Marka Cz., on sam także trafił za kratki. Lista zarzutów była długa, ale przede wszystkim miał odpowiedzieć za kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą. I został skazany na 10 lat pozbawienia wolności. Z krótką przerwą odsiedział całą karę.
Gdy w końcu wyszedł na wolność szybko wrócił do starych zwyczajów.
„Marek Cz. został zatrzymany w październiku 2010 r. w jednym z mieszkań w centrum Warszawy. W tym samym czasie policjanci CBŚ ujęli czterech jego kompanów, w tym dwóch kurierów, którzy przewozili w sumie 16 kg marihuany. Jeden wpadł w pociągu, drugi w samochodzie, gdy jechali w kierunku stolicy, aby oddać bossom narkotyki” – przypomniał na portalu tvp.info Rafał Pasztelański, dziennikarz od lat ujawniający kulisy działań warszawskich gangsterów.
Nowe śledztwo przeciwko „Rympałkowi” trwało dwa lata, a w jego trakcie wyszło na jaw, że bandą kierował od 2006 r. do dnia wpadki. Polecenia wydawał kompanom nawet siedząc w… celi. Ktoś bowiem przemycił dla niego telefon komórkowy. Tym razem jednak nie wykpił się na zarzutach za pospolite przestępstwa. Miał również odpowiedzieć za zabójstwo! Ofiarą był Witold K., dawniej jeden ze wspólników Marka Cz. Mężczyzna zaginął w marcu 2008 r. Nikt nie miał wątpliwości, że padł ofiarą bandyckich porachunków, ale przez długie lata brakowało dowodów. Nie było nawet ciała.
„Ten członek grupy „Rympałka” współpracował z policją i dlatego wydano na niego mafijny wyrok. Wykonania zlecenia podjęli się dwaj kompani Marka Cz., którzy razem z nim zasiądą na ławie oskarżonych. Witold K. zginął miesiąc przed zatrzymaniem „Rympałka”. Dzięki zeznaniom skruszonych przestępców w 2010 r. odnaleziono jego zakopane zwłoki” – pisał portal tyvp.info
Badanie szczątków Witolda K. wykazało, że przed śmiercią mężczyzna był torturowany. Miał połamane kości.
W lipcu 2012 r. zakończono śledztwo.
Proces Marka Cz. i kilkunastu innych bandytów toczył się przed Sądem Okręgowym w Warszawie przez pięć lat. W marcu 2017 roku zapadły wyroki. Skazujące. Szef gangu miał spędzić w więzieniu 25 lat. To orzeczenie zostało zaskarżone i akta trafiły do Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Ten zakończył analizę materiału dowodowego na początku tego roku, a 10 stycznia ogłoszono orzeczenie. Wyrok został utrzymany w mocy.
Łucja Czechowska

Dodaj komentarz