Co naprawdę działo się w domu Ireny Dziedzic?

Popularna w PRL-u dziennikarka Irena Dziedzic zmarła na początku listopada, a w miniony poniedziałek została pochowana na cmentarzu w Laskach. Ponieważ kobieta od dawna chorowała i miała 93 lata – sądzono, że zmarła z przyczyn naturalnych. Tymczasem prokuratura wszczęła śledztwo po otrzymaniu zawiadomienia zawierającego niepokojące informacje. Teraz sprawdza, czy opieka nad staruszką była właściwa. Ale nie tylko to…

fot. Freeimages.com

To była smutna wiadomość – 5 listopada 2018 roku w szpitalu zmarła Irena Dziedzic. Swego czasu znana dziennikarka i prezenterka telewizyjna. Przez ćwierć wieku prowadziła na antenie TVP program Tele-Echo, rozgłos przyniosła jej przede wszystkim autorska audycja „Wywiady Ireny Dziedzic”, była prowadzącą festiwal w Sopocie. Wystąpiła też w dwóch filmach („Jutro premiera” i „Polowanie na muchy”). Popularna była głównie w czasie PRL-u, a później niemal zniknęła z mediów. W ostatnich latach mało kto wiedział co się dzieje z dawną gwiazdą „małego ekranu”… A źle było od długiego czasu!
Kilka miesięcy temu w mediach pojawiły się alarmujące informacje, że sytuacja materialna Ireny Dziedzic jest katastrofalna. Była nie tylko schorowaną osobą, ale otrzymywała bardzo niskie świadczenia. Niektórzy jej znajomi twierdzili wręcz, że nie ma z czego żyć.
Ostatnie dni swego życia Irena Dziedzic spędziła w szpitalu. Jej pogrzeb odbył się 14 stycznia, spoczęła na cmentarzu w podwarszawskich Laskach.
Już następnego dnia pojawiła się szokująca wiadomość. Od listopada Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga Południe prowadzi śledztwo, które wszczęto po zgonie dziennikarki i jest prowadzone w kierunku nieumyślnego spowodowania śmierci. Nikt dotychczas nie usłyszał zarzutów, pozostaje w fazie „in rem”.
Prokurator Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga, przyznał, że postępowanie jest skutkiem zawiadomienia, które zostało złożone jeszcze w październiku, czyli przed śmiercią Dziedzic. Chodziło o zawieranie umów, które mogły być dla niej niekorzystne. Zawiadamiający (jego tożsamości nie ujawniono) alarmował również o możliwości narażenia kobiety na utratę życia bądź zdrowia.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci Ireny Dziedzic mogła być niewydolność krążeniowo-oddechowa oraz zmiany chorobowe. Kompleksowej opinii jeszcze brakuje, ale na obecnym etapie nie ma żadnych przesłanek, aby sądzić, że ktoś celowo przyczynił się do zgonu kobiety. Zlecono jednak badania toksykologiczne, na ich wyniki trzeba poczekać.
Śledczy będą wyjaśniać jeszcze jeden wątek. Kluczowy. Z powodu problemów finansowych Irena Dziedzic zdecydowała się podpisać umowę, która miała zagwarantować – w zamian za prawo do własności mieszkania na Saskiej Kępie – dożywotnią, co miesiąc wypłacaną, swoistą „rentę”. Jak ujawnił reporter Polskiej Agencji Prasowej to właśnie osoba, która podpisała umowę z Dziedzic, zawiadomiła prokuraturę o fatalnej sytuacji życiowej dawnej dziennikarki. Podane w doniesieniu informacje nadal są weryfikowane.
Z kolei „Super Express”ustalił, że Irena Dziedzic już dwa lata temu wykupiła miejsce do pochówku na cmentarzu w Laskach.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz