Skatował Roberta Brylewskiego. Tomasz J. stanie przed sądem

Prokuratura zakończyła śledztwo przeciwko Tomaszowi J., który skatował znanego muzyka Roberta Brylewskiego. Nie ma wątpliwości, że przed sądem stanie sprawca zbrodni, ale dlaczego zadał śmiertelne ciosy? „Nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Składał niespójne wyjaśnienia” – ujawnił prokurator Marcin Saduś.

fot. freeimages.com

O tragicznych wydarzeniach, do których doszło 28 stycznia tego roku, Telegraf24.pl pisał kilka miesięcy temu. Oczywiście, wspominaliśmy również ofiarę dramatu – znanego muzyka Roberta Brylewskiego.
„Był „człowiekiem instytucją” w świecie muzycznym. Gitarzystą, kompozytorem, śpiewał i pisał teksty. Należał do założycieli grupy „Armia”, także kapeli „Brygada Kryzys”. W czasie PRL-u był na cenzurowanym przez komunistyczne władze, protestował przeciwko tamtemu ustrojowi, a nawet był zatrzymywany przez Milicję Obywatelską” – przypomnieliśmy.
Brylewski zmarł 3 czerwca , ale padł ofiarą bestialskiej napaści niemal pół roku wcześniej. Od tamtej pory borykał się z poważnymi problemami zdrowotnymi, trafiał do szpitala, lekarze robili co mogli… Niestety, skutki pobicia okazały się nieodwracalne.
„Graliśmy nie raz na różnych festiwalach, na wspólnych imprezach” – mówił na antenie Polsat News Paweł Kukiz, gdy dotarła smutna wiadomość. – „Mimo różnic światopoglądowych bardzo go szanowałem, bardzo szanowałem jego wolność”.
O tym kim był Brylewski świadczy również niecodzienna sytuacja, do której doszło na Twitterze. Dwie osoby, które na co dzień nie ukrywają wobec siebie niechęci, tym razem zgodnie przyznały, że odszedł wielki człowiek. Te wpisy zamieścili… Sławomir Cenckiewicz i Lech Wałęsa.
Sprawcą tragedii okazał się Tomasz J., którego Brylewski nigdy wcześniej nie poznał, nie było żadnego konfliktu pomiędzy nimi. Co się więc stało?
Jak relacjonuje prokurator Saduś, 28 stycznia „funkcjonariusze Policji udali się do jednej z kamienic przy ul. Targowej w Warszawie, gdzie na klatce schodowej zastali Roberta Brylewskiego z licznymi obrażeniami głowy oraz posiniaczoną twarzą. Mężczyzna oświadczył, że został pobity”. Ranny trafił do szpitala.
„Jednocześnie na schodach przed lokalem zajmowanym przez pokrzywdzonego zastali Tomasza J. Mężczyzna zachowywał się agresywnie, był wulgarny, wyczuwalna była od niego woń alkoholu (późniejsze badania potwierdziły w jego krwi obecność ponad 1,3 promila alkoholu). Na obuwiu i odzieży miał ślady krwi” – dodaje rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.
Podczas śledztwa ustalono, że Tomasz J. bywał kiedyś w lokalu wynajmowanym przez Brylewskiego. Rodzice mężczyzny wyprowadzili się jednak kilka miesięcy wcześniej, ale on tego nie wiedział. Dlatego gdy pojawił się pijany w środku nocy żądał od Brylewskiego, który otworzył drzwi, wpuszczenia do środka. Tomasz J. zaskoczony widokiem obcego mężczyzny sądził, że jego bliscy są w niebezpieczeństwie. Gdy Brylewski nie pozwolił wejść nieznajomemu, ten wpadł w szał. Zaczął bić muzyka
„Część przebiegu zdarzenia została zarejestrowana przez kamerę prywatnego monitoringu. Na nagraniu widoczne jest jak sprawca brutalnie kopie i zadaje ciosy pokrzywdzonemu, który ostatecznie próbuje uciec” – przyznają prokuratorzy.
Pobity mężczyzna doznał poważnych obrażeń głowy, był leczony w kilku szpitalach, po kilku tygodniach został wypisany do domu. Niestety, w maju stan Brylewskiego się nagle pogorszył. Zmarł 3 czerwca.
„Tomasz J. był kilkakrotnie przesłuchiwany przez prokuratora. Nie przyznał się do popełnienia zarzucanych mu czynów. Składał niespójne wyjaśnienia, modyfikując je wraz z poszerzaniem przez prokuratora zgromadzonego materiału dowodowego bądź odmawiał składania wyjaśnień” – wyjaśnia prokurator Saduś. – „W toku śledztwa przeprowadzono obserwację psychiatryczną Tomasza J. Z opinii biegłych psychiatrów wynika, że nie ma podstaw do przyjęcia, że działał w stanie niepoczytalności”.
Akt oskarżenia dotyczącay tej zbrodni trafił już do sądu

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz