Biskup Romuald Kamiński: Niczego nie burząc, zbudować coś nowego

Był to pracowity rok. Towarzyszyła nam zasada, by było jak najmniej zmian dla samych zmian, ale by brać to, co dobre i  to wykorzystywać. To staramy się robić i przełożyć na sprawy duszpasterskie – z biskupem Romualdem Kamińskim, ordynariuszem diecezji warszawsko-praskiej, rozmawia Przemysław Harczuk.

fot Diecezja warszawsko-praska

Przeżywamy okres Bożego Narodzenia. Wigilia, potem święta, Nowy Rok i święto Objawienia Pańskiego, czyli Trzech Króli. Również w diecezji warszawsko-praskiej mamy piękne szopki w świątyniach, czy żywą szopkę. To atrakcja dla dzieciaków. Pytanie jednak, jak maluchom przekazać przy okazji to, co w świętach jest najistotniejsze?
Ks. bp Romuald Kamiński: Wszystkie te elementy coś, lub kogoś oznaczają. Jakąś rzeczywistość. Jeżeli idziemy do żłóbka, to jest tam małe dziecię. Jeżeli rodzic opowie, kim jest to małe dziecię, to wygłasza własnemu dziecku najlepszą możliwą katechezę. Jeżeli dziecko zapamięta, że ta figurka oznacza Jezusa, który przychodzi na świat dla naszego zbawienia, to już jesteśmy na dobrej drodze. Już to dziecko nie będzie utożsamiało figurki z lalką Barbie, ale będzie wiedziało, aha, to jest mały Pan Jezus, który przyszedł dla naszego zbawienia. Potem przyjdzie obchód innych świąt, rodzic uzupełni o kolejny element, to w ten sposób będzie budował cały przekaz Ewangelii.

Od ponad roku jest Wasza Ekscelencja biskupem ordynariuszem Diecezji Warszawsko-Praskiej. Jakie wrażenia z tych kilkunastu miesięcy?
Przede wszystkim był to niezwykle pracowity rok. Mamy braki personalne. Również wśród buskupów – czynny jestem jedynie ja, z biskupem Markiem Solarczykiem. Liczyliśmy, że będzie nas wspomagać biskup senior – abp Henryk Hoser. Jego nominacja do Medjugorie przekreśliła te plany. Wspomaga ma nas jak może bp senior Kazimierz Romaniuk, ale nie wypominając wieku ukończył już 91 lat. Z kolei bp Stanisław Kędziora odszedł do Pana, wcześniej długo chorował. Podobnie jest z obsadą kurialną. Stąd obciążenie jest wielkie. Trzeba wziąć więcej na siebie, każdy z nas to czyni.

Co było głównym wyzwaniem ostatnich kilkunastu miesięcy?
Celem, jaki sobie postawiliśmy było to, by niczego nie burząc, zbudować coś nowego. Towarzyszyła nam zasada, by było jak najmniej zmian dla samych zmian, ale by brać to, co dobre i  to wykorzystywać. To staramy się robić i przełożyć na sprawy duszpasterskie. Wydaje mi się, że to się daje odczuć, że wszystkie inne sprawy, typu społeczno-politycznego nie mają tu wzięcia. Że oddajemy się dobrze rozumianej posłudze duszpasterskiej, która zakłada również bardzo ścisłą współpracę ze świeckimi.

Taka ścisła współpraca jest możliwa?
To jest jedyna droga. Wspólnoty parafialne są bardzo duże. Dwóch, trzech duszpasterzy to stanowczo za mało. Muszą powstawać wspólnoty wiernych, świadome swojego posłannictwa. Muszą być dobrze przygotowani świeccy liderzy. Muszą być określone zadania. Czasem są to zadania na poziomie pastoralnym. Ale bardzo potrzebne.

Załóżmy, że ktoś ma pomysł, by stworzyć taką wspólnotę, zaangażować się w działalność Kościoła. Co powinien zrobić?
Najprostszym scenariuszem jest zaangażowanie w życiu parafii. Normalne życie powinno polegać na tym, że nie ma barier. Jeśli jest coś dobrego, co rozeznajemy jako potrzebne, to należy się nad tym z sercem pochylić i pomagać sobie wzajemnie.

Są zalecenia, by się angażować w życie parafii lub diecezji. A jednak bardzo często można odnieść wrażenie, że wierni boją się podejmować tego zaangażowania. Tej bariery jak ksiądz bp stwierdził przecież nie ma?
Nie powinno być. Tam, gdzie jest człowiek, można wszystkich elementów pozytywnych i negatywnych poszukiwać. Jedni są zbyt otwarci, inni zbyt zamknięci. Musi być wszędzie mądrość, wtedy nasze działanie ma dobre owoce.

Wspomniał ksiądz, że zbyt mało jest w diecezji parafii. A jednak nowe parafie powstają?
Owszem. Powstaje parafia na Żeraniu, blisko Tarchomina, ostatnio poświęcałem też plac pod parafię na Grochowie, przy ulicy Podskarbińskiej. Są też parafie, które były erygowane w ostatnich latach, które są przygotowane do budowy świątyń docelowych. Tak, musimy trzymać rękę na pulsie, bo w sposób do tej pory niewidziany tak się dynamicznie rozwija ta część Polski. Do stolicy, która proponuje prace, dostęp do środków, uczelni, wiele osób przyciąga. To w większości ludzie ochrzczeni. My musimy ich od strony duszpasterskiej ogarnąć. Nie ma wątpliwości, że zagospodarowywanie tych potrzeb jest tak samo ważne, jak zagospodarowanie takich potrzeb jak budowa szkoły, przedszkola, kina. Wszystkiego, co w środowisku człowieka jest istotne.

Często jest tak, że ludzie przybywający do Warszawy zatracają kontakt z religią i Kościołem?
Jest to problem, że człowiek wyrwany ze swojego środowiska zaczyna odchodzić od tego kontaktu a Panem Bogiem, próbuje żyć po swojemu. Nie jest to problemem, jeżeli jest to chwilowe. Rzecz w tym, by nie było to trwałym procesem.

Dodaj komentarz