Paryż – Warszawa, Francja – Polska. Między Trzaskowskim a Macronem (KOMENTARZ)

Rafał Trzaskowski, nowy prezydent Warszawy nazywany jest polskim Macronem. Już sam fakt, że nowego włodarza stolicy, który uzyskał – trzeba to uczciwie przyznać – fenomenalny wynik w wyborach prezydenta stolicy porównuje się do prezydenta Francji jest znamienny. Bo podobieństwa faktycznie są. Pytanie jednak, czy na pewno pan prezydent Trzaskowski jest z nich zadowolony.

Rafał Trzaskowksi podczas konwencji PO fot. screen facebook.com

Po pierwsze – Macron przedstawiany był jako nie tylko przywódca Francji i Francuzów, ale też jako nowy lider całej Europy. Lider, który powstrzyma „falę nacjonalizmu i skrajnej prawicy”, przeprowadzi Europę przez morza kryzysu do nowego wspaniałego, liberalnego świata. Z kolei Rafał Trzaskowski miał być tym, który po wygranej w cuglach w Warszawie powoli zacznie budować pozycję w polityce ogólnopolskiej, kto wie, może przejmie w przyszłości władzę w Platformie Obywatelskiej, a docelowo zostanie prezydentem RP. Od wyboru Macrona we Francji minęły dwa lata. I czar prezydenta prysł. Ulicami francuskich miast wstrząsają uliczne, brutalnie tłumione protesty. Słowa o liderze Europy nadają się dziś raczej do kabaretu. A twierdzenie, że francuski prezydent zablokuje marsz nacjonalistów brzmi jak ponury żart, bo nikt tak jak Macron nie toruje dziś drogi Frontowi Narodowemu do władzy we Francji. Jak jest w Warszawie? Bardzo podobnie. Osiągnięciami Rafała Trzaskowskiego są jak na razie: mocny skręt w lewo, wyrażający się rezygnacją z tradycyjnego opłatka w Radzie Warszawy oraz Tęczowym Tramwajem, który ku nieszczęściu włodarzy stolicy pierwszego dnia użytkowania się zepsuł. Inny „sukces” to przywrócenie komunistycznych nazw ulic i placów (szerzej o sprawie piszemy obok). Wycofanie się z kilku ważnych obietnic. Wreszcie – sprawa bonifikat za przekształcenia użytkowania gruntów. Przed wyborami głosami radnych PO Rada Warszawy uchwaliła, że będą one wynosić 98 proc. Po wyborach, na wniosek prezydenta bonifikaty zmniejszono do 60 proc. Mieszkańcy straciliby krocie. Jednak po ostrych protestach i fali krytyki sam prezydent zdecydował się na wycofanie kontrowersyjnej zmiany. Niesmak jednak pozostał. Faktycznie – między Rafałem Trzaskowskim i Emmanuelem Macronem jest wiele podobieństw. I jednak różnica. Prezydent Francji, by czar jego prysnął, potrzebował kilkunastu miesięcy. Prezydent Warszawy – kilkunastu dni. Bhawo, tylko tak dalej!

Przemysław Harczuk

Dodaj komentarz