Historia prokuratora z korupcją w tle. I sąd, który zmiennym jest. I tak od 10 lat!

Sprawa pozornie prosta – złapany na gorącym uczynku podczas braniu łapówki prokurator – ciągnie się już od dekady! Dlaczego? O tym w materiale Łucji Czechowskiej.

pieniądze, zdj. ilustracyjne. fot. Freeimages.com

Pozornie sprawa wyglądała na oczywistą. Policyjni agenci weszli do mieszkania warszawskiego prokuratora Krzysztofa W. – wpadł, gdy przyjmował 300 tys. złotych. W gotówce! Pieniądze były – według późniejszego aktu oskarżenia – łapówką za pomoc w wyciągnięciu na wolność znanego gangstera. A jednak sąd wydał wyrok „niewinny”, bo uwierzył w dość karkołomną linię obrony. Na tym jednak bulwersująca historia się nie zakończyła… Kontrowersyjne orzeczenie zostało zaskarżone, a sąd drugiej instancji uchylił wyrok. I proces prokuratora ruszy od początku.

Historia nie jest nowa, bo ciągnie się od ponad 10 lat, ale stale przyciąga uwagę opinii publicznej z powodu zmiennych orzeczeń sądu. I z ciekawością jest obserwowana przez prawników, bo okoliczności są co najmniej kontrowersyjne.
Krzysztof W. ścigał bandytów pracując w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, czyli miał do czynienia ze sprawcami bardzo poważnych przestępstw. Sytuacja diametralnie się zmieniła w marcu 2007 roku, bo z oskarżyciela nagle stał się podejrzanym.
Agenci ówczesnego Centralnego Biura Śledczego przygotowali zasadzkę z udziałem Konrada T., który poszedł na współpracę i opowiedział o kulisach swojego procederu. Pośredniczył pomiędzy ludźmi potrzebującymi pomocy a osobami mogącymi wystawić zaświadczenie chroniące przed aresztem, prawnikami gotowymi za odpowiednią „opłatą” uniknąć odpowiedzialności itp. itd. Zdradził też nazwiska. Jednym z kontaktów Konrada T. rzekomo miał być prokurator W. z Warszawy. Chcąc coś ugrać ten pierwszy zgodził się na udział w prowokacji.
Tamtego dnia pojawił się w mieszkaniu Krzysztofa W. Miał przy sobie 150 tys. złotych oraz 50 tysięcy euro w gotówce. Pieniądze przeznaczone dla gospodarza były – jak twierdziła w późniejszych zarzutach prokuratura – łapówką za pomoc w uwolnieniu gangstera znanego pod pseudonimem „Młody Sajmon”.
Oczywiście, wizyta Konrada T. odbywała się pod nadzorem funkcjonariuszy CBŚ. Dzięki temu dość dokładnie wiadomo co się wydarzyło.
„Krzysztof W., śledczy z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, czuł się tak pewnie, że pośrednika od łapówek Konrada T. przyjął we własnym mieszkaniu na warszawskiej Starówce. W wypełnionym antykami domu pośrednik wyłożył na stół pieniądze. – W tych sprawach chcę być dokładny – oznajmił Krzysztof W., przeliczając gotówkę” – relacjonował portal Onet.pl, który ujawnił kulisy historii.
Później były postawione zarzuty, akt oskarżenia i proces, a w grudniu zeszłego roku zapadł wyrok. Jego treść zaskoczyła. Nie tylko dlatego, że W. został oczyszczony z wszelkich zarzutów, ale również z powodu uzasadnienia.
„Oskarżony tłumaczył, że co prawda wziął równowartość 300 tys. zł i obiecał w zamian pomoc w uwolnieniu gangstera, ale zamierzał zwrócić pośrednikowi część gotówki. Chciał tylko odliczyć sobie z tej sumy 130 tys. zł, które był mu rzekomo winien pośrednik” – ustalił Onet.pl Sąd jednak uwierzył!
Orzeczenie zostało zaskarżone, a w piątek (30 listopada) Sąd Okręgowy w Warszawie uchylił je i nakazał ponowne przeprowadzenie procesu. Jak tłumaczyła sędzia, w wyroku pierwszej instancji stwierdzono uchybienia na tyle poważne, że nie mógł się on ostać.
Na tym jednak nie koniec bulwersujących perypetii prokuratora Krzysztofa W. W innym postępowaniu prawnik usłyszał trzy zarzuty związane z przestępstwami korupcyjnymi, został skazany na 7 lat więzienia, ale w wyniku zaskarżenia akta trafiły do Sądu Apelacyjnego w Warszawie, a ten uniewinnił W. Później była jeszcze kasacja prokuratury, Sąd Najwyższy wydał „salomonowy” wyrok. Odnośnie dwóch zarzutów utrzymał uniewinnienie w mocy, ale w przypadku jednego nakazał ponowne przeanalizowanie materiału dowodowego.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz