O co walczy Adonis Creed?

W drugiej części „Creeda” młody Adonis Creed, wciąż trenowany przez Rocky’ego Balboa, stawia czoło rosyjskiemu pięściarzowi oraz dojrzewa do nowej roli w „dorosłym” życiu.

fpt. plakat filmu, mat. prod.

Nie da się ukryć, że seria pod tytułem „Creed”, która stanowi przedłużenie cyklu „Rocky” to typowy produkt naszych czasów, w których dobrze sprzedające się tytuły wytwórnie rozciągają do niemożliwych rozmiarów. Już wiadomo, że „Creed II” to nie ostatnia część opowieści o młodym bokserze Adonisie Creed (w tej roli Michael B. Jordan). Jednak najnowszy film Stevena Caple’a z nostalgicznym wdziękiem powraca do znanych tematów, uzupełniając je o świeże i współczesne wątki – w tym wypadku życie rodzinne bohatera staje się niemal równorzędnym uzupełnieniem jego występów na arenach bokserskich. „Creed II” to film o tym, że nie ma sukcesów na arenie bez szczęścia w domu.
W tle fabuły Creeda odnajdujemy także historię „bohatera drugiego planu”, którym jest oczywiście Rocky Balboa, weteran ringu i mężczyzna z pokiereszowanym życiem osobistym (niezastąpiony Sylvester Stallone). Rocky pod swoim legendarnym kapeluszem ukrywa rozpad rodziny i zerwane więzi z synem. Relacja z młodym Creedem jest dla niego w pewnym rodzaju sposobem zastąpienia nieobecnej relacji z synem, a jednocześnie wspomnieniem heroicznej przeszłości uosabianej przez Apollo Creeda, ojca Adonisa, przeciwnika i zarazem przyjaciela samego Balboa. Analogie pomiędzy historiami ojca i syna niejednokrotnie przybierają formę idealnego powtórzenia wątków – ale ich śledzenie to dodatkowa atrakcja dla miłośników serii. Niektórzy z nich mogą ze smutkiem odkryć, że scenarzyści powoli przygotowują widzów na pożegnanie z postacią Sylvestra Stallone. Dla dzisiejszych widzów to przede wszystkim historia o sportowcu, który dorasta do swoich największych celów oraz nowej roli w życiu osobistym.

Po wydarzeniach z poprzedniego filmu („Creed: narodziny legendy”, 2015) główny bohater staje przed zadaniem obrony tytułu mistrzowskiego. W pewnym sensie utrzymanie się na szczycie okaże się dla niego trudniejsze niż wdrapanie się na ten szczyt. To chyba najciekawszy wątek, który porusza reżyser do spółki ze scenarzystami (Sylvester Stallone oraz Juel Taylor). Można go zawrzeć w pytaniu: jaką rolę w sporcie zawodowym odgrywa motywacja? Czy wystarczy chcieć wygrywać? Pokonać przeciwnika? Wzbudzić w sobie agresję? Twórcy filmu zdają się sugerować, że wszelkiego rodzaju negatywne motywacje to paliwo na krótki dystans. Ci, którzy chcą osiągnąć status legendy, wykraczający poza pojedyncze pasy mistrzowskie, nigdy nie zapominają, o co walczą. Dla Adonisa droga do zrozumienia swoich motywacji prowadzi przez budowanie życia osobistego w zgodzie z własnymi wartościami.
Ten banalny i nieco wytarty motyw odkrywania swojego wnętrza zyskuje nieco na wyrazistości poprzez zestawienie z antagonistycznym bohaterem. Jest nim rosyjski bokser Ivan Drago (Florian Munteanu), którego bokserskie DNA złożone jest głównie z chorej ambicji ojca (Dolph Lundgren), ogarniętego kompleksem niższości i potrzebą zemsty na dawnym przeciwniku, Rockym Balboa. To on przed laty upokorzył go przed rodzimą publicznością, wówczas jeszcze w Związku Radzieckim, i skazał na niełaskę we własnym kraju. Ivan Drago jest większy i silniejszy od Adonisa, ale brakuje mu siły pewności siebie, jaką dają najbliżsi. Historia matki, która opuściła go – a właściwie jego ojca – niejako przypieczętowała jego smutny los.

Operowanie jaskrawymi kontrastami to nieodłączny element całej serii o Rockym, w której psychologia głównych bohaterów zawsze była tak naprawdę w cieniu scen walki. I tym razem realizacja pojedynków bokserskich stoi na najwyższym poziomie: dzięki efektownym zdjęciom i dynamicznemu montażowi tworzą one najciekawsze sekwencje, które stanowią właściwie autonomiczne mini-dramaty, rozpisane na dwanaście rund. Sport na małym ekranie nigdy zapewne nie będzie tak ekscytujący jak w kinie – nawet jeśli zna się wynik walki.

Tomasz Szelestowski

 

 

Dodaj komentarz