Raper „Żurom” znów ma problemy. Tym razem: haszysz i pobicie

Andrzej Ż., bardziej znany pod artystycznym pseudonimem „Żurom”, przed laty stanął przed sądem z zarzutem udziału w handlu narkotykami. Jak twierdził na podstawie fałszywego oskarżenia. Dlatego zainaugurował akcję „Stop pomówieniom”, w którą włączyło się wielu celebrytów, a nawet znani politycy. Niedawno mężczyzna znowu został zatrzymany (na lotnisku tuż przed odlotem do USA), a prokurator postawił mu poważne zarzuty. 41-letni raper tłumaczy się jak dawniej – że jest niewinny i padł ofiarą intrygi.

fot. freeimages.com

Akcja agentów Centralnego Biura Śledczego Policji była dość spektakularna – bladym świtem 23 października tego roku na lotnisku im. Fryderyka Chopina w Warszawie zatrzymano Andrzeja Ż., 41-letniego rapera i producenta muzycznego, który wybierał się w podróż do Stanów Zjednoczonych. Oczywiście, mężczyźnie nie pozwolono odlecieć samolotem, a zamiast do Ameryki trafił na przesłuchanie do stołecznej prokuratury.
Nie jest już żadną tajemnicą, iż zarzuty postawione muzykowi dotyczą podejrzenia handlu narkotykami (niemal kilogramem haszyszu, który miał być sprzedany w styczniu) oraz wymuszenia rozbójniczego. Chodzi o pobicie mężczyzny w celu odzyskania 80 tysięcy złotych.
Prokurator Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga ujawnił, że podejrzany nie przyznał się do winy, ale złożył wyjaśnienia. Pomimo to sporządzony został wniosek o tymczasowe aresztowanie Andrzeja Ż. Z kolei sąd zgodził się, aby „Żurom” wyszedł na wolność, jeśli wpłaci 100 tysięcy złotych kaucji. I muzyk nie trafił na dłuższy czas za kratki, bo do jego adwokata zgłosiła się anonimowa osoba, która przekazała całość poręczenia majątkowego. Mężczyzna objęty został jedynie dozorem policyjnym, zatrzymano paszport, ma zakaz opuszczenia kraju i nie może kontaktować się z pokrzywdzonym oraz żoną ofiary.
Zresztą Andrzej Ż. nie jest jedynym podejrzanym w tej sprawie, bo tego samego dnia zatrzymano kilku mężczyzn.
W tej sytuacji warto przypomnieć wydarzenia sprzed kilkunastu lat. W 2007 roku „Żurom” trafił do aresztu z zarzutem handlu narkotykami (marihuaną i amfetaminą). A obciążyły go zeznania dilera. „Żurom” spędził w celi kilka miesięcy, nigdy nie przyznał się do winy, a w sądach pierwszej instancji wprawdzie zapadały wyroki skazujące, ale po zaskarżeniu były uchylane. Prawnicza batalia trwała w nieskończoność…
W związku z ówczesnymi problemami Andrzej Ż. rozpoczął ogólnopolską akcję społeczną „Stop pomówieniom”, której celem były takie zmiany w prawie, aby pozwalały skutecznie weryfikować donosy. O „Żuromie” naprawdę głośno stało się, gdy w marcu 2013 r. – będąc gościem programu „Państwo w państwie” na antenie Polsatu – w akcie desperacji podpalił się. Nie odniósł poważnych obrażeń, ale dzięki tej demonstracji muzyk skutecznie nagłośnił problem. Pod petycją w jego obronie podpisali się politycy z różnych ugrupowań, muzycy, sportowcy, artyści…
Obecnie „Żurom” znowu twierdzi, że został pomówiony.
„Gość był mi winien pieniądze” – stwierdził Andrzej Ż. w filmiku opublikowanym na Facebooku, który można nadal obejrzeć. I zapewnia, że nikogo nie pobił, ani nie handlował haszyszem. Czy mówi prawdę? Oceni to sąd.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz