Pojechał po alkohol – śmiertelnie potrącił dziecko. Zasadzka na lotnisku

15-letni Sebastian wracał do domu, miał do przejścia jeszcze zaledwie kilkaset metrów. Niestety, chłopca potrącił samochód kierowany przez Łukasza K. Mężczyzna nie pomógł dziecku, uciekł i ukrywał się przez ponad miesiąc. W końcu jednak został namierzony. Wpadł po powrocie z Wielkiej Brytanii.

fot. ODH

Tragedia rozegrała się późnym wieczorem, w piątek 27 października 2017 roku, w podwarszawskiej miejscowości Cegielnia Kosewo. 15-letni Sebastian wracał ze spotkania z kolegami i miał już niedaleko do domu. Wtedy został potrącony przez samochód. Nie było naocznych świadków dramatycznych wydarzeń. Kierowca wykorzystał to, że nikt nic nie widział. I zrobił coś ohydnego…
„Sprawca odjechał z miejsca zdarzenia nie udzielając pomocy umierającemu chłopcu” – potwierdził prokurator Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.
Rannego Sebastiana znalazła mieszkająca w pobliżu kobieta. Nastolatka przewieziono do szpitala, ale na pomoc było za późno. Chłopak doznał zbyt wielu poważnych obrażeń i zmarł po kilku godzinach.
Policja wszczęła poszukiwania zbrodniarza odpowiedzialnego za śmierć dziecka. To było jednak bardzo trudne zadanie, bo nie tylko brakowało naocznych świadków, ale również na miejscu tragedii nie znaleziono śladów, które mogłyby szybko doprowadzić do sprawcy wypadku. Prokurator Saduś przyznaje, że „w toku śledztwa podjęto niespotykaną w ostatnich latach w podobnych sprawach ilość czynności procesowych oraz nieprocesowych, nie tylko celem ustalenia sprawcy wypadku, ale również identyfikacji pojazdu, który uczestniczył w zdarzeniu”. Pomimo to przez wiele tygodni winny tragedii pozostawał anonimowy.
Początkowo śledztwo prowadziła Prokuratura Rejonowa w Nowym Dworze Mazowieckim, a po około miesiącu akta przekazano do Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga. Przełom nastąpił na przełomie listopada i grudnia ubiegłego roku. Najpierw funkcjonariusze zaangażowani w sprawę namierzyli samochód, który brał udział w wypadku w Cegielni Kosewo. Wtedy już ustalenie tożsamości ściganego było proste.
Feralnego wieczora za kierownicą auta siedział 29-letni Łukasz K. Problem polegał na tym, że mężczyzna nie przebywał na terenie Polski, bo na co dzień pracował w Wielkiej Brytanii. I wyjechał tam niemal natychmiast po wypadku. Ściągniecie go do kraju za pomocą Europejskiego Nakazu Aresztowania, czy zorganizowanie konwoju z Wysp, zajęłaby sporo czasu, ale niespodziewanie zadanie ułatwił… poszukiwany. Ustalono, że Łukasz K. przyjedzie do Polski na Mikołajki. 6 grudnia przygotowano więc zasadzkę na lotnisku w Modlinie – mężczyzna został zatrzymany. Kompletnie zaskoczony nie stawiał żadnego oporu.
Podczas pierwszego przesłuchania Łukasz K. nie tylko przyznał się do winy, ale złożył szczegółowe wyjaśnienia opowiadając jak doszło do tragedii.
Tamtego piątku spotkał się ze znajomymi, wypił nieco alkoholu, a gdy skończył się zapas napojów z procentami, koledzy poprosili, aby pojechał do sklepu. Zgodził się! Zrobił zakupy, a w drodze powrotnej jechał z dużą prędkością i wtedy doszło do potrącenia Sebastiana. Kierowca spanikował, nie pomógł chłopcu, uciekł z miejsca wypadku.
Okazało się, że to nie pierwsze jego przestępstwo. Wcześniej był już dwukrotnie karany za zachowanie na drodze, nie miał nawet prawa jazdy.
„W toku śledztwa jego postawa procesowa (podejrzanego – dop. red.) uległa zmianie. Aktualnie nie przyznaje się do popełnienia zarzucanych mu czynów i odmawia składania wyjaśnień” – tłumaczył niedawno prokurator Saduś w komunikacie o zakończeniu śledztwa i skierowaniu aktu oskarżenia przeciwko Łukaszowi K.
Proces mężczyzny będzie się toczył przed Sądem Okręgowym w Nowym Dworze Mazowieckim. Sprawcy śmiertelnego potrącenia chłopca grozi do 12 lat pozbawienia wolności.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz