Dźgał Kingę nożem na oczach dzieci. Horror trwał ponad dekadę

Kinga bała się Adama, choć długo żyła z nim pod jednym dachem, mieli wspólne dzieci, próbowali stworzyć rodzinę. W końcu jednak uciekła od agresywnego mężczyzny i miała nadzieję, że znalazła bezpieczne schronienie. Niestety, on ją znalazł. I zadał kilkanaście ciosów nożem. Na oczach małych córek.

fot. freeimages.com

Dramatyczna historia Kingi W. zaczęła się dawno, ponad dekadę temu. Gdy poznała młodszego o sześć lat Adama M. Zamieszkali razem, żyli w konkubinacie, zostali rodzicami. To nie był jednak szczęśliwy związek, bo mężczyzna okazywał obsesyjną zazdrość, a w złości nie wahał się uderzyć kobiety. Sytuacja była na tyle poważna, że do akcji wkroczyła prokuratura i oskarżyła mężczyznę o znęcanie. Wtedy Kinga porzuciła domowego tyrana. Przez długi czas miała spokój.
Niestety, ponownie na swojej drodze spotkała Adama i chyba zapomniała o tym co się działo wcześniej, bo M. przekonał ją, aby jeszcze raz spróbowali. Na własne nieszczęście, kobieta wyraziła zgodę! Znowu zamieszkali razem, początkowo żyli zgodnie, ale sielanka nie trwała długo. Bo Adam uroił sobie, że jego partnerka ma romans. Pojawiły się kłótnie, awantury, rękoczyny… Najgorsze miało miejsce w listopadzie 2016 roku.
Adam przyszedł do sklepu, w którym pracowała Kinga i rzucił się na kobietę z pięściami. Dotkliwie ją pobił. Dopiero wtedy powiedziała dość. Wyprowadziła się z mieszkania w Wesołej i razem z córkami (9-letnią Wiktorią i dwa lata starszą Nikolą) przeniosła do domu przyjaciółki w Józefowie. Nic nie powiedziała Adamowi i wierzyła, że jest bezpieczna.
Mężczyzna nie zamierzał jednak pogodzić się z porzuceniem. Szukał przyjaciółki i po kilku dniach dopiął swego. Zdobył adres domu, w którym przebywała. Zaczaił się tam, zaatakował wcześnie rano – po wybiciu szyby w oknie wtargnął do środka. Miał ze sobą nóż. Zaczął zadawać ciosy Kindze, która ugodzona w szyję i klatkę piersiową, została ciężko ranna. Przeżyła jedynie dzięki reakcji… dziewczynek!
„Pomogła jej młodsza córka, która zaczęła odpychać ojca, próbowała mu też wyrwać nóż. W ten sposób go spłoszyła. Kiedy uciekł, dzieci zaczęły ratować matkę, tamowały krwotok” – opisywał tragiczne chwile serwis warszawa.wyborcza.pl
Po ataku na konkubinę Adam M. uciekł z miejsca zbrodni i ukrywał się przed poszukującymi go policjantami, ale wpadł po tygodniu. Trafił do aresztu, a prokuratura wszczęła śledztwo, które zakończyło się dość szybko, bo dowody winy nożownika były niepodważalne.
Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Warszawie, a podczas rozpraw mężczyzna zapewniał, że… kocha Kingę.
„Nie chciałem zrobić jej krzywdy” – zapewniał. – „Bardzo żałuję”.
W lipcu tego roku Adam M. został skazany na 15 lat pozbawienia wolności, czyli tyle ile zażądał prokurator, ale z orzeczeniem nie zgodziła się Kinga W., która w procesie była oskarżycielem posiłkowym. Jej pełnomocniczka, a także obrońca zbrodniarza, zaskarżyli wyrok.
Pod koniec października Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał jednak, że proces został przeprowadzony we właściwy sposób, dokonano właściwej analizy materiału dowodowego, a kara, choć surowa, to sprawiedliwa.
Adam M. nie tylko spędzi kilkanaście lat w więzieniu, ale musi również zapłacić swojej ofierze 150 tysięcy złotych zadośćuczynienia.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz