Szalał na ulicach, nadal siada za kółkiem. „Frog” częstszym „gościem” w sądzie

Robert N., bardziej znany pod pseudonimem „Frog”, zasłynął szaleńczą jazdą po ulicach Warszawy. I wykpił się dość łagodną karą. Pirat drogowy, który stał się swoistym celebrytą, jednak w końcu się doigrał? Do sądu trafiły bowiem kolejne akty oskarżenia.

policja.pl

Po raz pierwszy o „Frogu” głośno było cztery lata temu, gdy w internecie pojawił się filmik pokazujący jego szaleńczą jazdę samochodem. Co ciekawe, kamerka była zainstalowana w aucie, czyli pirat drogowy wręcz chwalił się „wyczynem”.

„Na nagraniu widać, jak mężczyzna – w trakcie śledztwa potwierdzono, że był to Robert N. – jadąc ulicami Warszawy, łamie wiele przepisów ruchu drogowego. M.in. wjeżdżał na skrzyżowanie przy czerwonym świetle, prowadził auto z dużą prędkością slalomem między innymi pojazdami, a także ścigał się z motocyklistami”

– przypominał niedawno serwis tvn24warszawa.pl.

Później była medialna opera mydlana pod hasłem „poszukiwanie Froga”. W końcu mężczyzna wpadł, ale zdążył zostać niemalże celebrytą. Na jaw zaczęły także wychodzić inne rajdy Roberta N., które tylko cudem nie zakończyły się tragedią. Za niektóre z nich mężczyzna został skazany – w wyroku orzeczono m.in. zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Czyli „Frog” nie miał prawa siadać za kierownicą. Dzisiaj wiadomo, że pirat drogowy zlekceważył decyzję sądu. I to nie jeden raz.

Kilka dni temu zakończyło się śledztwo ws. wydarzeń z 19 września tego roku. Prokuratura Rejonowa Warszawa Wola skierowała akt oskarżenia przeciwko Robertowi N.
„Pomimo wydania decyzji administracyjnych z maja 2016 r. oraz lutego 2017 r. o cofnięciu uprawnień do kierowania pojazdami” mężczyzna usiadł za kierownicą porsche panamera. Czyli naruszył warunki wcześniejszego wyroku. „Frog” nawet nie zaprzeczał.

„Podejrzany przyznał się do złamania zakazów sądowych oraz niezastosowania się do decyzji właściwych organów o cofnięciu uprawnień do kierowania pojazdami. Wyjaśnił, że było to zachowanie incydentalne” – podał prokurator Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Dlaczego to zrobił? Tłumaczenie było dość kuriozalne.

„Tego dnia razem z pracownikiem modyfikował układ wydechowy w samochodzie klienta. Naprawa zakończyła się po godzinach pracy innych pracowników w związku z czym zmuszony był sam dostarczyć samochód do klienta”

– dodaje Ł. Łapczyński.

To nie będzie jedyny proces Roberta N., który także po drugiej stronie Wisły łamał sądowe zakazy. A wpadł przez… filmik opublikowany w internecie. Mało brakowało, aby tym razem pozostał bezkarny, bo do zdarzenia doszło w marcu – jeździł mercedesem po parkingu przed centrum handlowym przy ul. Marywilskiej w Warszawie. To zdarzenie miesiącami było nieznane policjantom.
Prokurator, która wcześniej zajmował się sprawą „Froga” natrafiła jednak na nagranie pokazujące, jak mężczyzna wsiada za kierownicę samochodu.
Prokuratura Rejonowa Warszawa Praga Północ wszczęła śledztwo, a podczas przesłuchania Robert N. nie wypierał się, że kierował mercedesem. Za to tłumaczenia pirata drogowego musiały nieco rozbawić śledczych.

Usłyszeli od „Froga”, że nie wiedział, iż na parkingu też obowiązuje go sądowy zakaz. Mężczyzna usłyszał zarzuty i „świeżutki” akt oskarżenia właśnie trafił do sądu.
Za popełnienie przestępstwa z artykułu 244 Kodeksu karnego, czyli „kto nie stosuje się do orzeczonego przez sąd zakazu …” grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. I chyba najwyższy czas, aby sądy surowo potraktowały delikwenta, który ordynarnie kpi z prawa…

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz