Zabił ojca i matkę. Do więzienia nie trafi. Szokujące kulisy zbrodni

Mateusz G. zaatakował ojca i nożem kuchennym zadał śmiertelne ciosy. Męża próbowała bronić żona, ale i ona zginęła z ręki syna. 25-letni zabójca do więzienia jednak nie trafi, bo według psychiatrów mordując rodziców był niepoczytalny. Ostrzegli jednak, że młody mężczyzna może ponownie zabić. Dlatego Mateusz G. trafi do zamkniętego zakładu psychiatrycznego.

sxc.hu

„To była normalna, spokojna rodzina. Nikt nie mógł przewidzieć takiej tragedii” – opowiadali mieszkańcy podwarszawskiej Falenicy, sąsiedzi Krzysztofa i Moniki G.
On prowadził własną działalność gospodarczą, a jego firma działała w branży budowlanej. Ona pracowała w szkole. Małżonkowie mający 49 lat wychowali trójkę dzieci – w czasie dramatycznych wydarzeń najmłodszy syn miał 16 lat, jego siostra była starsza o sześć lat, z kolei Mateusz miał 25 lat. Wszyscy mieszkali w domu przy ulicy Walcowniczej i to tam doszło do dramatu.
Rodzice od dłuższego czasu nie mogli dojść do porozumienia z najstarszym synem, który rozczarował ich swoimi życiowymi decyzjami. Wprawdzie początkowo poszedł na studia, ale ostatecznie porzucił naukę i zatrudnił w sieci fast food. Z tego powodu często dochodziło pomiędzy nimi do kłótni. Nie inaczej stało się wieczorem 17 października 2017 roku.
Krzysztof ponownie wypominał pierworodnemu, że przerwał studia, a równocześnie nie chce się usamodzielnić. I właściwie jest na utrzymaniu rodziców. Takich scen wcześniej nie brakowało, ale tym razem Mateusz wpadł w szał. Nagle chwycił za kuchenny nóż i uzbrojony zaczął zadawać ojcu ciosy. Uderzył kilka razy. Jak się później okazało mężczyzna odniósł śmiertelne obrażenia. Tragedia rozegrała się na oczach Moniki, która próbowała bronić męża przed synem. Mateusz nie oszczędził także matki. Zabił kobietę!
Zabójca został zatrzymany tego samego wieczora.
„Nie mogłem już tego wytrzymać” – miał powiedzieć policjantom.
Mężczyzna usłyszał zarzuty popełnienia podwójnej zbrodni, a podczas przesłuchania odmówił składania wyjaśnień i nie przyznał się do winy. Z tego samego prawa skorzystało również rodzeństwo Mateusza. Jego siostra i brat byli naocznymi świadkami zabójstwa, ale nie chcieli opowiedzieć jak do niego doszło.
Podczas śledztwa prokuratorzy nie tylko ustalali motyw działania sprawcy, czy relacje panujące w tej rodzinie, ale standardowo podejrzany został poddany obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Opinia biegłych okazała się kluczowa. Z jej treści wynikało bowiem, iż w chwili popełnienia przestępstwa Mateusz G. miał zniesioną poczytalność. Wprawdzie jest osobą inteligentną, ale równocześnie cierpiącą na „skomplikowane zaburzenia psychiczne”.
„Co oznacza, że nie mógł ocenić znaczenia swoich czynów i pokierować swoim zachowaniem” – tłumaczył serwisowi tvnwarszawa.pl, prokurator Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.
Ujawnił również, iż według psychiatrów Mateusz G. jest człowiekiem niebezpiecznym i może ponownie zabić.
Już w czerwcu prokuratura skierowała wniosek o umorzenie postępowania i umieszczenie podejrzanego w zakładzie psychiatrycznym. Na decyzję sądu trzeba było czekać cztery miesiące. Postanowienie zostało w końcu wydane w październiku, a jego treść była zgodna z propozycją prokuratury. Zabójca rodziców nie wyjdzie więc na wolność, choć nie trafi do więzienia.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz