Siedział w więzieniu za mord. Wyszedł na przepustkę – znowu zabił

Zbrodnia popełniona przez Artura K. zszokowała Polaków, ale także wywołała polityczną burzę. Mężczyzna zabił bowiem przyjaciółkę i jej 3-letniego synka, a zrobił to podczas przepustki z zakładu karnego. W więzieniu przebywał od kilkunastu lat za inne zabójstwo. Prokuratura wyjaśnia jak i dlaczego doszło do podwójnego morderstwa, ale już wiadomo, że Artur K. w ostatnich miesiącach wielokrotnie wychodził na wolność.

fot. policja

Matka Moniki K. nie mogła się skontaktować z córką, która nie odbierała telefonu i dlatego w sobotę 8 września pojechała do jej domu na stołecznym Śródmieściu. Dobijała się do drzwi mieszkania przy ulicy Nowowiejskiej, ale nikt jej nie otwierał. Zaniepokoiła się na tyle mocno, że wezwała ślusarza i policjantów. Po otwarciu drzwi mundurowi weszli do środka i zobaczyli makabryczny widok. Znaleźli zwłoki 35-letniej Moniki K. i jej 3-letniego syna Oskara.
Prokuratura nie ujawnia jak zginęli, ale nieoficjalnie wiadomo, że zostali uduszeni. Kto mógł zrobić coś tak potwornego? Podejrzenia natychmiast padły wobec partnera Moniki, z którym związała się kilka miesięcy wcześniej. Mężczyzna nie był ojcem Oskara, ale na portalach społecznościowych można obejrzeć liczne zdjęcia chłopca z przyszłym ojczymem. Bo Monika i Artur planowali sformalizować swój związek i nawet pod koniec września wyznaczona został data ślubu.
Podejrzanego nie trzeba było długo poszukiwać. Mało tego – sam w nocy soboty na niedzielę zgłosił się na policję. Usłyszał zarzut zabójstwa, a podczas przesłuchań złożył obszerne wyjaśnienia, w których trakcie opowiedział o tragicznych wydarzeniach. Ze względu jednak na dobro śledztwa ich treść pozostaje tajemnicą.
Mord kobiety i jej synka był przerażającą zbrodnią, ale równie wielkim szokiem stało się ujawnienie przeszłości Artura K. On zabił przebywając na jednodniowej przepustce z zakładu karnego. Przed kilkunastoma latami zapadł bowiem skazujący wyrok Artura K. za zabójstwo ówczesnej dziewczyny. Morderca miał spędzić – zgodnie z orzeczeniem – 15 lat za więziennym murem. I odbył karę niemal w całości. Podczas odsiadki sprawował się na tyle dobrze, że stopniowo trafiał do „kryminałów” o złagodzonym rygorze. Ostatnio przebywał w zakładzie półotwartym na stołecznym Bemowie.
„Nie sprawiał problemów wychowawczych, aktywnie uczestniczył w procesie resocjalizacji” – zapewniała rzecznik Służby Więziennej pułkownik Elżbieta Krakowska.
Artur K. podczas pobytu za murem pracował, uczył się, utrzymywał stały kontakt z rodziną, przeszedł nawet program… przeciwdziałania agresji! Dzięki swojemu zachowaniu mógł liczyć na łagodniejsze traktowanie. Okazało się, że w ciągu ostatnich dwóch lat otrzymał 90 „zezwoleń na czasowe opuszczenie jednostki”, czyli krótkich przepustek.
Przedstawiciele Służby Więziennej zapewniają, iż zawsze wracał w wyznaczonym terminie, jeśli musiał poza murami więzienia zgłaszać się na policję, to to robił, a przebywając na wolności nie zrobił nigdy niczego złego. Czas ten wykorzystywał na spotkania z bliskimi lub udział w maratonach, które trenował. Wydawało się, że Artur K. to jeden z niewielu zabójców, który zrozumiał wcześniejsze błędy i nigdy więcej nie złamie prawa.
Ta opinia legła w gruzach, gdy w sobotę 8 września odwiedził Monikę i jej synka….

Łucja Czechowska

 

Dodaj komentarz