Reklama a sprawa Polska. O histerii czerskopodobnych

fot. By Cyrkiel-network (Own work) [CC0], via Wikimedia Commons

W warszawie skandal i zbrodnia – elewacje miejskich budynków zakrywają płachty reklamowe. Ohydne, brzydkie, zasłaniające widok pięknych domów – alarmują dziennikarze jedynie słusznych pism. Człowiek mógłby się przerazić. Co więcej – zgodzić z autorami. Mógłby nawet zapomnieć o tym, że pewna gazeta krucjatę przeciw reklamowym płachtom prowadzi dlatego, że stanowią one zagrożenie biznesowe dla koncernu wydającego gazetę w krucjacie uczestniczącą. Ale jest jeden problem – patrząc na te płachty i paskudztwa, często zasłaniają one:

Niewyremontowane kamienice, których estetyka pozostawia dziś wiele do życzenia (inna sprawa, że ze środków z powieszonych reklam właściciele powinni może zadbać o odpowiednie remonty i renowacje)

Socjalistyczne potworki, ze swej natury ohydne, których przykrycie jedynie służy przestrzeni miejskiej

Bloki mieszkalne

Budynki może i niebrzydkie, ale tak brudne, że wyglądają jakby nikt nie czyścił ich od kilkudziesięciu lat

Blaszaki handlowe, które dla jedynie słusznych gazet są też złe same w sobie, jednak gdy obwiesimy je reklamami urastają do roli okupowanych przez branżę reklamową zabytków

Żeby było jasne – nie jestem za tym, by płachty były wszędzie, by zasłaniały autentyczne zabytki itd. Jednak zachowajmy proporcje. Kolorowa reklama na potworku nie pasującym do otoczenia, naprawdę nie jest w stanie zniszczyć estetyki miejskiej. Zaś z histerią jest tak, że jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzić może o pieniądze. I warto mieć to na uwadze.

Andrzej Maksymowicz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*