Koszmar „Misia”! Bo się znudził… Jego oprawczynie nie będą bezkarne

„Słyszy przeraźliwy skowyt psa, biegnie nad brzeg jeziorka i widzi ruszający się worek w wodzie. Ledwo udaje jej się wyciągnąć go i otworzyć, a tam kolejny zaklejony worek, a w nim kilkumiesięczny młody zakrwawiony pies i olbrzymi kamień” – tak wolontariusze fundacji Rescue Animals Polska opisali dramat szczeniaka, który został skatowany. A dwie kobiety (matkę z córką), które okazały się oprawczyniami psiaka nazwali krótko: „zwyrodniałe babska”.

Rescue Animals Polska

Niestety, koszmar z bestialskim katowaniem zwierząt się nie kończy, ale co najgorsze sprawcy wyjątkowo ohydnych przestępstw do niedawna zazwyczaj pozostawali bezkarni. Nawet jeśli stawali przed sądem, to orzeczone kary były skandalicznie niskie. Dopiero teraz niektórzy zwyrodnialcy trafiają za kratki. A każdy taki wyrok jest mocno nagłaśniany. Pomimo to nadal nie brakuje zdarzeń, które szokują, że ktoś może coś tak strasznego zrobić najlepszemu przyjacielowi człowieka.

O tej historii Telegraf24.pl już informował, ale przybywa faktów. Coraz bardziej przygnębiających.

Okolice Góry Kalwarii, środa 15 sierpnia. Nie było jeszcze południa, gdy jedna z mieszkanek postanowiła pójść na spacer. Dotarła do pobliskiego jeziora. Nagle zauważyła coś niepokojącego.

„Jak dwie kobiety nad stawem kopią w worek na śmieci i próbują zanurzyć go w wodzie. Ze środka wydobywał się skowyt zwierzęcia” – podała w komunikacie Komenda Stołeczna Policji.

Ten opis jest dość lakoniczny, ale na facebookowym profilu fundacji Rescue Animal Polska można znaleźć więcej szczegółów. Spacerowiczka przypadkowo natknęła się na dwie kobiety, które na jej widok spanikowały i uciekły, choć wcześniej coś kopały, po czymś skakały. Gdy wsiadły do samochodu i odjechały, ona poszła w tamto miejsce, sprawdzić o co chodzi. I wtedy właśnie z worka pływającego w wodzie usłyszała przeraźliwy, psi skowyt. Oczywiście, wyciągnęła koszmarny pakunek, a z niego kilkumiesięcznego psiaka. Przerażonego, zakrwawionego, ale na szczęście żywego.

Sprawę zgłoszono miejscowym policjantom, a ci powiadomili również wolontariuszy z fundacji. Oni zabrali zwierzaka do weterynarza.

„Pies okazał się szczeniakiem, w wieku ok 5 miesięcy. Lekarze stwierdzili znaczną opuchliznę głowy i pyska oraz podejrzenie złamanie miednicy” – relacjonowali.

Czworonoga uratowano, ale kim były jego oprawczynie? Nie mogły pozostać bezkarne, rozpoczęto ich poszukiwania. Zastosowano podstęp.

„Postanowiliśmy opublikować zdjęcie psiaka i oznajmić, iż pies błąkał się nad Wisłą. Nie chcieliśmy wystraszyć sprawczyń ani świadków. Nasz plan przyniósł efekty i po godzinie zgłosiła się właścicielka. Bardzo roztrzęsiona opisała psa bardzo dokładnie, informując, że uciekł jej ze smyczy kilka godzin wcześniej” – czytamy na stronie fundacji.

Ta relacja brzmiała jednak mało wiarygodnie. Dlatego do domu kobiety pojechali inspektorzy fundacji, a towarzyszyła im spacerowiczka, która była świadkiem dramatycznych wydarzeń nad jeziorem. Zastali dwie kobiety Ingę H. I Janinę H., matkę i córkę. W nich bez wątpienia rozpoznała oprawczynie szczeniaka. Piesek do nich należał, był zaczipowany, ale w końcu im się znudził. Niemal od razu przyznały się do winy.

policja.waw.pl

„Brak nam słów na określenie tych osób i tego co zrobiły. Wciąż jesteśmy w szoku i zastanawiamy się jakim trzeba być człowiekiem (?) żeby zrobić coś takiego” – pytają retorycznie przedstawiciele fundacji.

Teraz sprawą zajmie się sąd.

„Obie usłyszały już zarzuty karne wynikające z ustawy o ochronie zwierząt. Za znęcanie się nad zwierzętami grozi kara do 5 lat pozbawienia wolności” – podkreśla policja.

A co ze szczeniakiem, który wabi się „Misio”? Jest pod opieką weterynarza i troskliwych opiekunów, powoli dochodzi do siebie. Każdy może mu pomóc, bo na stronie Pomagam.pl gromadzone są środki na leczenie.

„To jest zbiórka na leczenie psa, skopanego i uratowanego przed utopieniem!” – tłumaczą organizatorzy.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz