Niebywała konsekwencja – przemysł pogardy w stolicy (ANALIZA ŁUCJI CZECHOWSKIEJ)

Niszczenie przez miejskie służby kwiatów i zniczy upamiętniających ofiary katastrofy smoleńskiej. Ostry sprzeciw wobec prób upamiętnienia ofiar i prezydenta Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu. A teraz zgoda na prowokacyjną demonstrację przeciwko miesięcznicy. Polityka władz Warszawy w kwestii Smoleńska jest niebywale wręcz konsekwentna.

Po Smoleńsku ludzie na Krakowskim Przedmieściu spontanicznie palili znicze. Podobnie było w rocznicę tragedii, ale wtedy znicze i kwiaty usuwały służby miejskie. fot. By Chancellery of the President of the Republic of Poland (Polish President’s website) [GFDL 1.2 (https://gnu.org/licenses/old-licenses/fdl-1.2.html) or GFDL 1.2 (http://www.gnu.org/licenses/old-licenses/fdl-1.2.html)], via Wikimedia Commons

Fakt, że prezydent stolicy wydała zgodę na kontrmanifestację Obywateli RP na Krakowskim Przedmieściu budzi wiele kontrowersji. Przede wszystkim – miesięcznica smoleńska, organizowana co miesiąc i kontrmanifestacja sprzyjać będą starciom obu grup – upamiętniającym ofiary tragedii, jak i ich przeciwnikom. Po drugie – doszło już do starć przed miesiącem, gdy uderzony został działacz demokratycznej opozycji z okresu PRL – Adam Borowski. Po trzecie wreszcie – warszawski ratusz usiłował zablokować protesty przeciwników Klątwy w Teatrze Powszechnym, z uwagi na zagrożenie zamieszek. Jednocześnie nie miał problemu z wydaniem zgody na demonstrację na Krakowskim, gdzie zamieszki są pewne. Brak konsekwencji? Zaślepienie? Może zwyczajny błąd? Nic z tych rzeczy! Analizując dokładnie politykę stołecznego ratusza w kwestii upamiętnienia Smoleńska uderza żelazna wprost konsekwencja. Oto jej przykłady.

Po pierwsze – żadnego mitu!

Celem numer jeden, jaki zdaje się przyświecać Hannie Gronkiewicz-Waltz i ekipie rządzącej stolicą jest – w zasadzie od kwietnia 2010 roku – uniemożliwienie powstania mitu śp. Lecha Kaczyńskiego. Stąd, gdy w 2011 roku mieszkańcy spontanicznie, w rocznicę Smoleńska kładli znicze i tulipany ku czci Marii Kaczyńskiej, służby miejskie kwiaty te zabierały (słynne „aresztowanie” tulipanów). Władze stolicy błyskawicznie przeprowadziły też akcję nadania mostowi Północnemu imienia Marii Skłodowskiej Curie. Bynajmniej nie dlatego, że polska chemiczka była dla miasta tak istotna. A dlatego, że – jak przyznawali w nieoficjalnych rozmowach działacze PO – jej imię gwarantuje, że po ewentualnej zmianie władzy w stolicy most nie będzie przemianowany na most Kaczyńskiego.

Po drugie – za żadne skarby na Krakowskim

W antysmoleńskiej polityce HGW uderza też alergiczna wręcz niechęć do upamiętnienia ofiar katastrofy i prezydenta Lecha Kaczyńskiego na Krakowskim Przedmieściu. Argument o zamkniętej przestrzeni architektonicznej brzmi wprawdzie logicznie, jednak władze Warszawy pozwalały chociażby na skandaliczną nadbudowę hotelu Europejskiego – wtedy z zamkniętą przestrzenią problemu nie było. Poza tym, nawet konserwatorzy zabytków przyznają, że o ile klasyczny pomnik nie byłby najszczęśliwszym pomysłem, tak niewielki obelisk, czy tzw. „pomnik światła” byłby dopuszczalny, niczego nie musiałby zaburzać. Hanna Gronkiewicz-Waltz nie dopuszcza i tych rozwiązań. Co więcej, pomnij światła, który sprawdza się choćby na miejscu zburzonych przez terrorystów wież World Trade Centre w Nowym Jorku prezydent stolicy, jak przyznała w jednym z wywiadów, kojarzy się z… NSDAP. Jak widać polityka władz Warszawy jest więc raczej w kwestii Smoleńska konsekwentna, a pozwolenie na zadymę w dniu miesięcznicy jest tej konsekwencji świetnym wyrazem.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*