Prokurator: zabójstwo. Oskarżony: wypadek. Trudne zadanie przed sądem

W dramatycznej historii, która rozegrała się na warszawskiej Białołęce, nadal jest wiele znaków zapytania, choć prokuratura zakończyła śledztwo. Jedno jest pewne – 40-letnia Agnieszka zginęła podczas grilla zorganizowanego przez właściciela domu, w którym wynajmowała pokój. Śledczy twierdzą, że została pchnięta nożem. Jan T. zapewnia, że doszło do nieszczęśliwego wypadku, gdy kobieta wpadła na stół zastawiony szkłem.

fot. freeimages.com

Jan T. ma 59 lat i jest właścicielem domu na stołecznej Białołęce. W połowie zeszłego roku wynajmował (od kilku miesięcy) pokoje niedawno poznanej Agnieszce. Mężczyzna później opowiadał, że po pewnym czasie zaczęło łączyć ich (parę rozwodników) coś więcej. Rzekomo podjęli decyzję o byciu razem i z tej okazji w przydomowym ogródku gospodarz przygotował grilla. Finał imprezy był tragiczny.
W nocy z 27 na 28 lipca 2017 r. Jan T. zadzwonił pod numer alarmowy.
„Zgłaszając krwawienie tętnicze domowniczki, które miało nastąpić na skutek jej potknięcia, a następnie upadku na blat stolika zastawionego szkłem”- opisywał Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Pod podany adres skierowano karetkę pogotowia i radiowozy. Policjanci zeznali, że znaleźli nieprzytomną kobietę z rozległą raną szyi. Lekarz próbował ratować pokrzywdzoną, ale niewiele mógł wskórać. Po trwającej kilkanaście minut reanimacji, stwierdził zgon Agnieszki.
Śledztwo mające wyjaśnić okoliczności tragicznego zdarzenia wszczęła prokuratura na Pradze Północ. Bardzo szybko uznano, że wersja o nieszczęśliwym wypadku, o którym mówił Jan T., jest mało prawdopodobna. Dlatego mężczyzna został zatrzymany i usłyszał zarzuty.
„Początkowo spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego skutkiem była śmierć człowieka, a następnie – po zgromadzeniu większej ilości dowodów – zabójstwa”- tłumaczy prokurator Saduś.
Jan T. nie przyznał się do winy, ale sąd wysłał go do aresztu. Podczas śledztwa podejrzany był przesłuchiwany kilka razy i – jak ujawnia prokuratura – zmieniał „wersję przebiegu zdarzenia”. Dlatego kluczowa w tej sprawie była opinia biegłego z Zakładu Medycyny Sądowej, który badał obrażenia kobiety. I kategorycznie stwierdził, że rana nie mogła powstać od potłuczonej szklanki, czy talerza.
Jak zeznał podczas procesu, który obecnie trwa przed Sądem Okręgowym Warszawa Praga, cios został zadany nożem.
„Wskazywał, że taka rana nie powstałaby, nawet gdyby kobieta upadła na nóż leżący na stole” – cytował serwis warszawa.wyborcza.pl zeznania biegłego.
Ostatecznie Jan T. został oskarżony o zabójstwo 40-letniej kobiety. I to „w zamiarze bezpośrednim”, czyli – według prokuratury – zadając cios nożem chciał zabić.
Ale dlaczego miałby popełnić taką zbrodnię? Według psychiatrów mężczyzna ma nieprawidłową osobowość z cechami niedojrzałości emocjonalnej. Z kolei córka ofiary opowiadała, że matka skarżyła się na zachowanie Jana T. On nie tylko uroił sobie, że będą parą, ale bywał również agresywny. Wpadając w złość nie przebierał w słowach. Agnieszka nie zamierzała wiązać się z Janem T. i planowała wyprowadzkę z jego domu.
Prawdopodobnie podczas grilla w lipcowy wieczór doszło między nimi do kłótni. I musiały paść słowa, które wywołały wściekłość Jana T.
On jednak konsekwentnie nie przyznaje się do winy i upiera przy wersji o nieszczęśliwym wypadku.
„Usłyszałem wielki huk. Musiała się potknąć na schodku. Upadła na stół z wysokości. Tam były szklanki, talerze z szaszłykami” – mówił podczas jednej z rozpraw (cytat za „Gazetą Wyborczą”).
Proces Jana T. szybko się nie zakończy. Kolejne terminy posiedzeń sądu wyznaczono nawet na grudzień.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz