Pyton popłynął do Torunia? Ale jeśli to prawda, to właśnie zawrócił i płynie do Warszawy!

Poszukiwania pytona wciąż trwają. Jednak policję i służby zaalarmowała kobieta, która widziała wielkiego węża płynącego w Wiśle w… Toruniu! Problem w tym, że jeśli relacja kobiety jest prawdziwa, to albo mamy do czynienia z innym wężem, niż ten spod Warszawy, albo… pyton zrobił sobie wycieczkę do Torunia po czym zawrócił i płynie w kierunku Warszawy. 

Czy w tej rzece płynie gad? fot. https://commons.wikimedia.org/wiki/File:602945_Toru%C5%84_dzielnica_Starego_Miasta_z_kat._J._Chrzciciela_06.JPG

Kobieta, która zaalarmowała, że widziała węża w rzece w Toruniu nie kryła przerażenia. Co gorsza, służby zlekceważyły słowa kobiety. Żaliła się ona w lokalnym portalu internetowym ototorun.pl.

„Dzwoniłam pod 112, podali mi nr do kryzysowego centrum w Toruniu. Zadzwoniłam, kazali zadzwonić na policję, znowu dodzwoniłam się pod 112, podali mi bezpośredni nr do komendy w Toruniu, gdzie nikt nie odbiera! Po kolejnej rozmowie z 112 kazali mi dzwonić do skutku, wciąż nie odbierają. Proszę udostępnijcie! Wąż był ogromny… Niech ktoś weźmie to na poważnie i się tym zajmie jak należy! –

czytamy w relacji portalu.

Służby przekonują, że wąż nie musiał być warszawskim pytonem, ale mógł być znacznie mniejszym zaskrońcem. Albo… kłodą drewna. A jednak kobieta jest przekonana, że widziała TEGO gada, który od kilku tygodni budzi postrach na Mazowszu. Problem w tym, że wg kobiety ogromny wąż płynął… pod prąd. A więc nie w kierunku Bałtyku, ale na Południe! Możliwości są dwie. Albo węże są dwa i inny pyton płynie do warszawskiego towarzysza. Albo pyton ze stolicy dopłynął do Torunia i uznał, że jednak nie ma jak stolica i postanowił zawrócić. Tak, czy inaczej, lepiej słuchać służb i zachować nad Wisłą szczególną ostrożność.

(źródło: Telegraf24, ototorun.pl)

Dodaj komentarz