Afery ze spalonymi aktami ciąg dalszy. Wiadomo już, kto stoi za „eksperymentem”

Prokuratura w Pruszkowie wyjaśnia, kto odpowiada za skandal z zniszczeniem i pozostawieniem bez nadzoru hałdy dokumentów, które znaleziono w opuszczonym budynku w Gołaszewie. Tymczasem potwierdza się teoria, że chodziło o „eksperyment” prywatnej firmy, która poprosiła o asystę strażaków-ochotników. Znana jest już nazwa spółki.

twitter Komenda Stołeczna Policja

Od kilku dni Telegraf24.pl opisuje skandal związany z odkryciem w ruderze w podwarszawskim Gołaszewie sterty dokumentów, wśród nich pochodzących z sądu, miejskich spółek, a także kart wyborczych.

„Policjanci zabezpieczyli kilka ton dokumentów (między innymi sądowych) znalezionych w pustostanie w Gołaszewie k. Ożarowa. Ich oględziny będą przeprowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Pruszkowie” – podała jeszcze we wtorek Komenda Stołeczna Policji.

A Prokuratura Rejonowa w Pruszkowie wszczęła śledztwo.

W mediach pojawiła się teoria, że znalezisko w Gołaszewie wiąże się ze szkoleniem w ramach ewentualnego gaszenia archiwów. Zleconym przez prywatną firmę. I okazało się, że to najbardziej prawdopodobny scenariusz.

Znana jest już nazwa tej firmy – jako pierwsze podało ją RMF FM, a portal niezalezna.pl ujawnił, że dzisiaj prezes tej spółki będzie przesłuchiwana przez prokuraturę.

Chodzi o warszawską spółkę Telesto, która specjalizuje się – jak podano na jej stronie internetowej – w „systemach mgłowych”. Do czasu złożenia zeznań kierownictwo tej firmy nie chciało rozmawiać z dziennikarzami.

Nadal jednak pozostaje pytanie – dlaczego dokumenty (nawet jeśli były przeznaczone do zniszczenia) pozostawiano bez nadzoru. Tam jednak były dane wielu firmy i nazwisko prywatnych osób czy numery rejestracyjne samochodów.

Dodaj komentarz