Po głośnej ucieczce ze szpitala. Nagroda nie pomogła, zbieg nadal poszukiwany

Już ponad tydzień trwają poszukiwania Piotra R., który uciekł ze szpitala w Warszawie, choć był pilnowany przez policjantów. Za pomoc w schwytaniu mężczyzny wyznaczono wysoką nagrodę, ale do dziś pozostaje nieuchwytny. I jego wspólnik, który pomógł oszustowi zbiec.

Informacje o niecodziennym zdarzeniu pojawiły się w piątkowy wieczór 26 maja. Początkowo bardzo nieprecyzyjne, ale i tak budzące spory niepokój. Ze stołecznego szpitala im. Banacha uciekł mężczyzna, który wcześniej przebywał w areszcie, ale poczuł się źle i konieczna była pomoc lekarzy. Tam miał czekać wspólnik, uzbrojony sterroryzował policjantów, którzy konwojowali podejrzanego i pomógł kompanowi w ucieczce. Dzisiaj wiemy znacznie więcej, ale i tak nie wszystkie szczegóły zostały ujawnione.

Na stronie internetowej Komendy Stołecznej Policji pojawił się komunikat, w którym potwierdzono najważniejszą informację: „mężczyzna został doprowadzony do szpitala na badania, skąd zbiegł w nieznanym kierunku” Podano również personalia, a nawet opublikowano zdjęcie poszukiwanego. To mający 42-lata Piotr R.. Wysoki  (prawie 180 cm wzrostu), o krępej, wręcz muskularnej sylwetce, mający ciemny blond włosy, ostrzyżone na krótko.

„Mężczyzna ubrany był w jasną koszulkę polo, jeansy, czarne sportowe buty” – podała policja.

Równocześnie komendant stołecznych stróżów prawa wyznaczył nagrodę – w wysokości 20 tys. złotych – za wskazanie miejsca pobytu R.

„Gwarantujemy pełną anonimowość” – zapewniono.

Tyle wiadomo na pewno. Ale kim jest Piotr R., za co trafił do aresztu, a przede wszystkim co się wydarzyło w szpitalu?

Mężczyzna miał sporo na sumieniu, chodziło o przestępstwa gospodarcze i oszustwa, za które już trzy lata temu trafił za kratki. Śledztwo z nim w roli podejrzanego nadal trwa. Jak ustalili dziennikarze „Metro Warszawa” przeciwko R. toczyło się postępowanie dotyczące szeregu przekrętów, a on sam miał postawionych aż 80 zarzutów. Został zatrzymany w lutym 2014 roku, a niedawno sąd przedłużył stosowanie tymczasowego aresztowania do końca lipca.

Feralnego piątku miał zostać przetransportowany do prokuratury na przesłuchanie. Dlatego opuścił celę i wyjechał poza mury aresztu. Oczywiście, pod eskortą policjantów. W pewnej jednak chwili R. zaczął uskarżać się na samopoczucie, dziś można podejrzewać, że symulował, ale na tyle umiejętnie, że zapadła decyzja o wysłaniu go na badania. W taki sposób trafił do placówki przy Banacha.

Najwięcej niejasności nadal pozostaje w sprawie wydarzeń na szpitalnym korytarzu. Wiadomo, że R. miał wspólnika, to on sterroryzował policjantów konwojujących osadzonego.

– Nie było żadnej strzelaniny – zapewniała „na gorąco” reportera TVN Warszawa Iwona Jurkiewicz z Komendy Stołecznej Policji.

Od 9 dni trwają poszukiwania zbiega. Na razie bezskutecznie. W sobotnie popołudnie potwierdziliśmy, że „łowcom cieni” nie udało się namierzyć oszusta, który zagrał na nosie policji. Na razie…

Łucja Czechowska

fot. policja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*