Po kłótni zbrodniarzy, odkryto mord sprzed lat

Zenon S. zniknął w 1995 roku. Przez ponad 20 lat nikt nie wiedział co się stało z mężczyzną. Poza dwójką zbrodniarzy – córką Moniką i jej przyjacielem Bogdanem. Niewiele brakowało, aby pozostali bezkarni. Prawda w końcu jednak wyszła na jaw. Bo się… pokłócili.

pixabay.com/GDJ

To miała być rutynowa interwencja. W marcu zeszłego roku policjanci ze stołecznej Pragi otrzymali wezwanie do domowej awantury, czyli standard podczas służby. Mundurowi pojechali pod podany adres, na miejscu zastali Monikę S. i jej konkubenta Bogdana G., którzy byli sprawcami zamieszania. Tym razem jednak pozornie banalne zdarzenie zakończyło się odkryciem prawdy o makabrycznej zbrodni.

„Kobieta wezwała funkcjonariuszy Policji, w obecności których Bogdan G. zagroził wyjawieniem ich wspólnej tajemnicy” – przyznał prokurator Marcin Saduś z Prokuratury Okręgowej Warszawa Praga.

Mundurowi nie zlekceważyli słów Bogdana G., choć mężczyzna był pijany, i „drążyli temat”. To co usłyszeli, musiało szokować. Mówił bowiem o wstrząsających wydarzeniach sprzed ponad 20 lat.

„W toku dalszych czynności mężczyzna opowiedział policjantom o zabójstwie ojca Moniki S., którego miał się dopuścić w 1995 roku” – dodaje prokurator Saduś.

Zenon S. zajmował z rodziną mieszkanie w bloku przy ulicy Ostrobramskiej na Grochowie. Nie był przykładnym mężem i ojcem. Nadużywał alkoholu, a po pijanemu wszczynał awantury. Dość często. Podczas burd nie wahał się wyzywać najbliższych wulgarnymi słowami, bywało również, iż używał przemocy. Jej ofiarą padała także córka Monika. Przez lata dziewczyna znosiła koszmar dzieciństwa w milczeniu, bo nie miała ani siły, ani odwagi, przeciwstawić się nieobliczalnemu ojcu. Z upływem czasu jednak buntowała się coraz mocniej.

Aż przyszedł rok 1995. Monika miała wówczas 18 lat. Już wtedy spotykała się z Bogdanem G., starszym o siedem lat. Ich związek bardzo denerwował Zenona S. To był kolejny pretekst do notorycznych wybuchów złości. Dlatego młodzi kochankowie od dłuższego czasu rozmawiali o pozbyciu się mężczyzny.
Tamtego dnia – dokładnej daty prokuraturze nie udało się ustalić, bo uczestnicy tragicznych wydarzeń jej nie pamiętali – Bogdana G. wykorzystał, że Zenon S. śpi pijany w swoim pokoju. Wszedł do środka i zadał cios nożem. Jeden, ale śmiertelny. Po zabójstwie poćwiartował zwłoki, a szczątki włożył do toreb i wspólnie z Moniką wywiózł w różne miejsca Warszawy. Z tak makabrycznymi pakunkami podróżowali… miejskimi autobusami.

Wprawdzie żona Zenona S. (w chwili zabójstwa przebywała w szpitalu) zgłosiła zaginięcie męża, ale przez ponad 20 lat nie udało się wyjaśnić losów mężczyzny. Nie znaleziono również jego zwłok (w niektórych miejsca, gdzie je porzucono, dzisiaj stoją rozmaite budowle). Ponieważ zabójcy konsekwentnie milczeli, to bardzo długo udało się im zachować tajemnicę.

Przez lata byli parą, ale w końcu ich związek się rozpadł, bo Bogdan G. nadużywał… alkoholu! Monika nie chciała tego tolerować. I wybuchały awantury w mieszkaniu przy ulicy Ostrobramskiej (tym samym, gdzie doszło do zabójstwa). W marcu 2017 roku sytuacja się powtórzyła, a Monika S. wezwała policję. Wtedy pijany Bogdan G. zaczął mówić…

Oczywiście, został zatrzymany. Gdy wytrzeźwiał, podczas przesłuchania dokładnie opowiedział prokuratorowi, co się stało w 1995 roku. Także o tym, że tuż po zabójstwie poszli do baru na piwo! Monika S. w większości potwierdziła jego relację.

Śledztwo zakończyło się w maju tego roku, a niedawno przed Sądem Okręgowym Warszawa Praga ruszył proces pary zbrodniarzy. Przewodniczącą składu orzekającego jest sędzia Barbara Piwnik.

Podczas pierwszych rozpraw Bogdan G. przyznał się do winy, ale odmówił składania wyjaśnień. Z kolei na czas składania wyjaśnień przez Monikę S. sąd wyłączył jawność posiedzenia. Wiadomo jedynie, że kobieta nie przyznaje się do „udzielenia pomocnictwa” w zabójstwie ojca.

Łucja Czechowska

Dodaj komentarz